Dzien rozpoczelismy od sniadania i spaceru z moja przyjaciolka M, jej chlopakiem A oraz ich synkiem. A pilnowal dziecka, Maz zajal sie robieniem dziecku zdjec, a ja i M wreszcie moglysmy spedzic troche czasu we dwie.
Bedac jeszcze w Californi obawialam sie, ze nie bedziemy rozumialy sie tak dobrze, jak kiedys. Balam sie, ze macierzynstwo zmieni M tak bardzo, ze bedzie nas teraz wiecej dzielic niz laczyc. Wszystko jest jednak dokladnie tak samo, nasze rozmowy sa jedynie przerywane gaworzeniem lub zmienianiem pieluch.
Brakowalo mi naszych konwersacji. Brakowalo mi wspolnych spacerow, wtorkowych lunchy, wspolnego ogladania filmow...
Przechadzajac sie po Fairfield myslalam, ze zaczynam doceniac i tesknic za czasem, kiedy to nie moglam pracowac i cale dnie spedzalam robiac to, co mi sie zywnie podobalo.
Prosto ze spaceru pojechalismy na lunch (tak, tak, my ciagle tylko jemy!) do JS i FS, rodzicow mojego niezyjacego przyjaciela. Duzo myslalam o tym spotkaniu, zanim jeszcze sie odbylo. Slyszalam od naszych wspolnych znajomych, ze JS i FS zadziwiajaco dobrze sobie radza po smierci D, moje rozmowy z JS zdawaly sie to potwierdzac.
JS czekala juz na nas na progu. Usciskalysmy sie serdecznie i wszyscy razem weszlismy do domu, gdzie powital nas usmiechniety FS. Udalismy sie do kuchni.
Na lodowce zauwazylam zdjecie D z namalowanym na bicepsie czerwonym sercem z napisem "Mama".
Zasiedlismy do stolu.
JS zamknela oczy, rozlozyla rece i poblogoslawila jedzenie, ktore niebawem spozylismy.
JS i FS sa zydami. Po raz pierwszy w Fairfield mialam okazje z kims sie pomodlic. Bylo to bardzo mile doswiadczenie. Wiedzialam, ze JS jest bardzo uduchowiona osoba, ale, znajac jej styl zycia, nie posadzalam jej o praktykowanie zydowskich tradycji.
Duzo rozmawialismy, smialismy sie i zartowalismy. JS i FS wlasnie wrocili z wycieczki do Nowej Zelandii i opowiadali nam swoje wrazenia. Bil z nich spokoj i pogoda ducha. Gdybym nie wiedziala, co spotkalo ich syna, nigdy bym sie nie domyslila.
Po lunchu Maz i FS udali sie ogladac zdjecia z Nowej Zelandii, JS chciala porozmawiac ze mna.
Opowiadala o D. Pokazala mi rowniez fragmenty filmu nagranego na spotkaniu poswieconemu pamieci D. Film trwal cale 2 godziny, niestety nie mielismy tyle czasu, ale bardzo chcialam zobaczyc go w calosci. Poprosilam JS o kopie.
- Zrobilismy duzo kopii- powiedziala JS- ale nikomu jeszcze zadnej nie dalismy. Bedziesz musiala zapytac FS, to on decyduje.
FS, zapytany o to samo, odpowiedzial bez wahania:
- Oczywiscie, zatrzymaj te kopie.
Spotkanie dobieglo konca. JS pojechala na probe zespolu, w ktorym spiewa, a my udalismy sie do domu BF. Chcielismy spedzic z nim troche czasu przed wyjazdem.
Okolo 6 znalezlismy sie w domu M i A. Dolaczyla do nas D, kolezanka Meza z bylej pracy. Wieczor uplynal nam na grze w Bananagrams (gra slowna podobna do scrabble).
Sunday, November 28, 2010
Saturday, November 27, 2010
Swieto Dziekczynienia w Fairfield, IA- na sniadanie znowu indyk...
Jak w temacie.
Obudzilismy sie rano i na sniadanie jedlismy znowu indyka. Przyznam szczerze, ze mi sie nie znudzil. Rzadko jem takie pysznosci, sama niestety nie jestem w stanie przyrzadzic swiatecznego indyka (a moze jestem, tylko o tym nie wiem?).
Mamy w Fairfield wielu przyjaciol, z ktorymi chcielismy sie zobaczyc. Tydzien to niestety za malo, zeby spotkac sie z kazdym osobno, postanowilismy wiec zorganizowac impreze grupowa.
Wieczorem wybralismy sie na kregle. Do tej pory grywalam w kregielniach Alabamy i Californi. Kregielnia w Fairfield bardzo mnie zaskoczyla, wygladala, jakby byla zywcem wyjeta z lat 70-tych. Co tylko dodawalo jej uroku.
Bawilismy sie swietnie. Ogladanie zdjec rowniez sprawilo nam wiele radosci: kazdy z nas mial inna technike i kazdy przyjmowal inna pozycje przy rzucie kula:
Po kreglach B i D poszli do domu, a reszta nas wybrala sie na mala przekaske do baru. Spac poszlismy grubo po polnocy.
Obudzilismy sie rano i na sniadanie jedlismy znowu indyka. Przyznam szczerze, ze mi sie nie znudzil. Rzadko jem takie pysznosci, sama niestety nie jestem w stanie przyrzadzic swiatecznego indyka (a moze jestem, tylko o tym nie wiem?).
Mamy w Fairfield wielu przyjaciol, z ktorymi chcielismy sie zobaczyc. Tydzien to niestety za malo, zeby spotkac sie z kazdym osobno, postanowilismy wiec zorganizowac impreze grupowa.
Wieczorem wybralismy sie na kregle. Do tej pory grywalam w kregielniach Alabamy i Californi. Kregielnia w Fairfield bardzo mnie zaskoczyla, wygladala, jakby byla zywcem wyjeta z lat 70-tych. Co tylko dodawalo jej uroku.
Bawilismy sie swietnie. Ogladanie zdjec rowniez sprawilo nam wiele radosci: kazdy z nas mial inna technike i kazdy przyjmowal inna pozycje przy rzucie kula:
Po kreglach B i D poszli do domu, a reszta nas wybrala sie na mala przekaske do baru. Spac poszlismy grubo po polnocy.
Friday, November 26, 2010
Swieto Dziekczynienia w Fairfield, IA- i powtorka!
Znow obudzil mnie kardynal.
Dzisiejszy dzien uplynal nam na slodkim nicnierobieniu, przeplatanym gra w Bananagrams oraz konsumpcja resztek. Moj Maz mial wreszcie okazje zjesc pyszny, swiateczny lunch.
Po poludniu przenieslismy sie do BF, taty mojej przyjaciolki. Zdecydowanie wolalabym zostac u M, u niej czuje sie naprawde jak w domu. B ma olbrzymi, piekny dom, ale tu nie czuje sie tak dobrze. Obiecalismy jednak, ze i u niego zagoscimy, wiec nie bardzo mielismy wybor.
Wieczor spedzilismy na rozmowach i- jedzeniu sernika.
Dzisiejszy dzien uplynal nam na slodkim nicnierobieniu, przeplatanym gra w Bananagrams oraz konsumpcja resztek. Moj Maz mial wreszcie okazje zjesc pyszny, swiateczny lunch.
Po poludniu przenieslismy sie do BF, taty mojej przyjaciolki. Zdecydowanie wolalabym zostac u M, u niej czuje sie naprawde jak w domu. B ma olbrzymi, piekny dom, ale tu nie czuje sie tak dobrze. Obiecalismy jednak, ze i u niego zagoscimy, wiec nie bardzo mielismy wybor.
Wieczor spedzilismy na rozmowach i- jedzeniu sernika.
Swieto Dziekczynienia w Fairfield, IA- lunch u M
Noc spedzilam w domu mamy M.
Okolo 7 rano obudzilo mnie stukanie w okno. Otworzylam oczy i zaczelam rozgladac sie za sprawca, ale nikogo nie znalazlam. Zasnelam ponownie.
Ponownie obudzilo mnie stukanie. Tym razem zobaczylam czerwonego kardynala siedzacego na krzaku za oknem (http://pl.wikipedia.org/wiki/Kardyna%C5%82y). Kardynal zastukal w moje okno jeszcze raz. W tej sytuacji wstalam z lozka i poszlam po aparat fotograficzny. Niestety, ptaszek wiecej sie nie pokazal.
Wstalam, ubralam sie cieplo i poszlam na szybki spacer po okolicy (mialam za soba 1 dzien jedzenia a drugi w perspektywie, potrzebowalam jakiegos ruchu). Niska temperatura (-6!) wprawila mnie we wspanialy nastroj. Czyste powietrze, zero smogu, zadnych samochodow, nareszcie moge oddychac! Kolejny plus dla Iowa.
Dzis swietowalismy u mamy M. Coz moge powiedziec... jedzenie bylo po prostu fantastyczne.
Po lunchu cala nasza gromadka usadowila sie na kanapach i fotelach. G napalil w kominku. Niektorzy grali w gry na iPhone'ach, inni zaczeli przysypiac... zrobilo sie bardzo przytulnie.
Maz przylecial z Atlanty okolo 5:30 po poludniu i dolaczyl do nas okolo 7:30 wieczorem. Zalapal sie jeszcze na kawalek placka z jablkami i ze slodkich ziemniakow.
Okolo 7 rano obudzilo mnie stukanie w okno. Otworzylam oczy i zaczelam rozgladac sie za sprawca, ale nikogo nie znalazlam. Zasnelam ponownie.
Ponownie obudzilo mnie stukanie. Tym razem zobaczylam czerwonego kardynala siedzacego na krzaku za oknem (http://pl.wikipedia.org/wiki/Kardyna%C5%82y). Kardynal zastukal w moje okno jeszcze raz. W tej sytuacji wstalam z lozka i poszlam po aparat fotograficzny. Niestety, ptaszek wiecej sie nie pokazal.
Wstalam, ubralam sie cieplo i poszlam na szybki spacer po okolicy (mialam za soba 1 dzien jedzenia a drugi w perspektywie, potrzebowalam jakiegos ruchu). Niska temperatura (-6!) wprawila mnie we wspanialy nastroj. Czyste powietrze, zero smogu, zadnych samochodow, nareszcie moge oddychac! Kolejny plus dla Iowa.
Dzis swietowalismy u mamy M. Coz moge powiedziec... jedzenie bylo po prostu fantastyczne.
Po lunchu cala nasza gromadka usadowila sie na kanapach i fotelach. G napalil w kominku. Niektorzy grali w gry na iPhone'ach, inni zaczeli przysypiac... zrobilo sie bardzo przytulnie.
Maz przylecial z Atlanty okolo 5:30 po poludniu i dolaczyl do nas okolo 7:30 wieczorem. Zalapal sie jeszcze na kawalek placka z jablkami i ze slodkich ziemniakow.
Wednesday, November 24, 2010
Swieto Dziekczynienia w Fairfield, IA- obiad u B
O 5:10 rano bylam w Chicago.


O 8:10 rano wylecialam z Chicago do Moline, IL
W Moline czekala juz na mnie M.
Nie potrafie opisac, jak bardzo ciesze sie z naszego spotkania. Nie widzialysmy sie prawie 2 lata.
Usciskalysmy sie, ucalowalysmy i udalysmy do samochodu. Czekaly nas jeszcze 2 godziny jazdy.
Widok pol, lak, pasacych sie krow, dzialal kojaco na moje oczy. Jazda samochodem po autostradzie w Iowa drastycznie rozni sie od jazdy w Californi. W Iowa samochody mijaja nas rzadko, w Californi wielokilometrowe korki sa na porzadku dziennym. Monochromatyczne krajobrazy Iowa relaksuja, w Californi bombarduja nas znaki, billboardy, swiatla, dzwieki... Juz sama dwugodzinna jazda z M dala mi odpoczac.
Okolo godziny 11:30 rano zajechalysmy do domu MF i GF, mamy M oraz jej meza, gdzie spedzilismy na rozmowach cudowne kilka godzin.
Wypilam organic soy chai latte zaparzony przez MF, odpoczelam, wzielam prysznic i wszyscy razem udalismy sie do restauracji na lunch, a potem do domu M i jej chlopaka A.
Wreszcie mialam okazje poznac synka M i A, uroczego poltorarocznego chlopczyka.
Nie zdawalam sobie sprawy, ze dzieci w tym wieku tak duzo rozumieja!
Okolo 5 po poludniu zmeczenie wreszcie dalo o sobie znac, i zasnelam snem kamiennym na sofie.
Wieczorem udalismy sie na wspanialy, swiateczny obiad do BF, taty M. Znow mialam okazje zobaczyc dawnych znajomych oraz zjesc prawdziwe pysznosci (BF swietnie gotuje).
Ludzie w Ameryce czesto zmieniaja miejsce zamieszkania. Ja rowniez bylam zmuszona do takiego kroku. Musialam zostawic za soba moje dotychczasowe zycie i wspanialych przyjaciol. Nie dzwonimy do siebie tak czesto, jak na poczatku. Kazdy z nas ma swoje sprawy, prace, M ma dziecko.
Ktos mi kiedys powiedzial, ze prawdziwi przyjaciele to ludzie, z ktorymi, podczas spotkania po latach, mamy dokladnie takie same relacje, jak przed wyjazdem.
Moje relacje z M, jej mama, mezem jej mamy, nie zmienily sie nic. Wieczorem mialam okazje przekonac sie, ze taka sama sytuacja jest ze wszystkimi moimi przyjaciolmi z Fairfield. Jestesmy tak samo blisko, jak bylismy 2 lata temu. Niesamowite.


O 8:10 rano wylecialam z Chicago do Moline, IL
W Moline czekala juz na mnie M.
Nie potrafie opisac, jak bardzo ciesze sie z naszego spotkania. Nie widzialysmy sie prawie 2 lata.
Usciskalysmy sie, ucalowalysmy i udalysmy do samochodu. Czekaly nas jeszcze 2 godziny jazdy.
Widok pol, lak, pasacych sie krow, dzialal kojaco na moje oczy. Jazda samochodem po autostradzie w Iowa drastycznie rozni sie od jazdy w Californi. W Iowa samochody mijaja nas rzadko, w Californi wielokilometrowe korki sa na porzadku dziennym. Monochromatyczne krajobrazy Iowa relaksuja, w Californi bombarduja nas znaki, billboardy, swiatla, dzwieki... Juz sama dwugodzinna jazda z M dala mi odpoczac.
Okolo godziny 11:30 rano zajechalysmy do domu MF i GF, mamy M oraz jej meza, gdzie spedzilismy na rozmowach cudowne kilka godzin.
Wypilam organic soy chai latte zaparzony przez MF, odpoczelam, wzielam prysznic i wszyscy razem udalismy sie do restauracji na lunch, a potem do domu M i jej chlopaka A.
Wreszcie mialam okazje poznac synka M i A, uroczego poltorarocznego chlopczyka.
Nie zdawalam sobie sprawy, ze dzieci w tym wieku tak duzo rozumieja!
Okolo 5 po poludniu zmeczenie wreszcie dalo o sobie znac, i zasnelam snem kamiennym na sofie.
Wieczorem udalismy sie na wspanialy, swiateczny obiad do BF, taty M. Znow mialam okazje zobaczyc dawnych znajomych oraz zjesc prawdziwe pysznosci (BF swietnie gotuje).
Ludzie w Ameryce czesto zmieniaja miejsce zamieszkania. Ja rowniez bylam zmuszona do takiego kroku. Musialam zostawic za soba moje dotychczasowe zycie i wspanialych przyjaciol. Nie dzwonimy do siebie tak czesto, jak na poczatku. Kazdy z nas ma swoje sprawy, prace, M ma dziecko.
Ktos mi kiedys powiedzial, ze prawdziwi przyjaciele to ludzie, z ktorymi, podczas spotkania po latach, mamy dokladnie takie same relacje, jak przed wyjazdem.
Moje relacje z M, jej mama, mezem jej mamy, nie zmienily sie nic. Wieczorem mialam okazje przekonac sie, ze taka sama sytuacja jest ze wszystkimi moimi przyjaciolmi z Fairfield. Jestesmy tak samo blisko, jak bylismy 2 lata temu. Niesamowite.
Tuesday, November 23, 2010
Swieto Dziekczynienia w Fairfield, IA- lot
Za 2 dni Swieto Dziekczynienia.
Pomimo, iz mam tu w Californi wielu przyjaciol i rodzine, moje serce wciaz teskni za Iowa. Tegoroczne swieta postanowilam spedzic wlasnie tam, w Fairfield, z moja przyjaciolka M i jej rodzina (czuje sie troche, jakby to byla tez moja rodzina, tak jestesmy blisko).
Lot mialam we wtorek. Udalo mi sie wyjsc wczesniej z pracy, szef zreszta nie oponowal, bo sam wybieral sie na swieta do Las Vegas i tez musial sie przygotowac.
Pakowanie nie zajelo mi wiecej niz 2 godziny. Posprzatalismy z Mezem w domu, zostawilismy E (koledze, ktory na czas naszej nieobecnosci zamieszka w naszym domu) instrukcje obslugi kotow i, niewiele po 8 wieczorem, wyjechalismy na lotnisko. Ze wzgledu na okres swiateczny chcialam tam byc duzo wczesniej, okazalo sie jednak, ze nie ma tloku a sceny dantejskie sie nie dzieja. Maz ucalowal mnie i wrocil do domu (w srode rano leci do Atlanty do pracy, dolaczy do mnie w czwartek wieczorem).
Szybko i bez problemu przeszlam przez wszystkie bramki (ktore, nawiasem mowiac, podzielone zostaly na 3. Obsluga lotniska przygotowywala sie juz na srodowy tlok) i zostalo mi jeszcze mnostwo czasu na czytanie przed lotem.
Wylecialam punktualnie o 11:11 w nocy.
Pomimo, iz mam tu w Californi wielu przyjaciol i rodzine, moje serce wciaz teskni za Iowa. Tegoroczne swieta postanowilam spedzic wlasnie tam, w Fairfield, z moja przyjaciolka M i jej rodzina (czuje sie troche, jakby to byla tez moja rodzina, tak jestesmy blisko).
Lot mialam we wtorek. Udalo mi sie wyjsc wczesniej z pracy, szef zreszta nie oponowal, bo sam wybieral sie na swieta do Las Vegas i tez musial sie przygotowac.
Pakowanie nie zajelo mi wiecej niz 2 godziny. Posprzatalismy z Mezem w domu, zostawilismy E (koledze, ktory na czas naszej nieobecnosci zamieszka w naszym domu) instrukcje obslugi kotow i, niewiele po 8 wieczorem, wyjechalismy na lotnisko. Ze wzgledu na okres swiateczny chcialam tam byc duzo wczesniej, okazalo sie jednak, ze nie ma tloku a sceny dantejskie sie nie dzieja. Maz ucalowal mnie i wrocil do domu (w srode rano leci do Atlanty do pracy, dolaczy do mnie w czwartek wieczorem).
Szybko i bez problemu przeszlam przez wszystkie bramki (ktore, nawiasem mowiac, podzielone zostaly na 3. Obsluga lotniska przygotowywala sie juz na srodowy tlok) i zostalo mi jeszcze mnostwo czasu na czytanie przed lotem.
Wylecialam punktualnie o 11:11 w nocy.
Tuesday, November 16, 2010
Już święta?
Facet, który sprzedał mi herbatę w Starbucks, życzył mi wesołych świat.
Na głowie miał zielone rogi renifera.
- Posted using BlogPress from my iPhone
Na głowie miał zielone rogi renifera.
- Posted using BlogPress from my iPhone
Monday, November 15, 2010
Skąd się tu wzięłam?
Otrzymuje wiele emaili i komentarzy z pytaniem, jak udało mi się na stałe, legalnie, zamieszkać w Stanach Zjednoczonych. Oto moja historia (w ogromnym skrócie):
W czerwcu 2006 przyjechałam do Stanow Zjednoczonych na program Work and Travel. Nie było moim celem przeprowadzenie się tu na stałe. Ameryka podobała mi się, ale nie wiazalam z nią mojej przyszłości. Stało się jednak inaczej: poznałam M, mojego obecnego meza.
Szybko okazało się, ze jesteśmy dla siebie stworzeni (tak, wiem, ze to brzmi szalenie banalnie) i wkrotce zostaliśmy mężem i żona. W tej sytuacji mogłam zacząć starać się o zielona kartę.
Moja procedura imigracyjna bardzo się przedłużyła- z rożnych powodów. Od momentu naszego ślubu do momentu uzyskania przez mnie zielonej karty minęło prawie dokładnie 3 lata.
Wielu z Was przysyła mi mejle z pomysłami typu: "chce przyjechać do USA na wizie turystycznej a potem jakoś załatwić pobyt stały" i pyta, co ja o tym myśle.
Po pierwsze- nie jestem prawnikiem. Nie mogę Wam udzielać żadnych rad.
Po drugie- "przesiedzenie" wizy turystycznej jest bardzo złym pomysłem. Praca "na czarno" nie jest fajna. Zycie w Stanach bez żadnych przywilejów i bez poczucia bezpieczeństwa oraz widmo deportacji jest tym, co Was czeka, jeśli Wasz pobyt nie będzie zalegalizowany.
Po trzecie- istnieją różnego rodzaju wizy, na których możecie legalnie pracować w Stanach Zjednoczonych. Istnieją rożne sposoby na uzyskanie zielonej karty. Zapytajcie o nie Waszego prawnika PRZED wjazdem do Stanow, nie po.
Po czwarte- procedura imigracyjna moze potrwać długie miesiące, czasem lata. Musicie być na to gotowi.
Po piąte- informacje o życiu Polakow w USA oraz ich procesach imigracyjnych możecie znaleźć na forum:
http://www.forum.usa.info.pl/
Polecam rownież zapoznanie się ze strona USCIS.
- Posted using BlogPress from my iPhone
W czerwcu 2006 przyjechałam do Stanow Zjednoczonych na program Work and Travel. Nie było moim celem przeprowadzenie się tu na stałe. Ameryka podobała mi się, ale nie wiazalam z nią mojej przyszłości. Stało się jednak inaczej: poznałam M, mojego obecnego meza.
Szybko okazało się, ze jesteśmy dla siebie stworzeni (tak, wiem, ze to brzmi szalenie banalnie) i wkrotce zostaliśmy mężem i żona. W tej sytuacji mogłam zacząć starać się o zielona kartę.
Moja procedura imigracyjna bardzo się przedłużyła- z rożnych powodów. Od momentu naszego ślubu do momentu uzyskania przez mnie zielonej karty minęło prawie dokładnie 3 lata.
Wielu z Was przysyła mi mejle z pomysłami typu: "chce przyjechać do USA na wizie turystycznej a potem jakoś załatwić pobyt stały" i pyta, co ja o tym myśle.
Po pierwsze- nie jestem prawnikiem. Nie mogę Wam udzielać żadnych rad.
Po drugie- "przesiedzenie" wizy turystycznej jest bardzo złym pomysłem. Praca "na czarno" nie jest fajna. Zycie w Stanach bez żadnych przywilejów i bez poczucia bezpieczeństwa oraz widmo deportacji jest tym, co Was czeka, jeśli Wasz pobyt nie będzie zalegalizowany.
Po trzecie- istnieją różnego rodzaju wizy, na których możecie legalnie pracować w Stanach Zjednoczonych. Istnieją rożne sposoby na uzyskanie zielonej karty. Zapytajcie o nie Waszego prawnika PRZED wjazdem do Stanow, nie po.
Po czwarte- procedura imigracyjna moze potrwać długie miesiące, czasem lata. Musicie być na to gotowi.
Po piąte- informacje o życiu Polakow w USA oraz ich procesach imigracyjnych możecie znaleźć na forum:
http://www.forum.usa.info.pl/
Polecam rownież zapoznanie się ze strona USCIS.
- Posted using BlogPress from my iPhone
Thursday, November 11, 2010
Monday, November 8, 2010
TOEFL- update
Dzis rano dostalam email z informacja, ze wyniki testu sa juz dostepne online.
Otrzymalam 99 punktow na 120 mozliwych.
80 kwalifikuje mnie do szkoly.
Jeden problem z glowy :)
Otrzymalam 99 punktow na 120 mozliwych.
80 kwalifikuje mnie do szkoly.
Jeden problem z glowy :)
Friday, November 5, 2010
Wednesday, November 3, 2010
Obiad z bylym szefem
RC, moj byly szef z Alabamy, przyjechal do Californi na jakas konferencje. Nie widzielismy sie dobrych pare lat, chociaz przez caly ten czas pozostawalismy w kontakcie emailowym i telefonicznym. Wreszcie nadarzyla sie okazja do spotkania.
Umowilismy sie na godzine 6:30 wieczorem, w lobby jego hotelu, RC, moj Maz i ja.
Nic sie nie zmienil. Wygladal dokladnie tak samo jak 3 lata temu.
RC zawsze byl mi bardzo zyczliwy. Ilekroc rozmawiamy przez telefon, mowi mi, jak bardzo brakuje mu mnie w biurze, i, ze jesli tylko zdecyduje sie na powrot, to mam zapewniona prace.
Och, zeby to tylko bylo takie proste...
Postanowilam, ze zapytam RC, co mysli o mojej obecnej pracy, o mojej ewentualnej przyszlej szkole, o rejestracji... Wysluchawszy mnie uwaznie, RC bez namyslu stwierdzil:
- Staraj sie o rejestracje.
Potem powiedzial mi, ze architekci tak naprawde nie zarabiaja takiej forsy, jak by sie wydawalo (pewnie jakies 70- 80 tysiecy rocznie, ale takie pieniadze, to ja bym wziela z pocalowaniem reki), i ze najwieksze dochody mozna uzyskac z akcji firmy, w ktorej sie pracuje. A w wiekszosci firm, akcje mozna kupic, jesli jest sie architektem zarejestrowanym.
I jesli potrzebuje jakiejs pomocy w uzyskaniu rejestracji, to on chetnie pomoze.
I, ze praca czeka na mnie, jesli tylko kiedykolwiek wroce do Alabamy.
I- czy wogole jesli jakas szansa, ze wroce?
No wlasnie... jest, czy nie ma?
Musze sie nad tym powaznie zastanowic. Bo wyglada na to, ze tak, czy inaczej musze szukac nowej roboty.
Umowilismy sie na godzine 6:30 wieczorem, w lobby jego hotelu, RC, moj Maz i ja.
Nic sie nie zmienil. Wygladal dokladnie tak samo jak 3 lata temu.
RC zawsze byl mi bardzo zyczliwy. Ilekroc rozmawiamy przez telefon, mowi mi, jak bardzo brakuje mu mnie w biurze, i, ze jesli tylko zdecyduje sie na powrot, to mam zapewniona prace.
Och, zeby to tylko bylo takie proste...
Postanowilam, ze zapytam RC, co mysli o mojej obecnej pracy, o mojej ewentualnej przyszlej szkole, o rejestracji... Wysluchawszy mnie uwaznie, RC bez namyslu stwierdzil:
- Staraj sie o rejestracje.
Potem powiedzial mi, ze architekci tak naprawde nie zarabiaja takiej forsy, jak by sie wydawalo (pewnie jakies 70- 80 tysiecy rocznie, ale takie pieniadze, to ja bym wziela z pocalowaniem reki), i ze najwieksze dochody mozna uzyskac z akcji firmy, w ktorej sie pracuje. A w wiekszosci firm, akcje mozna kupic, jesli jest sie architektem zarejestrowanym.
I jesli potrzebuje jakiejs pomocy w uzyskaniu rejestracji, to on chetnie pomoze.
I, ze praca czeka na mnie, jesli tylko kiedykolwiek wroce do Alabamy.
I- czy wogole jesli jakas szansa, ze wroce?
No wlasnie... jest, czy nie ma?
Musze sie nad tym powaznie zastanowic. Bo wyglada na to, ze tak, czy inaczej musze szukac nowej roboty.
Monday, November 1, 2010
Kregle
W tygodniu zadzwonila do mnie FS, moja przyjaciolka, z pytaniem, czy nie pomoglabym jej w niedziele zawiezc dziewczynki z naszego kosciola na brunch i kregle.
- Wiem, ze nie przepadasz za dziecmi, ale oddam ci za benzyne i wogole...- powiedziala proszaco.
O oddawaniu pieniedzy nie bylo nawet mowy. Faktycznie, dzieci to nie moja specjalnosc, ale dziewczynki, o ktorych mowa, maja po 12-13 lat. Z takimi dziecmi to ja bardzo chetnie gdzies pojde.
Zapakowalismy 11 osob w 3 auta i pojechalismy do Anaheim. Tam czekalo juz na nas sniadanie i 2 godziny kreglowania.
Bawilam sie swietnie, pomimo, iz moja rana kluta od czasu do czasu krwawila. Chyba jednak potrzebowalam tego szwu, ale FS, pielegniarka, powiedziala mi, ze po 12 godzinach od dziabniecia to juz nie ma sensu.
Po kreglach odwiozlam dziewczeta do FS, a sama pojechalam do domu na zasluzony odpoczynek. To byl bardzo intensywny weekend.
- Wiem, ze nie przepadasz za dziecmi, ale oddam ci za benzyne i wogole...- powiedziala proszaco.
O oddawaniu pieniedzy nie bylo nawet mowy. Faktycznie, dzieci to nie moja specjalnosc, ale dziewczynki, o ktorych mowa, maja po 12-13 lat. Z takimi dziecmi to ja bardzo chetnie gdzies pojde.
Zapakowalismy 11 osob w 3 auta i pojechalismy do Anaheim. Tam czekalo juz na nas sniadanie i 2 godziny kreglowania.
Bawilam sie swietnie, pomimo, iz moja rana kluta od czasu do czasu krwawila. Chyba jednak potrzebowalam tego szwu, ale FS, pielegniarka, powiedziala mi, ze po 12 godzinach od dziabniecia to juz nie ma sensu.
Po kreglach odwiozlam dziewczeta do FS, a sama pojechalam do domu na zasluzony odpoczynek. To byl bardzo intensywny weekend.
Sunday, October 31, 2010
Jack & Dewi Marpaung- koncert (2)
Central Park of Rancho Cucamonga wypelniony byl ludzmi. Moj tesc czekal juz na nas przy wejsciu i poprowadzil nas do tylnych drzwi, drzwi dla artystow. RB zaczal przygotowywac sprzet i pstrykac fotki testowe, ja mruczalam sobie pod nosem moje piosenki.
Okolo 8:30 stand up comedy rozpoczelo impreze. Wystepowal (jak zwykle na wszystkich wiekszych okazjach) facet, ktory (pomimo, iz jest Indonezyjczykiem) wyglada jak Obama. Za kazdym razem robi niesamowita furore.
Pierwsza tego wieczoru piosenke wykonalam ja. Ze sceny widzialam mojego tescia, przyjaciol, ich rodziny, widzialam jak usmiechaja sie do mnie i spiewaja ze mna, kolyszac sie w rytm muzyki. Za mna, zespol usmiechal sie z duma i satysfakcja, tak jakby mysleli sobie "to mysmy ja tego nauczyli". Schodzilam ze sceny, zegnana brawami, kciukami podniesionymi do gory i wesolymi okrzykami. Ludzie robili mi zdjecia.
Zajelam swoje miejsce w pierwszym rzedzie. Kobieta, siedzaca za mna, polozyla mi reke na ramieniu.
- Masz na nazwisko S.? Naprawde? zapytala z niedowierzaniem.
- Tak. Jestem synowa AS.- odpowedzialam
- Co ty powiesz!- wykrzyknela zdumiona- AS to moj wujek!
W ten wlasnie sposob poznalam kolejnego czlonka rodziny.
Wykonalam jeszcze dwie piosenki. Jedna z nich- z "Obama", ktory nagle poczul, ze dusza mu spiewa, i musi do mnie dolaczyc. Siedzacy na sali Jack i Dewi klaskali i smiali sie do mnie.
Zdecydowanie byl to moj najlepszy wystep. Potwierdzil to DR, kolega z zespolu, przybijajac mi "piatke".
Potem na scene weszla Dewi. Glos ma jak dzwon, gdzie mi tam do niej. Koncert szybko przerodzil sie we wspolna zabawe: Dewi zeszla ze sceny i zaczela tanczyc razem z publicznoscia tradycyjny, indonezyjski taniec, do ktorego mnie rowniez zaproszono. Musialo to wygladac zabawnie.
Po kilku piosenkach Jack wszedl na scene. Gdy tylko zabrzmial jego charakterystyczny, chropowaty glos, rozlegly sie huczne brawa. Nie dziwie sie, ze go tak lubia. Sama kupilam jego plyte, bo piosenki, ktore spiewal, bardzo milo mi sie kojarza: z probami, z koncertem, z akceptacja i z wielka, wielka radoscia.
Koncert skonczyl sie okolo godziny 11 w nocy. Jack i Dewi z checia pozowali do zdjec. Nagle ktos zapragnal zrobic sobie zdjecie ze mna, potem druga osoba, trzecia... potem robiono zdjecia mnie i Dewi. Bardzo to wszystko bylo mile.
Po drodze do samochodu zahaczylismy jeszcze o kuchnie, gdzie mozna bylo nabyc/dostac dobre, indonezyjskie jedzenie. RB po raz pierwszy mial okazje skosztowac takich smakolykow. Kupilam mu pudelko z deserami: zasluzyl sobie chlopak. Mam mase pieknych zdjec.
Po wszystkim odwiozlam RB do domu, wzielam od niego karte CF ze zdjeciami, pojechalam do domu, zrzucilam zdjecia na twardy dysk, i, choc byla juz 3:00 nad ranem, wstawilam dwa na facebooka:
Zasypialam z piosenkami Jacka & Dewi plynacymi z glosnikow.
To byl cudowny wieczor.
:)
Okolo 8:30 stand up comedy rozpoczelo impreze. Wystepowal (jak zwykle na wszystkich wiekszych okazjach) facet, ktory (pomimo, iz jest Indonezyjczykiem) wyglada jak Obama. Za kazdym razem robi niesamowita furore.
Pierwsza tego wieczoru piosenke wykonalam ja. Ze sceny widzialam mojego tescia, przyjaciol, ich rodziny, widzialam jak usmiechaja sie do mnie i spiewaja ze mna, kolyszac sie w rytm muzyki. Za mna, zespol usmiechal sie z duma i satysfakcja, tak jakby mysleli sobie "to mysmy ja tego nauczyli". Schodzilam ze sceny, zegnana brawami, kciukami podniesionymi do gory i wesolymi okrzykami. Ludzie robili mi zdjecia.
Zajelam swoje miejsce w pierwszym rzedzie. Kobieta, siedzaca za mna, polozyla mi reke na ramieniu.
- Masz na nazwisko S.? Naprawde? zapytala z niedowierzaniem.
- Tak. Jestem synowa AS.- odpowedzialam
- Co ty powiesz!- wykrzyknela zdumiona- AS to moj wujek!
W ten wlasnie sposob poznalam kolejnego czlonka rodziny.
Wykonalam jeszcze dwie piosenki. Jedna z nich- z "Obama", ktory nagle poczul, ze dusza mu spiewa, i musi do mnie dolaczyc. Siedzacy na sali Jack i Dewi klaskali i smiali sie do mnie.
Zdecydowanie byl to moj najlepszy wystep. Potwierdzil to DR, kolega z zespolu, przybijajac mi "piatke".
Potem na scene weszla Dewi. Glos ma jak dzwon, gdzie mi tam do niej. Koncert szybko przerodzil sie we wspolna zabawe: Dewi zeszla ze sceny i zaczela tanczyc razem z publicznoscia tradycyjny, indonezyjski taniec, do ktorego mnie rowniez zaproszono. Musialo to wygladac zabawnie.
Po kilku piosenkach Jack wszedl na scene. Gdy tylko zabrzmial jego charakterystyczny, chropowaty glos, rozlegly sie huczne brawa. Nie dziwie sie, ze go tak lubia. Sama kupilam jego plyte, bo piosenki, ktore spiewal, bardzo milo mi sie kojarza: z probami, z koncertem, z akceptacja i z wielka, wielka radoscia.
Koncert skonczyl sie okolo godziny 11 w nocy. Jack i Dewi z checia pozowali do zdjec. Nagle ktos zapragnal zrobic sobie zdjecie ze mna, potem druga osoba, trzecia... potem robiono zdjecia mnie i Dewi. Bardzo to wszystko bylo mile.
Po drodze do samochodu zahaczylismy jeszcze o kuchnie, gdzie mozna bylo nabyc/dostac dobre, indonezyjskie jedzenie. RB po raz pierwszy mial okazje skosztowac takich smakolykow. Kupilam mu pudelko z deserami: zasluzyl sobie chlopak. Mam mase pieknych zdjec.
Po wszystkim odwiozlam RB do domu, wzielam od niego karte CF ze zdjeciami, pojechalam do domu, zrzucilam zdjecia na twardy dysk, i, choc byla juz 3:00 nad ranem, wstawilam dwa na facebooka:
Zasypialam z piosenkami Jacka & Dewi plynacymi z glosnikow.
To byl cudowny wieczor.
:)
Jack & Dewi Marpaung- koncert (1)
W sobote wieczorem, po Sabacie, rozpoczelam przygotowania do wyjscia na koncert. Wzielam prysznic. Wytarlam sie do sucha. Siegnelam po balsam do ciala, ktorego pozostalo w butelce bardzo niewiele. Postanowilam wiec, moim zwyczajem, przeciac butelke na pol, zeby latwiej wydobyc z niej resztki. Siegnelam po noz.
Pilowanie twardej, plastikowej butelki w powietrzu, nie moglo sie skonczyc dobrze.
Noz zeslizgnal sie z butelki i dziabnal mnie we wnetrze reki, ktora zaraz zaczela krwawic, jak jeszcze nic mi nigdy w zyciu nie krwawilo. Rana nie byla duza, ale gleboka. Sciskajac zakrwawiony papierowy recznik zastanawialam sie, ile czasu potrzeba, zeby krew zaczela krzepnac, i czy musze jechac na szycie, czy tez nie.
Po jakichs 10 minutach krwawienie lekko ustapilo. Nakleilam dwa plastry i postanowilam, ze szycie bedzie musialo poczekac: koncert juz za 2 godziny! A poza tym, wiekszosc moich indonezyjskich znajomych pracuje w sluzbie zdrowia, w razie czego bede w dobrych rekach.
Zrobilam sie na bostwo i wyruszylam w droge (starajac sie oszczedzac lewa reke, ktora, przy kazdym ruchu kciukiem, znow zaczynala krwawic).
Maz wyjechal robic zdjecia do Washington DC, wiec oficjalnym fotografem tego wieczoru zostal RB, moj Litewski przyjaciel. Pojechalam najpierw po niego, a potem razem udalismy sie na miejsce akcji.
Pilowanie twardej, plastikowej butelki w powietrzu, nie moglo sie skonczyc dobrze.
Noz zeslizgnal sie z butelki i dziabnal mnie we wnetrze reki, ktora zaraz zaczela krwawic, jak jeszcze nic mi nigdy w zyciu nie krwawilo. Rana nie byla duza, ale gleboka. Sciskajac zakrwawiony papierowy recznik zastanawialam sie, ile czasu potrzeba, zeby krew zaczela krzepnac, i czy musze jechac na szycie, czy tez nie.
Po jakichs 10 minutach krwawienie lekko ustapilo. Nakleilam dwa plastry i postanowilam, ze szycie bedzie musialo poczekac: koncert juz za 2 godziny! A poza tym, wiekszosc moich indonezyjskich znajomych pracuje w sluzbie zdrowia, w razie czego bede w dobrych rekach.
Zrobilam sie na bostwo i wyruszylam w droge (starajac sie oszczedzac lewa reke, ktora, przy kazdym ruchu kciukiem, znow zaczynala krwawic).
Maz wyjechal robic zdjecia do Washington DC, wiec oficjalnym fotografem tego wieczoru zostal RB, moj Litewski przyjaciel. Pojechalam najpierw po niego, a potem razem udalismy sie na miejsce akcji.
Saturday, October 30, 2010
TOEFL
W piatek rano czekal mnie TOEFL, egzamin z angielskiego.
Powiedzmy sobie szczerze: nie mam NAJMNIEJSZYCH problemow z porozumiewaniem sie, sluchaniem instrukcji, wykladow lub szkolen w jezyku angielskim, jednak ten test sprawil, ze poczulam sie, jakby mnie, biednej imigrantce, amerykanski system szkolenia celowo rzucal klody pod nogi. Teksty w czesci "Reading" byly historyczno- agrokulturowe, przerazliwie nudne, napisane (jak sie mozna bylo spodziewac) akademickim jezykiem, zalaczone pytania byly testem z czterema odpowiedziami, z ktorych tylko jedna byla prawdziwa, ale reszta tez tak jakos pasowala... Skupienie sie na tekscie bylo bardzo trudne, bo obok, inne testowane osoby mowily na glos do mikrofonu, ktory rejestrowal czesc ustna testu. Czas przeznaczony na przygotowanie wypowiedzi to 15 sekund, czas na wypowiedz- 45 sekund! Trudno sie wykazac w te kilka chwil.
Na dodatek pierwszy raz podczas mojego pobytu w Stanach Zjednoczonych zetknelam sie z tak niemila obsluga, od ktorej na wstepie dostalam dwa zlamane olowki, wymienione potem na 3 nowe (w tym jeden znowu zlamany).
Podczas 10 minutowej przerwy jakas kobieta powiedziala mi, ze ona juz piaty raz probuje ten test zdac, bez powodzenia.
!!!
Pierwsze koty za ploty. Bede bardzo zdziwiona, jesli uda mi sie otrzymac wystarczajaca ilosc punktow, ktora kwalifikowalaby mnie na uczelnie. Wyniki za jakies 3 tygodnie.
Powiedzmy sobie szczerze: nie mam NAJMNIEJSZYCH problemow z porozumiewaniem sie, sluchaniem instrukcji, wykladow lub szkolen w jezyku angielskim, jednak ten test sprawil, ze poczulam sie, jakby mnie, biednej imigrantce, amerykanski system szkolenia celowo rzucal klody pod nogi. Teksty w czesci "Reading" byly historyczno- agrokulturowe, przerazliwie nudne, napisane (jak sie mozna bylo spodziewac) akademickim jezykiem, zalaczone pytania byly testem z czterema odpowiedziami, z ktorych tylko jedna byla prawdziwa, ale reszta tez tak jakos pasowala... Skupienie sie na tekscie bylo bardzo trudne, bo obok, inne testowane osoby mowily na glos do mikrofonu, ktory rejestrowal czesc ustna testu. Czas przeznaczony na przygotowanie wypowiedzi to 15 sekund, czas na wypowiedz- 45 sekund! Trudno sie wykazac w te kilka chwil.
Na dodatek pierwszy raz podczas mojego pobytu w Stanach Zjednoczonych zetknelam sie z tak niemila obsluga, od ktorej na wstepie dostalam dwa zlamane olowki, wymienione potem na 3 nowe (w tym jeden znowu zlamany).
Podczas 10 minutowej przerwy jakas kobieta powiedziala mi, ze ona juz piaty raz probuje ten test zdac, bez powodzenia.
!!!
Pierwsze koty za ploty. Bede bardzo zdziwiona, jesli uda mi sie otrzymac wystarczajaca ilosc punktow, ktora kwalifikowalaby mnie na uczelnie. Wyniki za jakies 3 tygodnie.
Friday, October 29, 2010
Przygotowania do kolejnego koncertu
AHS, moj kolega z Cakrawala Band, wpadl po koncercie na IMABAC (http://ps-usa-pl.blogspot.com/2010/09/imabac-czyli-zjazd-indonezyjczykow.html) na genialny pomysl. Wraz z paroma innymi znajomymi postanowili sciagnac do Stanow na serie koncertow legendarnego indonezyjskiego wokaliste, wraz z corka, ktora jest tam gwiazda rocka, ale czasem spiewa tez z ojcem duety. Plan byl taki, ze w Stanach bedzie im akompaniowal wlasnie Cakrawala Band, a przed kazdym wystepem, jako support, zaspiewaja lokalni, indonezyjscy wokalisci.
W tym ja :) .
Gdy AHS powiedzial mi o tym, oczywiscie przyklasnelam propozycji, chociaz nie bardzo wierzylam w jej realizacje (przyznajcie szczerze, ze na takie przedsiewziecie potrzeba czasu i pieniedzy). Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy 4 tygodnie temu AHS zakomunikowal, ze w sobote wieczorem mamy probe, bo Jack Marpaung z corka Dewi daja pierwszy koncert juz 31 pazdziernika!
Przyznam szczerze, ze jestem pelna podziwu dla ich determinacji oraz sposobu w jaki udalo im sie wszystko zorganizowac. Czesto swietne pomysly koncza sie jedynie na gadaniu i gdybaniu, ale okazalo sie, ze lokalna spolecznosc potrafi naprawde duzo zdzialac.
Pierwsza proba odbyla sie 9 pazdziernika. Prosilam AHS, zeby wyslal mi wczesniej linki do piosenek, ktorych mam sie nauczyc, ale nie dal rady. Na probie podal mi tytuly, ktore zaraz znalazlam w iPhonie. W ciagu jakichs 30 minut wstepnie sie przygotowalam, i po chwili cwiczylam juz z zespolem, ktory nie mogl wyjsc z podziwu, jak udalo mi sie w tak krotkim czasie nauczyc nowych piosenek
Kolejna probe mielismy 2 tygodnie pozniej, a trzecia, ostatnia, w czwartek wieczorem, 2 dni przed wystepem.
Po pracy pojechalam, jak zwykle do domu AHS, ale zastalam dom zamkniety na cztery spusty i ciemne okna. Myslalam, ze moze mi sie cos pomylilo, ze moze jestem za pozno (albo moze za wczesnie? U Indonezyjczykow wszystko zawsze odbywa sie z wielkim poslizgiem). Po pol godzinie udalo mi sie wreszcie dodzwonic do AS, ktory ze zdziwieniem powiedzial:
"To ja ci nie powiedzialem, ze proba jest u WS? Tutaj masz adres..."
Do wiecznych spoznien jakos sie przyzwyczailam, ale nie znosze byc niedoinformowana nie z mojej winy! Na szczescie dom WS znajdowal sie jedynie 5 przecznic dalej.
A w nim- cala masa ludzi! Zespol, rodziny, przyjaciele, i masa jedzenia na stole.
Indonezyjczycy sa niezwykle goscinni. Na kazda impreze mozna spokojnie zabrac znajomych, jedzenia na pewno starczy, i jeszcze ci dadza na wynos.
Po lekkiej przekasce zaczelismy probe.
Jak ja uwielbiam spiewac. Uczucie, jakie mnie ogarnia, gdy stoje na scenie, jest nie do opisania. Gdyby tylko nadarzyla sie dobra, intratna okazja, rzucilabym wszystko w diably i pracowala nad kariera muzyczna.
Przecwiczylismy moje dwie indonezyjskie piosenki, a potem przeszlismy do tej w Batak... nagle pokoj wypelnil sie rozentuzjazmowanymi ludzmi, ktorzy, zadziwieni, przyszli zobaczyc biala dziewczyne spiewajaca w ich narzeczu.
Gdzies tam obok stal starszy pan.
Gdy skonczylam probe, kolezanka powiedziala mi, ze przysluchiwal mi sie ten wlasnie legendarny, indonezyjski wokalista, ktory, wraz z corka, bedzie mieszkal w domu AS podczas swojego czterotygodniowego pobytu!!!
WOW!!!
Niestety nie zdazylam sie przedstawic. Bylo juz pozno, Jack i Dewi rozpoczeli probe zaraz po mnie, i byloby nietaktem im przeszkadzac. Postanowilam, ze zlapie ich po sobotnim koncercie...
W tym ja :) .
Gdy AHS powiedzial mi o tym, oczywiscie przyklasnelam propozycji, chociaz nie bardzo wierzylam w jej realizacje (przyznajcie szczerze, ze na takie przedsiewziecie potrzeba czasu i pieniedzy). Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy 4 tygodnie temu AHS zakomunikowal, ze w sobote wieczorem mamy probe, bo Jack Marpaung z corka Dewi daja pierwszy koncert juz 31 pazdziernika!
Przyznam szczerze, ze jestem pelna podziwu dla ich determinacji oraz sposobu w jaki udalo im sie wszystko zorganizowac. Czesto swietne pomysly koncza sie jedynie na gadaniu i gdybaniu, ale okazalo sie, ze lokalna spolecznosc potrafi naprawde duzo zdzialac.
Pierwsza proba odbyla sie 9 pazdziernika. Prosilam AHS, zeby wyslal mi wczesniej linki do piosenek, ktorych mam sie nauczyc, ale nie dal rady. Na probie podal mi tytuly, ktore zaraz znalazlam w iPhonie. W ciagu jakichs 30 minut wstepnie sie przygotowalam, i po chwili cwiczylam juz z zespolem, ktory nie mogl wyjsc z podziwu, jak udalo mi sie w tak krotkim czasie nauczyc nowych piosenek
Kolejna probe mielismy 2 tygodnie pozniej, a trzecia, ostatnia, w czwartek wieczorem, 2 dni przed wystepem.
Po pracy pojechalam, jak zwykle do domu AHS, ale zastalam dom zamkniety na cztery spusty i ciemne okna. Myslalam, ze moze mi sie cos pomylilo, ze moze jestem za pozno (albo moze za wczesnie? U Indonezyjczykow wszystko zawsze odbywa sie z wielkim poslizgiem). Po pol godzinie udalo mi sie wreszcie dodzwonic do AS, ktory ze zdziwieniem powiedzial:
"To ja ci nie powiedzialem, ze proba jest u WS? Tutaj masz adres..."
Do wiecznych spoznien jakos sie przyzwyczailam, ale nie znosze byc niedoinformowana nie z mojej winy! Na szczescie dom WS znajdowal sie jedynie 5 przecznic dalej.
A w nim- cala masa ludzi! Zespol, rodziny, przyjaciele, i masa jedzenia na stole.
Indonezyjczycy sa niezwykle goscinni. Na kazda impreze mozna spokojnie zabrac znajomych, jedzenia na pewno starczy, i jeszcze ci dadza na wynos.
Po lekkiej przekasce zaczelismy probe.
Jak ja uwielbiam spiewac. Uczucie, jakie mnie ogarnia, gdy stoje na scenie, jest nie do opisania. Gdyby tylko nadarzyla sie dobra, intratna okazja, rzucilabym wszystko w diably i pracowala nad kariera muzyczna.
Przecwiczylismy moje dwie indonezyjskie piosenki, a potem przeszlismy do tej w Batak... nagle pokoj wypelnil sie rozentuzjazmowanymi ludzmi, ktorzy, zadziwieni, przyszli zobaczyc biala dziewczyne spiewajaca w ich narzeczu.
Gdzies tam obok stal starszy pan.
Gdy skonczylam probe, kolezanka powiedziala mi, ze przysluchiwal mi sie ten wlasnie legendarny, indonezyjski wokalista, ktory, wraz z corka, bedzie mieszkal w domu AS podczas swojego czterotygodniowego pobytu!!!
WOW!!!
Niestety nie zdazylam sie przedstawic. Bylo juz pozno, Jack i Dewi rozpoczeli probe zaraz po mnie, i byloby nietaktem im przeszkadzac. Postanowilam, ze zlapie ich po sobotnim koncercie...
Tuesday, October 26, 2010
Friday, October 22, 2010
Karma?
Kilka tygodni temu, w poniedzialek, wstalam jak zwykle o 5:30 rano, zeby troche poplywac przed praca. Mamy pazdziernik, wiec o tej porze jest jeszcze zupelnie ciemno, a na naszym malym parkingu nie ma zadnej lampy ulicznej.
Wsiadlam do samochodu, wlaczylam silnik i- wycofalam prosto w samochod sasiada, zaparkowany za moim.
Zle.
Moglabym przysiac, ze wczesniej go tam nie bylo. Wysiadajac z samochodu mialam caly czas nadzieje, ze to tylko ich grill. Niestety, przekonalam sie, ze to srebrny, blyszczacy, nowiutki Dodge, ktorego wczesniej wogole nie widzialam.
Bardzo zle.
Po chwili olsnilo mnie, ze sasiad mial miec dzisiejszej nocy gosci, to musial byc ich samochod.
FATALNIE.
Poszlam obudzic Meza, ktory, przytomnie zapytal: "To co, nie widzialas tego samochodu?" Co za pytanie!
Przeciez gdybym widziala, to nie wycofalabym w niego celowo! Potem, o dziwo, w Mezu obudzily sie jakies ludzkie odruchy, bo przytulil mnie i powiedzial: "Nie martw sie, jakos to bedzie".
WOW.
Postanowilismy obudzic sasiada. Bylo niewiele po 6, ale stwierdzilismy, ze nie ma sensu czekac i sie denerwowac.
CL wyszedl zaspany z domu, popatrzyl na auto i powiedzial, ze to wypozyczony samochod, ktorym jutro bedzie jechal ze swoimi przyjaciolmi na wycieczke, i ktorego przytomnie ubezpieczyl na co tylko sie dalo. Postanowil powiedziec w ubezpieczalni, ze ktos w niego uderzyl na parkingu (szczera prawda) i uciekl. W najgorszym wypadku bedzie musial zaplacic jedynie deductible (kwote okreslona w ubezpieczeniu, zazwyczaj kilkaset dolarow), ktora oczywiscie mu oddamy. CL sprawdzil, czy bagaznik sie otwiera, po czym usciskal mnie, powiedzial, zebym sie nie martwila, ze nic sie nie stalo, i ze idzie spac bo wczoraj gral koncert i jest bardzo zmeczony.
Na naszym Nissanie Xterra nie ma nawet zadrapania.
Kilka dni pozniej okazalo sie, ze CL wykupil tak dobre ubezpieczenie, ze nie bylo w nim nawet mowy o deductible. Nie musze chyba dodawac, jak wielka byla moja radosc, szczegolnie, ze pare lat temu do naszego wypozyczonego, nieubezpieczonego Dodge'a ktos probowal sie wlamac lomem, i musielismy wtedy zaplacic za szkode okolo $1000.
Dzis rano padal deszcz. Jechalam rano do pracy. Stanelam na STOPie a tu nagle- bum! Ktos uderzyl w moj tyl. Wlaczylam swiatla awaryjne, zjechalam na pobocze. Sprawczyni zajscia rowniez. Z Hondy Civic wysiada staruszka.
- Tak bardzo pania przepraszam- mowi wystraszona- noga mi sie obsunela z hamulca.
- Nic nie szkodzi, zdarza sie- mowie, bo widze, ze- na naszym Nissanie Xterra nie ma nawet zadrapania. Za to w blyszczacym zderzaku staruszki widnieje idealna dziura, pieknie wycieta kwadratowa rurka, do ktorej przykreca sie przyczepe w moim aucie (nie mam pojecia jak to sie nazywa po polsku, ale po angielsku jest to trailer hitch).
- Moje auto jest w porzadku, ale widze, ze pani sie uszkodzilo. Bardzo mi przykro- mowie.
- Nic takiego, przeciez to moja wina- mowi staruszka z ulga i zegna sie ze mna objeciem (OBJECIEM!).
Karma? Ja uderzylam w czyjes auto, to i w moje ktos uderzyl. Najwyrazniej jednak mam szczescie, bo zadna z tych historii nie obciazyla mnie finansowo.
Nie zamienie tej Xterry na nic innego, z kazdej stluczki wychodzi zwyciesko.
Wsiadlam do samochodu, wlaczylam silnik i- wycofalam prosto w samochod sasiada, zaparkowany za moim.
Zle.
Moglabym przysiac, ze wczesniej go tam nie bylo. Wysiadajac z samochodu mialam caly czas nadzieje, ze to tylko ich grill. Niestety, przekonalam sie, ze to srebrny, blyszczacy, nowiutki Dodge, ktorego wczesniej wogole nie widzialam.
Bardzo zle.
Po chwili olsnilo mnie, ze sasiad mial miec dzisiejszej nocy gosci, to musial byc ich samochod.
FATALNIE.
Poszlam obudzic Meza, ktory, przytomnie zapytal: "To co, nie widzialas tego samochodu?" Co za pytanie!
Przeciez gdybym widziala, to nie wycofalabym w niego celowo! Potem, o dziwo, w Mezu obudzily sie jakies ludzkie odruchy, bo przytulil mnie i powiedzial: "Nie martw sie, jakos to bedzie".
WOW.
Postanowilismy obudzic sasiada. Bylo niewiele po 6, ale stwierdzilismy, ze nie ma sensu czekac i sie denerwowac.
CL wyszedl zaspany z domu, popatrzyl na auto i powiedzial, ze to wypozyczony samochod, ktorym jutro bedzie jechal ze swoimi przyjaciolmi na wycieczke, i ktorego przytomnie ubezpieczyl na co tylko sie dalo. Postanowil powiedziec w ubezpieczalni, ze ktos w niego uderzyl na parkingu (szczera prawda) i uciekl. W najgorszym wypadku bedzie musial zaplacic jedynie deductible (kwote okreslona w ubezpieczeniu, zazwyczaj kilkaset dolarow), ktora oczywiscie mu oddamy. CL sprawdzil, czy bagaznik sie otwiera, po czym usciskal mnie, powiedzial, zebym sie nie martwila, ze nic sie nie stalo, i ze idzie spac bo wczoraj gral koncert i jest bardzo zmeczony.
Na naszym Nissanie Xterra nie ma nawet zadrapania.
Kilka dni pozniej okazalo sie, ze CL wykupil tak dobre ubezpieczenie, ze nie bylo w nim nawet mowy o deductible. Nie musze chyba dodawac, jak wielka byla moja radosc, szczegolnie, ze pare lat temu do naszego wypozyczonego, nieubezpieczonego Dodge'a ktos probowal sie wlamac lomem, i musielismy wtedy zaplacic za szkode okolo $1000.
Dzis rano padal deszcz. Jechalam rano do pracy. Stanelam na STOPie a tu nagle- bum! Ktos uderzyl w moj tyl. Wlaczylam swiatla awaryjne, zjechalam na pobocze. Sprawczyni zajscia rowniez. Z Hondy Civic wysiada staruszka.
- Tak bardzo pania przepraszam- mowi wystraszona- noga mi sie obsunela z hamulca.
- Nic nie szkodzi, zdarza sie- mowie, bo widze, ze- na naszym Nissanie Xterra nie ma nawet zadrapania. Za to w blyszczacym zderzaku staruszki widnieje idealna dziura, pieknie wycieta kwadratowa rurka, do ktorej przykreca sie przyczepe w moim aucie (nie mam pojecia jak to sie nazywa po polsku, ale po angielsku jest to trailer hitch).
- Moje auto jest w porzadku, ale widze, ze pani sie uszkodzilo. Bardzo mi przykro- mowie.
- Nic takiego, przeciez to moja wina- mowi staruszka z ulga i zegna sie ze mna objeciem (OBJECIEM!).
Karma? Ja uderzylam w czyjes auto, to i w moje ktos uderzyl. Najwyrazniej jednak mam szczescie, bo zadna z tych historii nie obciazyla mnie finansowo.
Nie zamienie tej Xterry na nic innego, z kazdej stluczki wychodzi zwyciesko.
Friday, October 8, 2010
Zapisy
Jak postanowilam, tak zrobilam: 1go pazdziernika, w piatek, zasiadlam do komputera i utworzylam konto na portalu CalPoly. Kliknelam na "nowa aplikacja" i zamarlam: moim oczom ukazala sie strona z zakladkami, do uzupelnienia
1. Enrollment information
- kierunek studiow, stopien, dodatkowe kursy, w ktorych chcialabym brac udzial, pytanie, czy chce byc nauczycielem.
2. Name and Address
- imie, nazwisko, adres, telefon, email.
3. Personal Information
- data urodzenia, miejsce urodzenia, SSN, obywatelstwo, status imigracyjny (plus daty), jezyk ojczysty, inne jezyki (i na jakim poziomie je znam), czy bylam w wojsku, wyksztalcenie rodzicow, roczny dochod, ilosc osob w gospodarstwie domowym.
4. California State Residency Information
- gdzie mieszkam, czy uwazam sie za rezydenta Californi, od kiedy mieszkam w Californi i gdzie mieszkalam w przeszlosci,
5. Demographic Information
- czy jestem latino, jakiej jestem rasy.
6. College Information
- do jakiej szkoly uczeszczalam, jaki stopien naukowy uzyskalam, ile godzin w semestrze chodzilam do szkoly, GPA.
7. College Courses
- zajecia, na ktore obecnie uczeszczam.
8. Test Information
- testy dodatkowe, na ktore musze sie zapisac (w tym TOEFL, test znajomosci jezyka angielskiego).
9. Miscellaneous Information
Gdzie pracuje, gdzie pracowalam, od kiedy do kiedy, referencje ze szkoly, czy jestem nauczycielem.
10. Statement of Purpose
- czyli krotkie wypracowanie uzasadniajace moj wybor tej wlasnie szkoly i tego wlasnie kierunku.
11. Application Fee Waiver
- niestety odmowiono mi zwrotu pieniedzy za aplikacje, poniewaz wyglada na to, ze moj dochod roczny jest zbyt wysoki. Chyba sobie zartuja.
Spodziewalam sie, ze zapisanie sie do szkoly zajmie mi nie wiecej niz godzinke, ale wypelnialam ja po trochu przez kolejnych 7 dni! musialam znalezc wszystkie daty, adresy, telefony, napisac list motywujacy, uzupelnic informacje o szkole... No i zapisac sie na TOEFL. Egzamin mam 29 pazdziernika.
1. Enrollment information
- kierunek studiow, stopien, dodatkowe kursy, w ktorych chcialabym brac udzial, pytanie, czy chce byc nauczycielem.
2. Name and Address
- imie, nazwisko, adres, telefon, email.
3. Personal Information
- data urodzenia, miejsce urodzenia, SSN, obywatelstwo, status imigracyjny (plus daty), jezyk ojczysty, inne jezyki (i na jakim poziomie je znam), czy bylam w wojsku, wyksztalcenie rodzicow, roczny dochod, ilosc osob w gospodarstwie domowym.
4. California State Residency Information
- gdzie mieszkam, czy uwazam sie za rezydenta Californi, od kiedy mieszkam w Californi i gdzie mieszkalam w przeszlosci,
5. Demographic Information
- czy jestem latino, jakiej jestem rasy.
6. College Information
- do jakiej szkoly uczeszczalam, jaki stopien naukowy uzyskalam, ile godzin w semestrze chodzilam do szkoly, GPA.
7. College Courses
- zajecia, na ktore obecnie uczeszczam.
8. Test Information
- testy dodatkowe, na ktore musze sie zapisac (w tym TOEFL, test znajomosci jezyka angielskiego).
9. Miscellaneous Information
Gdzie pracuje, gdzie pracowalam, od kiedy do kiedy, referencje ze szkoly, czy jestem nauczycielem.
10. Statement of Purpose
- czyli krotkie wypracowanie uzasadniajace moj wybor tej wlasnie szkoly i tego wlasnie kierunku.
11. Application Fee Waiver
- niestety odmowiono mi zwrotu pieniedzy za aplikacje, poniewaz wyglada na to, ze moj dochod roczny jest zbyt wysoki. Chyba sobie zartuja.
Spodziewalam sie, ze zapisanie sie do szkoly zajmie mi nie wiecej niz godzinke, ale wypelnialam ja po trochu przez kolejnych 7 dni! musialam znalezc wszystkie daty, adresy, telefony, napisac list motywujacy, uzupelnic informacje o szkole... No i zapisac sie na TOEFL. Egzamin mam 29 pazdziernika.
Subscribe to:
Posts (Atom)




