Thursday, September 6, 2012
Problemy z komentowaniem
Doszly mnie sluchy, ze dodawanie komentarzy do moich notek bylo ostatnio niemozliwe... Wylaczylam CAPTCHA, wszystko powinno byc teraz w porzadku.
Wypoczynek
Pod koniec sierpnia wybraliśmy sie z Mężem na mini-wakacje połączone z odrobiną pracy do Los Angeles.
W środę (10-22-12), około północy, wyladowalismy w LAX i pojechaliśmy do siostry Męża, ktora mieszka w sercu Los Angeles (nie potrafię sobie nawet wyobrazić, ile musi płacić za wynajem mieszkania).
W czwartek rano pojechaliśmy do Chinatown, które jest dla mnie zawsze obowiązkowym punktem programu w każdej metropolii.
- Co ty masz na twarzy?- zapytał Mąż, dziwnie mi się przyglądając. Przejrzałam się w lusterku pierwszego napotkanego zaparkowanego na ulicy auta. Całą twarz i dekolt miałam pokryte czerwoną, paskudną wysypką, która, na szczęście, zniknęła po kilku godzinach.
Lunch zjedliśmy z NB, naszym kolegą Filipinczykiem w Chino Hills, a resztę popołudnia i wieczoru z rodzicami i siostrami Męża w Pomona.
W nocy w mieszkaniu siostry Męża włączył się alarm pożarowy. Wstałam i zaczęłam się ubierać, gdy wreszcie zorientowałam się, że tylko ja przygotowuję się do ewakuacji. Pociągnięta za duży palec u nogi szwagierka wymamrotała jedynie "... każdej nocy... żaden alarm..." i odwróciła się na drugi bok. Wróciłam do łóżka.
W piątek pojechaliśmy odwiedzić mojego byłego szefa w Monrovia oraz naszych byłych sąsiadów w Sierra Madre, z którymi wciąż pozostajemy w bliskim kontakcie. Po południu pojechaliśmy aż do Hesperia, zobaczyć sie z kolejnymi znajomymi.
W sobotę rano pojechaliśmy do naszego kościoła w Azusa, a prosto stamtąd - do San Diego. Jazda zajęła nam około 5 godzin, korek był przeogromny. Zjedliśmy kolację z kolegami i udaliśmy sie spać.
W niedzielę wstaliśmy o 4 rano, aby fotografować America's Finest City Half Marathon. Po zakończeniu zjedliśmy obiad w Point Loma Seafoods i ruszyliśmy w drogę powrotną do Los Angeles.
W nocy znowu włączył się alarm.
W poniedziałek rano mieliśmy spotkać. się z DE, ale byliśmy oboje tak zmordowani, ze zostaliśmy w domu siostry Męża. Na obiad ze znajomymi z kościoła, pojechaliśmy aż do Fontana.
We wtorek rano z ulgą opusciliśmy Californię.
No, nie wypoczęłam.
W środę (10-22-12), około północy, wyladowalismy w LAX i pojechaliśmy do siostry Męża, ktora mieszka w sercu Los Angeles (nie potrafię sobie nawet wyobrazić, ile musi płacić za wynajem mieszkania).
W czwartek rano pojechaliśmy do Chinatown, które jest dla mnie zawsze obowiązkowym punktem programu w każdej metropolii.
- Co ty masz na twarzy?- zapytał Mąż, dziwnie mi się przyglądając. Przejrzałam się w lusterku pierwszego napotkanego zaparkowanego na ulicy auta. Całą twarz i dekolt miałam pokryte czerwoną, paskudną wysypką, która, na szczęście, zniknęła po kilku godzinach.
Lunch zjedliśmy z NB, naszym kolegą Filipinczykiem w Chino Hills, a resztę popołudnia i wieczoru z rodzicami i siostrami Męża w Pomona.
W nocy w mieszkaniu siostry Męża włączył się alarm pożarowy. Wstałam i zaczęłam się ubierać, gdy wreszcie zorientowałam się, że tylko ja przygotowuję się do ewakuacji. Pociągnięta za duży palec u nogi szwagierka wymamrotała jedynie "... każdej nocy... żaden alarm..." i odwróciła się na drugi bok. Wróciłam do łóżka.
W piątek pojechaliśmy odwiedzić mojego byłego szefa w Monrovia oraz naszych byłych sąsiadów w Sierra Madre, z którymi wciąż pozostajemy w bliskim kontakcie. Po południu pojechaliśmy aż do Hesperia, zobaczyć sie z kolejnymi znajomymi.
W sobotę rano pojechaliśmy do naszego kościoła w Azusa, a prosto stamtąd - do San Diego. Jazda zajęła nam około 5 godzin, korek był przeogromny. Zjedliśmy kolację z kolegami i udaliśmy sie spać.
W niedzielę wstaliśmy o 4 rano, aby fotografować America's Finest City Half Marathon. Po zakończeniu zjedliśmy obiad w Point Loma Seafoods i ruszyliśmy w drogę powrotną do Los Angeles.
W nocy znowu włączył się alarm.
W poniedziałek rano mieliśmy spotkać. się z DE, ale byliśmy oboje tak zmordowani, ze zostaliśmy w domu siostry Męża. Na obiad ze znajomymi z kościoła, pojechaliśmy aż do Fontana.
We wtorek rano z ulgą opusciliśmy Californię.
No, nie wypoczęłam.
Tuesday, August 28, 2012
Sołtys
Zaraz po wprowadzce wybraliśmy sie na krótki spacer, którego celem było poznanie sąsiadów. Jako pierwszego poznaliśmy W, sołtysa, łysego, wąsatego harlejowca po czterdziestce. Koło godziny 7 wieczorem W był już lekko "na cyku". Jego stan, na szczęście, nie stanowił przeszkody w miłej rozmowie, gawędziliśmy więc sobie przez dobre pół godziny.
Boberta (ktora wciąż jest jeszcze małym kociakiem) słysząc nasze głosy obok domu sołtysa, podążyła w ich kierunku, jednak na widok psa zrejterowała na pobliskie drzewo.
I oczywiście nie potrafiła zejść.
- Ja ją ściągnę z tego drzewa!- powiedział bohatersko W, zakasując rękawy- jestem strażakiem!
Sołtys, we własnej osobie, wspina się na drzewo aby uratować mojego kota! Nie mieszkam tu jeszcze nawet jednego dnia, a już czuję się pełnoprawnym członkiem lokalnej społeczności!
W powoli zaczął wspinać się na sosnę. Boberta, widząc co się święci, rownież zaczęła podążać ku górze. W pewnym momencie gałązki na których stał sołtys złamały się, i W zjechał po pniu sosny jak po rurze w remizie.
- Nic mi nie jest...!- zakrzyknał dziarsko.- K, przynieś mi krzesło!- zawołał do syna.
Po kilku próbach udało się wreszcie sołtysowi ściągnąć Bobertę z drzewa. Spocony, oblepiony żywicą, podrapany przez kota W, triumfalnie i z uśmiechem wręczył mi Bobertę.
- Witamy w sąsiedztwie!- powiedział.
Boberta (ktora wciąż jest jeszcze małym kociakiem) słysząc nasze głosy obok domu sołtysa, podążyła w ich kierunku, jednak na widok psa zrejterowała na pobliskie drzewo.
I oczywiście nie potrafiła zejść.
- Ja ją ściągnę z tego drzewa!- powiedział bohatersko W, zakasując rękawy- jestem strażakiem!
Sołtys, we własnej osobie, wspina się na drzewo aby uratować mojego kota! Nie mieszkam tu jeszcze nawet jednego dnia, a już czuję się pełnoprawnym członkiem lokalnej społeczności!
W powoli zaczął wspinać się na sosnę. Boberta, widząc co się święci, rownież zaczęła podążać ku górze. W pewnym momencie gałązki na których stał sołtys złamały się, i W zjechał po pniu sosny jak po rurze w remizie.
- Nic mi nie jest...!- zakrzyknał dziarsko.- K, przynieś mi krzesło!- zawołał do syna.
Po kilku próbach udało się wreszcie sołtysowi ściągnąć Bobertę z drzewa. Spocony, oblepiony żywicą, podrapany przez kota W, triumfalnie i z uśmiechem wręczył mi Bobertę.
- Witamy w sąsiedztwie!- powiedział.
Wednesday, August 1, 2012
Nr 3
Trzeci czynnik przyblakal sie do poprzednich wlascicieli naszego domu jakis miesiac przed nasza wprowadzka.
JS i PS maja 3 psy i nie bardzo wiedzieli co zrobic z prawie czteromiesiecznym (obecnie) kociakiem.
Kupilismy wiec dom z kotka w bonusie.
Nazwalismy ja Bobby (zdrobnienie od Boberta :) ), z racji faktu, ze... nie ma ogona (bobcat). Wyglada na to, ze brak ogona jest czesta mutacja, naszej Pom-Pom tez brakuje tego organu.
Boberta miala infekcje, ktora JS probowala samodzielnie wyleczyc. Niestety, nie obylo sie bez interwencji lekarskiej. Bobby spedzila u weterynarza dwa dni.
Po zabraniu kotki do domu stwierdzilam, ze caly czas jest z nia cos nie w porzadku. W czwartek zadzwonilam po konsultacje do weterynarza, ktory zaproponowal, ze zabierze Bobby do kliniki i poobserwuje przez weekend za darmo.
W poniedzialek bylam gotowa zawiezc Bobby do domu, ale lekarz stwierdzil, ze chetnie zatrzyma zwierzaka kolejnych pare dni - caly czas nie biorac za to zadnej zaplaty. W sumie kotka spedzila w klinice caly tydzien. W podziekowaniu za opieke dalam zespolowi weterynarzy i pielegniarek miske slodyczy i miske jezyn z naszego ogrodu.
Boberta powoli dochodzi do siebie. Pomimo problemow natury gastrycznej jest bardzo wesola, radosnie wspina sie na drzewa i towarzyszy nam przy pracy w ogrodzie.
JS i PS maja 3 psy i nie bardzo wiedzieli co zrobic z prawie czteromiesiecznym (obecnie) kociakiem.
Kupilismy wiec dom z kotka w bonusie.
Nazwalismy ja Bobby (zdrobnienie od Boberta :) ), z racji faktu, ze... nie ma ogona (bobcat). Wyglada na to, ze brak ogona jest czesta mutacja, naszej Pom-Pom tez brakuje tego organu.
Boberta miala infekcje, ktora JS probowala samodzielnie wyleczyc. Niestety, nie obylo sie bez interwencji lekarskiej. Bobby spedzila u weterynarza dwa dni.
Po zabraniu kotki do domu stwierdzilam, ze caly czas jest z nia cos nie w porzadku. W czwartek zadzwonilam po konsultacje do weterynarza, ktory zaproponowal, ze zabierze Bobby do kliniki i poobserwuje przez weekend za darmo.
W poniedzialek bylam gotowa zawiezc Bobby do domu, ale lekarz stwierdzil, ze chetnie zatrzyma zwierzaka kolejnych pare dni - caly czas nie biorac za to zadnej zaplaty. W sumie kotka spedzila w klinice caly tydzien. W podziekowaniu za opieke dalam zespolowi weterynarzy i pielegniarek miske slodyczy i miske jezyn z naszego ogrodu.
Boberta powoli dochodzi do siebie. Pomimo problemow natury gastrycznej jest bardzo wesola, radosnie wspina sie na drzewa i towarzyszy nam przy pracy w ogrodzie.
A tu jeszcze 2 filmiki z Boberta w roli glownej:
Tuesday, July 24, 2012
Przeprowadzka
Planowalismy z Michaelem stopniowa przeprowadzke, ale zostala ona przyspieszona przez 3 czynniki:
1. Powrot naszego przyjaciela, AM, wlasciciela domu, w ktorym mieszkalismy.
AM powrocil (razem z malzonka) z wielomiesiecznej podrozy. Nasza obecnosc, jak sam zapewnial, nie stanowila dla niego problemu, ale i tak postanowilismy wyniesc sie i dac im odpoczac. Noc z 11 na 12 lipca spedzilismy w naszym nowym domu.
2. Ogrod i pogoda
Ogrod postanowil, ze teraz wlasnie jest czas produkcji. W ciagu ostatnich 2 tygodni nazbieralam:
- 4.5 galona jezyn,
- 4 galony fasolki,
- 4 galony fasolki,
- 15 galonow pomidorow (jako miary uzywam 5- galonowego wiadra Menards),
- 15 galonow kukurydzy w kolbach,
- 2 miski jagod czarnego bzu,
- ze 20 ogorkow,
- 5 glowek kapusty,
- troche brokulow.
Jezyny, fasolke i kukurydze zamrozilam, ogorki przerobilam na malosolne, kapuste na relish (piklowany dodatek do potraw) oraz upieklam w folii na lunch. Z calej masy pomidorow zrobilam sosy do spaghetti, sok pomidorowy, dzem bazyliowo-pomidorowy oraz salse. 1/3 rozdalam znajomym.
Nasz ogrod wymagal- i wciaz wymaga- specjalnej troski nie tylko na ogrom plonow. Zrobilo sie strasznie goraco- ponad 40 stopni. Latwiej wszystkiego dogladac jak sie jest na miejscu, nie tak z doskoku.
3.
O trzecim czynniku napisze bardzo niedlugo... :)
Thursday, July 12, 2012
Coś
W poniedziałek przyszedł czas za zbiory zielonej fasolki, we wtorek zaś- na zbiory kukurydzy. Kazdego dnia rwę też pomidory, dojrzewają jak szalone.
Zabrałam plony do domu AM (skąd powoli sie wyprowadzamy, ale jeszcze tam śpimy) aby je przygotować do zamrozenia i przetworzenia. Michael luskal kukurydze do dużego wiadra, a ja, w miedzy czasie, zrobiłam pierwszy przetwór w życiu: dżem pomodorowo-bazyliowy. Poszliśmy spać około 2 w nocy.
Bladym świtem obudziły mnie koty, biegajace po pokoju i warczące głośno, co pozwalało mi się domyślać, ze znalazły mysz w piwnicy, przyciągnęły ja do naszej sypialni a teraz gonią ja po pokoju. Odwrocilam sie na drugi bok, starając sie zignorować odwieczny konflikt miedzy kotami a gryzoniami, gdy nagle cos mokrego i zimnego znalazło sie na mojej nodze. Wrzasnelam przerazona: mieć żywa mysz w pokoju to jedno, ale mieć okrwawione truchlo w łóżku to zupełnie inna sprawa.
Zimne i mokre "coś" na mojej nodze zmieniło lokalizacje i teraz siedzialo mi ma lokciu. Opanowalam odruch wymiotny i spojrzałam w jego kierunku.
Na moim lokciu siedziała niewielka żaba, która prawdopodobnie przyjechała ze mną na kukurydzy.
Zabrałam plony do domu AM (skąd powoli sie wyprowadzamy, ale jeszcze tam śpimy) aby je przygotować do zamrozenia i przetworzenia. Michael luskal kukurydze do dużego wiadra, a ja, w miedzy czasie, zrobiłam pierwszy przetwór w życiu: dżem pomodorowo-bazyliowy. Poszliśmy spać około 2 w nocy.
Bladym świtem obudziły mnie koty, biegajace po pokoju i warczące głośno, co pozwalało mi się domyślać, ze znalazły mysz w piwnicy, przyciągnęły ja do naszej sypialni a teraz gonią ja po pokoju. Odwrocilam sie na drugi bok, starając sie zignorować odwieczny konflikt miedzy kotami a gryzoniami, gdy nagle cos mokrego i zimnego znalazło sie na mojej nodze. Wrzasnelam przerazona: mieć żywa mysz w pokoju to jedno, ale mieć okrwawione truchlo w łóżku to zupełnie inna sprawa.
Zimne i mokre "coś" na mojej nodze zmieniło lokalizacje i teraz siedzialo mi ma lokciu. Opanowalam odruch wymiotny i spojrzałam w jego kierunku.
Na moim lokciu siedziała niewielka żaba, która prawdopodobnie przyjechała ze mną na kukurydzy.
Wednesday, July 11, 2012
Ogród
W niedzielę, około 9 rano, zapakowałam do samochodu kartony z akcesoriami kuchennymi i wyruszyłam do domu. Michael dołączył do mnie kilka godzin pózniej, przywożąc więcej pudeł, ale, zamiast je rozpakowywać, zajęliśmy się pracą w ogrodzie (przeprowadzka mogła poczekać, ale ogród, torturowany przez ostatnie 2 tygodnie falą 38- stopniowych upałów- nie).
Wypieliliśmy grządki. Nakopaliśmy wielkie wiadro ziemniaków. Podlaliśmy cukinię, ogórki, fasolkę, szparagi, zioła, kapustę, pomidory i brokuła, oraz rośliny ozdobne, które powoli zaczęły się robić brązowe.
Po lunchu Michael wraz z narzeczonym mojej przyjaciółki pojechał po meble do sypialni. Ja zajęłam się rozpakowywaniem pudeł i tym, co nazywa się pięknie po angielsku: nesting.
Czyli wiciem gniazda.
:)
Zapraszam do obejrzenia zdjec z mojej aktywnosci ogrodowo-kuchennej:
https://www.facebook.com/psusapl
Wypieliliśmy grządki. Nakopaliśmy wielkie wiadro ziemniaków. Podlaliśmy cukinię, ogórki, fasolkę, szparagi, zioła, kapustę, pomidory i brokuła, oraz rośliny ozdobne, które powoli zaczęły się robić brązowe.
Po lunchu Michael wraz z narzeczonym mojej przyjaciółki pojechał po meble do sypialni. Ja zajęłam się rozpakowywaniem pudeł i tym, co nazywa się pięknie po angielsku: nesting.
Czyli wiciem gniazda.
:)
Zapraszam do obejrzenia zdjec z mojej aktywnosci ogrodowo-kuchennej:
https://www.facebook.com/psusapl
Friday, July 6, 2012
Nasz nowy dom
Po wycenie wszystko potoczylo sie jak z bicza trzasnal:
- w czwartek, 28 czerwca, dostarczylam WC kopie czeku, ktorym wplacilam zadatek.
- we wtorek, 3 lipca, WC skontaktowala sie z moja firma ubezpieczeniowa i wprowadzila pare poprawek do mojej polisy.
- w czwartek, 5 lipca, WC poinformowala mnie, ile beda wynosic koszty zamkniecia transakcji (wchodzi w nie wplata z gory, oplata manipulacyjna banku, oplata dla prawnika, ubezpieczenie, podatek, oplata za inspekcje na obecnosc szkodnikow etc.) i poprosila o przyniesienie w piatek po poludniu czeku przygotowanego przez bank (czeki osobiste na takie kwoty nie sa akceptowane).
- w piatek rano pojechalismy do banku po czek oraz na zakupy: nabylismy narzedzia ogrodowe, srodki czystosci i wszystko, co potrzebne jest "na rozruch" :)
6 lipca o 3 po poludniu spotkalismy sie w banku z WC, poprzednimi wlascicielami, ich prawnikiem i naszym prawnikiem. W ciagu 45 minut JS i PS przepisali dom na nas.
Pozniej, wraz z Mezem, podpisalismy papiery pozyczkowe, w ktorych okreslona jest wysokosc i warunki naszej pozyczki oraz cala masa prawniczych rozmaitosci.
O 6 wieczorem pojechalismy obejrzec nasz nowy dom (ponizej zdjecia zrobione 29 maja, zanim poprzedni wlasciciele wyprowadzili sie):
- w czwartek, 28 czerwca, dostarczylam WC kopie czeku, ktorym wplacilam zadatek.
- we wtorek, 3 lipca, WC skontaktowala sie z moja firma ubezpieczeniowa i wprowadzila pare poprawek do mojej polisy.
- w czwartek, 5 lipca, WC poinformowala mnie, ile beda wynosic koszty zamkniecia transakcji (wchodzi w nie wplata z gory, oplata manipulacyjna banku, oplata dla prawnika, ubezpieczenie, podatek, oplata za inspekcje na obecnosc szkodnikow etc.) i poprosila o przyniesienie w piatek po poludniu czeku przygotowanego przez bank (czeki osobiste na takie kwoty nie sa akceptowane).
- w piatek rano pojechalismy do banku po czek oraz na zakupy: nabylismy narzedzia ogrodowe, srodki czystosci i wszystko, co potrzebne jest "na rozruch" :)
6 lipca o 3 po poludniu spotkalismy sie w banku z WC, poprzednimi wlascicielami, ich prawnikiem i naszym prawnikiem. W ciagu 45 minut JS i PS przepisali dom na nas.
Pozniej, wraz z Mezem, podpisalismy papiery pozyczkowe, w ktorych okreslona jest wysokosc i warunki naszej pozyczki oraz cala masa prawniczych rozmaitosci.
O 6 wieczorem pojechalismy obejrzec nasz nowy dom (ponizej zdjecia zrobione 29 maja, zanim poprzedni wlasciciele wyprowadzili sie):
Monday, July 2, 2012
Obywatel drugiej kategorii
Krąży pogląd, iż Polak mieszkający za granicą zawsze będzie obywatelem drugiej kategorii. Mieszkając w Stanach przez 6 lat nigdy nie doświadczyłam takiego stanu rzeczy, nigdy tez nie doświadczyłam dyskryminacji z powodu bycia obcokrajowcem.
Ciekawa jestem opinii i komentarzy tych z Was, którzy mieszkają poza granicami Polski. Czy jesteście dyskryminowani? Czy czujecie, że jesteście traktowani inaczej / gorzej, niz rodowici obywatele kraju, w którym mieszkanie? Proszę o komentarze i zapraszam do dyskusji.
Ciekawa jestem opinii i komentarzy tych z Was, którzy mieszkają poza granicami Polski. Czy jesteście dyskryminowani? Czy czujecie, że jesteście traktowani inaczej / gorzej, niz rodowici obywatele kraju, w którym mieszkanie? Proszę o komentarze i zapraszam do dyskusji.
Friday, June 29, 2012
Ogród warzywny
Jak juz wczesniej wspominalam, obecna wlascicielka domu, ktory kupujemy, jest mama mojej szefowej. Wraz z mezem, PS, stanowia bardzo mila pare. Nasze czeste wizyty w ich domu (przy okazji roznych rozmow, inspekcji etc.) sprawily, ze bardzo sie polubilismy.
Jako, ze niedlugo bedziemy posiadaczami domu z olbrzymim ogrodem warzywnym, postanowilismy nieco doksztalcic sie w dziedzinie uprawy i pielegnacji roslin. W srode po pracy pojechalismy do JS i PS i spedzilismy milo czas, pielac grzadki, kopiąc ziemniaki, plotąc cebule w warkocze i robiąc przetwory warzywne. Po raz pierwszy miałam okazje używać cisnieniowego garnka do przetworów.
Miałam rownież okazje spróbować przysmaku z czasów kryzysowych: surowego ziemniaka z masłem orzechowym. Dość intrygujące połączenie.
Jako, ze niedlugo bedziemy posiadaczami domu z olbrzymim ogrodem warzywnym, postanowilismy nieco doksztalcic sie w dziedzinie uprawy i pielegnacji roslin. W srode po pracy pojechalismy do JS i PS i spedzilismy milo czas, pielac grzadki, kopiąc ziemniaki, plotąc cebule w warkocze i robiąc przetwory warzywne. Po raz pierwszy miałam okazje używać cisnieniowego garnka do przetworów.
Miałam rownież okazje spróbować przysmaku z czasów kryzysowych: surowego ziemniaka z masłem orzechowym. Dość intrygujące połączenie.
Wednesday, June 27, 2012
Ubezpieczenie
We wtorek WC poinformowala mnie, ze wreszcie doczekalismy sie pisemnej wyceny domu... i, ze jest ona sporo wyzsza, niz cena, ktora zgodzilismy sie zaplacic! A to i dobrze i zle.
Dobrze dlatego, ze placimy mniej za dom, ktory ma wieksza wartosc.
Zle dlatego, ze bedziemy musieli zaplacic podatek nie od kwoty, za ktora kupujemy dom, ale od jego wartosci. W naszym przypadku nie robi to jednak wiekszej roznicy, nie kupujemy bowiem domu za milion dolarow. Z im "wyzszej polki" jest dom, tym wieksze moga byc wahania w oplatach za ubezpieczenie (lub rate kredytu), jesli dochodzi do jakichs drastycznych zmian w wartosci (lub zmianie stopy procentowej).
WC polecila mi zakup ubezpieczenia, z data rozpoczecia 6. lipca (czyli wtedy, kiedy staniemy sie pelnoprawnymi wlascicielami. Wymog posiadania ubezpieczenia uzasadniony jest faktem, iz bierzemy na dom pozyczke: jesli posiadlosc sie sfajczy, to bank ma pewnosc, iz splacimy ja pieniedzmi otrzymanymi za ubezpieczenie.
Istnieja dwa znane mi typy ubezpieczen domu:
1. cash value - jesli dom sie spali doszczetnie, otrzymujemy kwote rowna wartosci domu w momencie palenia. Ta kwota uwzglednia spadek wartosci domu.
2. replacement value - jesli dom sie spali, specjalista oceni, ile kosztowaloby wybudowanie nowego domu tej samej klasy.
Obie wersje ubezpieczenia zawieraja ubezpieczenie tego, co w domu, ubezpieczenie innych budynkow znajdujacych sie na dzialce, oplate za strazakow, kwote na drobne wydatki medyczne itp.
Tak naprawde roznice miedzy tymi dwoma rodzajami ubezpieczenia sa nikle i pewnie ma to znaczenie w jakichs przypadkach, o ktorych ja, maly zuczek, nie mam pojecia.
Ubezpieczenie ktore wybralismy to cash value - z prostej przyczyny: replacement value zaczynalo sie od wartosci wyzszej, niz wartosc naszego domu.
Dobrze dlatego, ze placimy mniej za dom, ktory ma wieksza wartosc.
Zle dlatego, ze bedziemy musieli zaplacic podatek nie od kwoty, za ktora kupujemy dom, ale od jego wartosci. W naszym przypadku nie robi to jednak wiekszej roznicy, nie kupujemy bowiem domu za milion dolarow. Z im "wyzszej polki" jest dom, tym wieksze moga byc wahania w oplatach za ubezpieczenie (lub rate kredytu), jesli dochodzi do jakichs drastycznych zmian w wartosci (lub zmianie stopy procentowej).
WC polecila mi zakup ubezpieczenia, z data rozpoczecia 6. lipca (czyli wtedy, kiedy staniemy sie pelnoprawnymi wlascicielami. Wymog posiadania ubezpieczenia uzasadniony jest faktem, iz bierzemy na dom pozyczke: jesli posiadlosc sie sfajczy, to bank ma pewnosc, iz splacimy ja pieniedzmi otrzymanymi za ubezpieczenie.
Istnieja dwa znane mi typy ubezpieczen domu:
1. cash value - jesli dom sie spali doszczetnie, otrzymujemy kwote rowna wartosci domu w momencie palenia. Ta kwota uwzglednia spadek wartosci domu.
2. replacement value - jesli dom sie spali, specjalista oceni, ile kosztowaloby wybudowanie nowego domu tej samej klasy.
Obie wersje ubezpieczenia zawieraja ubezpieczenie tego, co w domu, ubezpieczenie innych budynkow znajdujacych sie na dzialce, oplate za strazakow, kwote na drobne wydatki medyczne itp.
Tak naprawde roznice miedzy tymi dwoma rodzajami ubezpieczenia sa nikle i pewnie ma to znaczenie w jakichs przypadkach, o ktorych ja, maly zuczek, nie mam pojecia.
Ubezpieczenie ktore wybralismy to cash value - z prostej przyczyny: replacement value zaczynalo sie od wartosci wyzszej, niz wartosc naszego domu.
Tuesday, June 26, 2012
BINGO w pracy
W tym tygodniu przyjechał do biura PR, Szef Wszystkich Szefów. PR składa nam wizytę średnio raz w miesiącu, aby sprawdzić jak się sprawy mają oraz wygłosić "orędzie".
Przed przemową SP odwiedziła biuro każdego z pracowników i rozdała każdemu z nas... plansze do gry w Bingo, zawierające słowa, które nieświadom niczego Szef Szefów prawdopodobnie wypowie podczas przemowy.
PR zebrał nas wszystkich w sali konferencyjnej i zaczął prawić. 29 osób pilnie słuchało, i, od czasu do czasu, coś notowało. PR przyznał później, że był bardzo zdziwiony uwagą i nabożnym skupieniem na sali.
Po pól godzinie przemowa skończyła się, i nikt nie wrzasnął "Bingo!", zaczęliśmy więc zadawać pytania dodatkowe, aby skłonić Szefa Wszystkich Szefów do wypowiedzenia konkretnych słów. GS wykazał się niezwykłą przebiegłością:
- P, powiedz słowo "flexible"- poprosił.
Zdezorientowany PR wypowiedział ostatnie słowo, którego brakowało GS do wygranej.
- Oszust! Oszust!- zaczęliśmy krzyczeć jeden przez drugiego.
Byłam tak blisko wygranej!
Przed przemową SP odwiedziła biuro każdego z pracowników i rozdała każdemu z nas... plansze do gry w Bingo, zawierające słowa, które nieświadom niczego Szef Szefów prawdopodobnie wypowie podczas przemowy.
PR zebrał nas wszystkich w sali konferencyjnej i zaczął prawić. 29 osób pilnie słuchało, i, od czasu do czasu, coś notowało. PR przyznał później, że był bardzo zdziwiony uwagą i nabożnym skupieniem na sali.
Po pól godzinie przemowa skończyła się, i nikt nie wrzasnął "Bingo!", zaczęliśmy więc zadawać pytania dodatkowe, aby skłonić Szefa Wszystkich Szefów do wypowiedzenia konkretnych słów. GS wykazał się niezwykłą przebiegłością:
- P, powiedz słowo "flexible"- poprosił.
Zdezorientowany PR wypowiedział ostatnie słowo, którego brakowało GS do wygranej.
- Oszust! Oszust!- zaczęliśmy krzyczeć jeden przez drugiego.
Byłam tak blisko wygranej!
Monday, June 25, 2012
Papiery
W czwartek zadzwoniła WC, moja "bankierka", z prośbą o dostarczenie większej ilości dowodów dobrej historii kredytowej. Do poniedziałku udało mi się zasypać ją rachunkami za telefon, prąd, gaz, ubezpieczenie samochodu i zdrowotne... W końcu sama powiedziała "dość" :).
WC powiedziała rownież, ze wszystko idzie zgodnie z planem na tyle, że data zamknięcia transakcji kupna może zostać przesunięta z 15. lipca na 6. lipca.
W niedzielę pojechaliśmy z Mężem szukać mebli do sypialni. Z okazji zbliżającego się Święta Niepodległości większość sklepów obniża ceny, jest to więc świetny czas na robienie większych zakupów.
WC powiedziała rownież, ze wszystko idzie zgodnie z planem na tyle, że data zamknięcia transakcji kupna może zostać przesunięta z 15. lipca na 6. lipca.
W niedzielę pojechaliśmy z Mężem szukać mebli do sypialni. Z okazji zbliżającego się Święta Niepodległości większość sklepów obniża ceny, jest to więc świetny czas na robienie większych zakupów.
Friday, June 22, 2012
Łysy
Mąż, strzygąc się samodzielnie maszynką, wygolił sobie przez przypadek z tylu łysy placek.
Nie pozostawało mu nic innego, jak ogolić się do zera.
Owinięty w pomarańczowy ręcznik wyglada jak mnich z Tybetu.
Nie pozostawało mu nic innego, jak ogolić się do zera.
Owinięty w pomarańczowy ręcznik wyglada jak mnich z Tybetu.
Thursday, June 14, 2012
Oby tak dalej
W środę wieczorem zadzwoniła do mnie JS, obecna właścicielka "prawie naszego" domu. Okazało się, że kuchenka, którą mieliśmy kupić razem z domem, dokonała żywota.
Właściciele opuścili cenę.
W czwartek wieczorem przyszedł specjalista od klimatyzatorów i stwierdził co następuje:
Klimatyzator skorodował, ponieważ obsikał go pies. Nie musi to wcale oznaczać, ze niedługo przestanie działać- ale może.
Właściciele zgodzili sie opuścić cenę po raz kolejny.
Oby tak dalej.
Właściciele opuścili cenę.
W czwartek wieczorem przyszedł specjalista od klimatyzatorów i stwierdził co następuje:
Klimatyzator skorodował, ponieważ obsikał go pies. Nie musi to wcale oznaczać, ze niedługo przestanie działać- ale może.
Właściciele zgodzili sie opuścić cenę po raz kolejny.
Oby tak dalej.
Wednesday, June 13, 2012
Fun Page
Serdecznie zapraszam na Facebookowa strone https://www.facebook.com/psusapl , ktora bedzie stanowila uzupelnienie mojego bloga. Zapraszam do "lajkowania" i dyskusji :) .
Tuesday, June 12, 2012
Inspekcje
Dom, na zakup ktorego sie zdecydowalismy, jest prefabrykowany. Zostal zbudowany w zacisznej fabryce, do ktorej niesprzyjajaca aura nie miala dostepu, po czym zaholowany do Birmingham i zamontowany na miejscu, na fundamencie.
Pozyczka, o ktora zaaplikowalismy, jest na 4.75%, na 15 lat, z 25% wplata z gory.
We wtorek podpisalismy umowe kupna- sprzedazy i papiery pozyczkowe.
W srode zanioslam umowe, wraz z zaliczka (tzw. earnest), do prawnika obecnych wlascicieli domu. Bank zlecil wycene domu oraz procedure majaca na celu potwierdzenie, ze obecni wlasciciele maja calkowite prawa do posiadania domu.
W czwartek umowilam specjaliste do przeprowadzenia inspekcji oraz drugiego, który przeprowadzi inspekcję na obecność szkodników.
Wycena i obie inspekcje miały miejsce we wtorek. Inspektor nr 1 nie znalazł żadnych większych usterek, poza brakiem paska papy dachowkowej, brakiem sprężyny zamykającej moskitierę, jednymi nie zamykającymi sie drzwiami oraz jednym niepodłączonym kranem (właściciele zgodzili się wszystko naprawić), poza tym zalecił kontrolę klimatyzatora.
- Fajny domek- powiedział odchodząc.
Na wycenie domu nie byłam obecna, o wyniku poinformuje mnie bank.
Pan od szkodników nie znalazł (ku jego wielkiemu zdziwieniu) absolutnie nic. Termity, często występujące w tej części kraju, nie znalazłyby pożywienia w domu lub pod nim, oraz nie wykazały zainteresowania dużo starszym, drewnianym garażem. Oprócz samotnej, nietoperzej kupy (sprawcy brak), specjalista nie znalazł nic.
A tu jeszcze zdjęcie, ilustrujące profesjonalną kontrolę na obecność szkodników:
Pozyczka, o ktora zaaplikowalismy, jest na 4.75%, na 15 lat, z 25% wplata z gory.
We wtorek podpisalismy umowe kupna- sprzedazy i papiery pozyczkowe.
W srode zanioslam umowe, wraz z zaliczka (tzw. earnest), do prawnika obecnych wlascicieli domu. Bank zlecil wycene domu oraz procedure majaca na celu potwierdzenie, ze obecni wlasciciele maja calkowite prawa do posiadania domu.
W czwartek umowilam specjaliste do przeprowadzenia inspekcji oraz drugiego, który przeprowadzi inspekcję na obecność szkodników.
Wycena i obie inspekcje miały miejsce we wtorek. Inspektor nr 1 nie znalazł żadnych większych usterek, poza brakiem paska papy dachowkowej, brakiem sprężyny zamykającej moskitierę, jednymi nie zamykającymi sie drzwiami oraz jednym niepodłączonym kranem (właściciele zgodzili się wszystko naprawić), poza tym zalecił kontrolę klimatyzatora.
- Fajny domek- powiedział odchodząc.
Na wycenie domu nie byłam obecna, o wyniku poinformuje mnie bank.
Pan od szkodników nie znalazł (ku jego wielkiemu zdziwieniu) absolutnie nic. Termity, często występujące w tej części kraju, nie znalazłyby pożywienia w domu lub pod nim, oraz nie wykazały zainteresowania dużo starszym, drewnianym garażem. Oprócz samotnej, nietoperzej kupy (sprawcy brak), specjalista nie znalazł nic.
A tu jeszcze zdjęcie, ilustrujące profesjonalną kontrolę na obecność szkodników:
:)
Sunday, June 10, 2012
EURO Protest
Pod Stadionem Narodowym ukraińskie feministki protestują przeciwko seksualnemu wykorzystywaniu kobiet przez kibicujących, podpitych mężczyzn.
Protestują topless.
Nic tak nie ugasi męskiej chuci, jak widok gołych cycków.
Protestują topless.
Nic tak nie ugasi męskiej chuci, jak widok gołych cycków.
Wednesday, June 6, 2012
Moje 30 urodziny
W srode rano TN, moja kolezanka z pracy z wydzialu IT, powiesila papierowe baloniki na drzwiach mojego biura.
Paru wspolpracownikow, w tym nasz autystyczny sprzatacz, wpisalo mi na nich zyczenia urodzinowe.
Okolo poludnia kolezanki z pracy zabraly mnie na lunch do chinskiej restauracji. Po poludniu zas, wszyscy zebrali sie w kuchni, aby radosnie zaspiewac mi "Happy Birthday" i spozyc ciasto oraz lody.
- Jakie sa polskie zwyczaje urodzinowe?- zapytal BF, szef- Co robicie po wypiciu bimbru?
- Po wypiciu bimbru to juz niewiele- odparlam, wzbudzajac ogolna wesolosc- ale przed bimbrem tez spiewamy piosenke i jemy ciasto.
- Zaspiewaj!
Zaspiewalam sama sobie "Sto lat".
Aby odpowiednio obejsc zalobe po mojej bezpowrotnie utraconej mlodosci, maz zakupil ciasto z czarnym lukrem.
Do trzech razy sztuka?
Pare dni temu, wracajac z konferencji marketingowej, rozmawialam z szefowa na temat naszych niepowodzen w poszukiwaniu Wlasciwego Domu.
- Zawsze wydawalo mi sie, ze musze poczuc to "cos", cos co sprawi, ze w danym domu bede czula sie jak we wlasnym- mowilam- Tymczasem, obejrzelismy 30 roznych domow, a z dwoch, w ktorych czulam "cos", jeden byl za drogi, a drugi mial azbest w piwnicy. Sama juz nie wiem, czy chce cokolwiek kupowac. Im wiecej domow ogladam, tym mniej chce byc posiadaczka jednego z nich.
- Moja mama chyba chce sprzedac swoj dom w Birmingham- powiedziala SP- Sliczny domek z trzema sypialniami, kominkiem w salonie, piekna kuchnia i olbrzymim ogrodkiem warzywnym. Zadzwonie do niej, zapytam, czy wciaz jest na sprzedaz, i za ile.
Domek wciaz byl na sprzedaz, za (jak sie pozniej okazalo) calkiem niewielka sume. Umowilismy sie na wizyte na srode, 23 maja.
Birmingham IA jest oddalone od Fairfield IA o jakies 10 mil. Dojazd z pracy zajal nam jakies 15 minut.
Domek polozony jest na potrojnej dzialce o lacznej wielkosci 24000 stop kwadratowych (ok. 2200 metrow kwadratowych). W bliskim sasiedztwie mieszka soltys.
W centrum ogromnego trawnika przed domem znajduje sie ogrod warzywny, w ktorym rosnie kapusta, brokuly, kalafior, pomidory, ogorki, truskawki, maliny, jezyny, groszek, slonecznik, kukurydza i nie mam pojecia co jeszcze. Obok ogrodka warzywnego stoi niewielka altanka z hamakiem oraz hustawka. Przy domu znajduje sie szopo- garaz (szopa z drzwiami garazowymi) i konstrukcja ze sznurkami do rozwieszania prania.
Dom jest estetycznym prostokatem, z bialym sidingiem i spadzistym dachem. Jego powierzchnia to 1800 stop kwadratowych (ok. 167 metrow kwadratowych). 3 sypialnie, 2 lazienki, w tym jedna podzielona na 2 czesci, z wanna w pierwszej, otwartej do glownej sypialni, i prysznicem w drugiej. Wielki salon z kominkiem, sliczna, duza kuchnia, przytulna jadalnia.
Dom bardzo mi sie spodobal, ale obawialam sie nieco, ze praca w tak duzym ogrodzie moze nas przerosnac. Postanowilismy przemyslec sprawe Domu z Ogrodem w ciagu dlugiego tygodnia (Memorial Day).
We wtorek, 29 maja, pojechalismy obejrzec dom jeszcze raz.
W srode umowilismy sie z wlascicielami na rozmowe na temat ceny. Zgodzilismy sie zaplacic niewiele ponizej tej, ktora zadali JS i PS (mama mojej szefowej z mezem), poniewaz... wlasciciele obiecali nam pralke, suszarke, zmywarke, kuchenke i lodowke razem z domem.
W poniedziałek odebrałam od właścicieli umowę kupna- sprzedaży. Wczoraj ją podpisaliśmy.
Z dzisiejszą datą: datą moich 30 urodzin.
- Zawsze wydawalo mi sie, ze musze poczuc to "cos", cos co sprawi, ze w danym domu bede czula sie jak we wlasnym- mowilam- Tymczasem, obejrzelismy 30 roznych domow, a z dwoch, w ktorych czulam "cos", jeden byl za drogi, a drugi mial azbest w piwnicy. Sama juz nie wiem, czy chce cokolwiek kupowac. Im wiecej domow ogladam, tym mniej chce byc posiadaczka jednego z nich.
- Moja mama chyba chce sprzedac swoj dom w Birmingham- powiedziala SP- Sliczny domek z trzema sypialniami, kominkiem w salonie, piekna kuchnia i olbrzymim ogrodkiem warzywnym. Zadzwonie do niej, zapytam, czy wciaz jest na sprzedaz, i za ile.
Domek wciaz byl na sprzedaz, za (jak sie pozniej okazalo) calkiem niewielka sume. Umowilismy sie na wizyte na srode, 23 maja.
Birmingham IA jest oddalone od Fairfield IA o jakies 10 mil. Dojazd z pracy zajal nam jakies 15 minut.
Domek polozony jest na potrojnej dzialce o lacznej wielkosci 24000 stop kwadratowych (ok. 2200 metrow kwadratowych). W bliskim sasiedztwie mieszka soltys.
W centrum ogromnego trawnika przed domem znajduje sie ogrod warzywny, w ktorym rosnie kapusta, brokuly, kalafior, pomidory, ogorki, truskawki, maliny, jezyny, groszek, slonecznik, kukurydza i nie mam pojecia co jeszcze. Obok ogrodka warzywnego stoi niewielka altanka z hamakiem oraz hustawka. Przy domu znajduje sie szopo- garaz (szopa z drzwiami garazowymi) i konstrukcja ze sznurkami do rozwieszania prania.
Dom jest estetycznym prostokatem, z bialym sidingiem i spadzistym dachem. Jego powierzchnia to 1800 stop kwadratowych (ok. 167 metrow kwadratowych). 3 sypialnie, 2 lazienki, w tym jedna podzielona na 2 czesci, z wanna w pierwszej, otwartej do glownej sypialni, i prysznicem w drugiej. Wielki salon z kominkiem, sliczna, duza kuchnia, przytulna jadalnia.
Dom bardzo mi sie spodobal, ale obawialam sie nieco, ze praca w tak duzym ogrodzie moze nas przerosnac. Postanowilismy przemyslec sprawe Domu z Ogrodem w ciagu dlugiego tygodnia (Memorial Day).
We wtorek, 29 maja, pojechalismy obejrzec dom jeszcze raz.
W srode umowilismy sie z wlascicielami na rozmowe na temat ceny. Zgodzilismy sie zaplacic niewiele ponizej tej, ktora zadali JS i PS (mama mojej szefowej z mezem), poniewaz... wlasciciele obiecali nam pralke, suszarke, zmywarke, kuchenke i lodowke razem z domem.
W poniedziałek odebrałam od właścicieli umowę kupna- sprzedaży. Wczoraj ją podpisaliśmy.
Z dzisiejszą datą: datą moich 30 urodzin.
Subscribe to:
Posts (Atom)







