8:00. Powoli konczymy pakowanie.
9:30. Przychodzi A (chlopak M) oraz silna grupa kolegow z pracy M (5 osob!) i wszyscy razem pomagaja nam zapakowac pudla do samochodu. Uwijaja sie w 30 minut, co jest wyczynem zgola niezwyklym (przy okazji przeprowadzki z Alabamy robilismy to sami i zajelo nam to okolo 12 godzin).
11:00. M i G przychodza sie pozegnac. Wszyscy toniemy we lzach.
12:00. Spozywamy ostatni lunch z przyjaciolmi i kolegami Meza.
14:00. M, moja przyjaciolka, przychodzi sie pozegnac. Placzemy obie.
14:30. Definitywnie konczymy pakowanie, sprzatamy mieszkanie.
16:00. Wlasciciel budynku przychodzi odebrac klucze i ocenic stan mieszkania, aby na tej podstawie obliczyc, ile z wplaconego przez nas depozytu da nam spowrotem. Ogledziny wypadaja korzystnie i otrzymujemy 100%.
19:15. W mieszkaniu zostala juz tylko Pom- Pom i jej kuweta. Ciezarowka jest zaladowana i zamknieta na klodke. Pozostalo nam tylko wjechac autem na przyczepke, przypiac je i odjechac w sina dal. Dopiero teraz orientujemy sie, ze przyczepka ma tylko jedna rampe. Jest juz za pozno, aby pojechac do wypozyczalni i ja wymienic. Przeklinamy w trzech jezykach.
20:00. Jade do Subway po salatke dla siebie i kanapki dla Meza. Spozywamy kolacje a pozniej raczymy sie piwem i filmikami z YouTube.
23:00. Zawinieci w koce przeznaczone do zabezpieczania transportowanych mebli (tylko to dalo sie wyciagnac z ciezarowki bez przekopywania sie przez nia i rujnowania misternej kompozycji pudel, mebli i pasow zabezpieczajacych) kladziemy sie na podlodze i idziemy spac.
Friday, December 26, 2008
Placenta
Niektore zwierzeta po urodzeniu mlodych jedza lozysko. Placenta jest bogata w skladniki odzywcze i witaminy.
Przy okazji rozmowy z M, mama mojej przyjaciolki, dowiedzialam sie, iz po urodzeniu corek za kazdym razem spozywala ona lozysko.
Po poczatkowym zdziwieniu, zaciekawiona zadalam jej kilka bardziej szczegolowych pytan, potem w domu troche "pogooglalam"... i dowiedzialam sie interesujacych rzeczy.
Zwierzeta, nawet te roslinozerne, zjadaja lozysko nie tylko ze wzgledu na skladniki odzywcze i witaminy, ale takze aby zatrzec slady przed drapieznikami mogacymi skrzywdzic matke i jej mlode.
Lozysko zawiera substancje, ktora (spozyta) ma wlasciwosci usmierzania bolu po porodzie.
Zwolennicy spozywania lozyska twierdza, iz hormony w nim zawarte zapobiegaja depresji poporodowej.
Szpitale w Stanach Zjednoczonych czesto sprzedaja lozyska firmom farmaceutycznym, ktore przerabiaja je na suplementy. Jesli kobieta ma takie zyczenie, moze za odpowiednia oplata otrzymac witaminy przyrzadzone z jej wlasnego lozyska.
Ludzkie lozysko jest skladnikiem niektorych tradycyjnych chinskich lekarstw.
Udalo mi sie rowniez znalezc kilka stron internetowych, ktore przedstawiaja przepisy z placenta w roli glownej: mozna ja upiec, usmazyc, zjesc w lasagne, zrobic z niej koktajl, wysuszyc lub (jak to zrobila mama M) zamrozic w zamrazalniku i stopniowo spozywac moczac kawalki w winie lub herbacie.
Po przemysleniu sprawy stwierdzilam, ze ma to sens i specjalnie mnie nie szokuje. Jedyna niewlasciwa rzecza wydaje mi sie urzadzanie przyjecia (z okazji narodzin dziecka) dla przyjaciol i znajomych i serwowanie jako zakaski zapiekanki z lozyska (filmik z przyjecia rowniez znalazlam w sieci). Jakies to takie ostentacyjne.
Przy okazji rozmowy z M, mama mojej przyjaciolki, dowiedzialam sie, iz po urodzeniu corek za kazdym razem spozywala ona lozysko.
Po poczatkowym zdziwieniu, zaciekawiona zadalam jej kilka bardziej szczegolowych pytan, potem w domu troche "pogooglalam"... i dowiedzialam sie interesujacych rzeczy.
Zwierzeta, nawet te roslinozerne, zjadaja lozysko nie tylko ze wzgledu na skladniki odzywcze i witaminy, ale takze aby zatrzec slady przed drapieznikami mogacymi skrzywdzic matke i jej mlode.
Lozysko zawiera substancje, ktora (spozyta) ma wlasciwosci usmierzania bolu po porodzie.
Zwolennicy spozywania lozyska twierdza, iz hormony w nim zawarte zapobiegaja depresji poporodowej.
Szpitale w Stanach Zjednoczonych czesto sprzedaja lozyska firmom farmaceutycznym, ktore przerabiaja je na suplementy. Jesli kobieta ma takie zyczenie, moze za odpowiednia oplata otrzymac witaminy przyrzadzone z jej wlasnego lozyska.
Ludzkie lozysko jest skladnikiem niektorych tradycyjnych chinskich lekarstw.
Udalo mi sie rowniez znalezc kilka stron internetowych, ktore przedstawiaja przepisy z placenta w roli glownej: mozna ja upiec, usmazyc, zjesc w lasagne, zrobic z niej koktajl, wysuszyc lub (jak to zrobila mama M) zamrozic w zamrazalniku i stopniowo spozywac moczac kawalki w winie lub herbacie.
Po przemysleniu sprawy stwierdzilam, ze ma to sens i specjalnie mnie nie szokuje. Jedyna niewlasciwa rzecza wydaje mi sie urzadzanie przyjecia (z okazji narodzin dziecka) dla przyjaciol i znajomych i serwowanie jako zakaski zapiekanki z lozyska (filmik z przyjecia rowniez znalazlam w sieci). Jakies to takie ostentacyjne.
Thursday, December 25, 2008
Pierwszy dzien Swiat
8:00. Pakowania ciag dalszy.
17:00. Pojawiamy sie na swiatecznej kolacji u B, szefa Meza. Po raz pierwszy widze taka ilosc prezentow pod choinka. Piernik zostaje pochloniety w zastraszajacym tempie przez wszystkich gosci (wszystkich za wyjatkiem M, ktora bedac przy nadziei nie spozywa produktow zawierajacych cukier).
17:00. Pojawiamy sie na swiatecznej kolacji u B, szefa Meza. Po raz pierwszy widze taka ilosc prezentow pod choinka. Piernik zostaje pochloniety w zastraszajacym tempie przez wszystkich gosci (wszystkich za wyjatkiem M, ktora bedac przy nadziei nie spozywa produktow zawierajacych cukier).
Wednesday, December 24, 2008
Wigilia po wlosku
8:00. Wciaz nie mamy zimnej wody.
Jedziemy odebrac ciezarowke z wypozyczalni.
10:00. Dziwnym zrzadzeniem losu mamy zimna wode na miejscu cieplej, a ciepla na miejscu zimnej. Spluczka dziala, ale zbiornik wypelniony jest wrzatkiem. Lazienke wypelnia aromat nie do opisania.
11:00. B, J, B i S (koledzy M z pracy, rosle byki) pomagaja nam przeniezc zeliwny stol i kanape do ciezarowki (sama z Mezem pewnie nie dokonalabym tego wyczynu).
12:00. Przez Skype'a lacze sie z rodzina jedzaca wigilijna wieczerze. Skladamy sobie zyczenia.
15:00. Kroje piernik i daje kawalek Mezowi na sprobowanie. Brak jakichkolwiek komentarzy z jego strony oznacza, iz ciasto jest naprawde smaczne. Zadowolona dziele je na dwie czesci i zawijam w folie.
18:00. Wigilia u znajomych wloskiego pochodzenia. Na stole potrawy takie jak salatka z owocow morza, kurczak i baklazan parmigiana oraz tiramisu. Przy deserze wszyscy zgodnie spiewamy "Happy Birthday Dear Jesus" (tym razem wcale mnie to nie dziwi ani nie peszy). Wieczor konczy sie wspolnym ubieraniem choinki. Maz zabawia karcianymi trickami dzieci gospodarzy, D i G, oraz N, piecioletnia Rosjanke, ktora przyprowadzila przyjaciolka rodziny (nawiasem mowiac najbardziej denerwujace i zadajace nieustannej uwagi dziecko, jakie kiedykolwiek spotkalam). Ja oddaje sie rozmowie z TC (gospodarzem), unieruchomionym w fotelu po operacji kolana. Patrzac na D i G i mam nadzieje, ze jesli kiedykolwiek w przyszlosci bede miala dzieci, to beda one choc troche do nich podobne.
22:00. Opuszczamy dom znajomych. Ostatnie co slyszymy, to G proszacy TC o pozostawienie na blacie mleka i ciasteczek dla Swietego Mikolaja. D macha do nas na pozegnanie z okna sypialni na pietrze.
Zdecydowanie najpiekniejsza i najciekawsza Wigilia jaka kiedykolwiek przezylam.
Jedziemy odebrac ciezarowke z wypozyczalni.
10:00. Dziwnym zrzadzeniem losu mamy zimna wode na miejscu cieplej, a ciepla na miejscu zimnej. Spluczka dziala, ale zbiornik wypelniony jest wrzatkiem. Lazienke wypelnia aromat nie do opisania.
11:00. B, J, B i S (koledzy M z pracy, rosle byki) pomagaja nam przeniezc zeliwny stol i kanape do ciezarowki (sama z Mezem pewnie nie dokonalabym tego wyczynu).
12:00. Przez Skype'a lacze sie z rodzina jedzaca wigilijna wieczerze. Skladamy sobie zyczenia.
15:00. Kroje piernik i daje kawalek Mezowi na sprobowanie. Brak jakichkolwiek komentarzy z jego strony oznacza, iz ciasto jest naprawde smaczne. Zadowolona dziele je na dwie czesci i zawijam w folie.
18:00. Wigilia u znajomych wloskiego pochodzenia. Na stole potrawy takie jak salatka z owocow morza, kurczak i baklazan parmigiana oraz tiramisu. Przy deserze wszyscy zgodnie spiewamy "Happy Birthday Dear Jesus" (tym razem wcale mnie to nie dziwi ani nie peszy). Wieczor konczy sie wspolnym ubieraniem choinki. Maz zabawia karcianymi trickami dzieci gospodarzy, D i G, oraz N, piecioletnia Rosjanke, ktora przyprowadzila przyjaciolka rodziny (nawiasem mowiac najbardziej denerwujace i zadajace nieustannej uwagi dziecko, jakie kiedykolwiek spotkalam). Ja oddaje sie rozmowie z TC (gospodarzem), unieruchomionym w fotelu po operacji kolana. Patrzac na D i G i mam nadzieje, ze jesli kiedykolwiek w przyszlosci bede miala dzieci, to beda one choc troche do nich podobne.
22:00. Opuszczamy dom znajomych. Ostatnie co slyszymy, to G proszacy TC o pozostawienie na blacie mleka i ciasteczek dla Swietego Mikolaja. D macha do nas na pozegnanie z okna sypialni na pietrze.
Zdecydowanie najpiekniejsza i najciekawsza Wigilia jaka kiedykolwiek przezylam.
Wesolych Swiat
Wesolych Swiat Bozego Narodzenia oraz wszelkiej pomyslnosci w nadchodzacym Nowym Roku 2009 zycze-
JA.
http://www.youtube.com/watch?v=piDkU1DU2ok
P.S.1. Dziekuje za odzywanie sie w komentarzach pod notka Blog Roku 2008 .
P.S.2. O mozliwosci glosowania na moj blog w konkursie Blog Roku 2008 bede informowac na biezaco, jak tylko cala ta zabawa zacznie sie na dobre.
P.S.3. Jak Wam wiadomo, w piatek rozpoczynam przeprowadzke do Californi. Na relacje musicie poczekac przynajmniej 3 dni (tyle ma trwac nasza jazda). Napisalam dwie notki, ktore mi sie w tym czasie opublikuja same, wiec tak czy inaczej- zapraszam.
JA.
http://www.youtube.com/watch?v=piDkU1DU2ok
P.S.1. Dziekuje za odzywanie sie w komentarzach pod notka Blog Roku 2008 .
P.S.2. O mozliwosci glosowania na moj blog w konkursie Blog Roku 2008 bede informowac na biezaco, jak tylko cala ta zabawa zacznie sie na dobre.
P.S.3. Jak Wam wiadomo, w piatek rozpoczynam przeprowadzke do Californi. Na relacje musicie poczekac przynajmniej 3 dni (tyle ma trwac nasza jazda). Napisalam dwie notki, ktore mi sie w tym czasie opublikuja same, wiec tak czy inaczej- zapraszam.
Tuesday, December 23, 2008
Piernik Ketrzynski i peknieta rura
14:00. Pakowanie na calego.
Przy okazji oprozniania szafek znajduje dwa wielkie opakowania Piernika Ketrzynskiego, ktore kiedys przyslali mi rodzice. Decyduje nakarmic nim znajomych, do ktorych zaproszeni jestesmy na Wigilie i pierwszy dzien Swiat Bozego Narodzenia (pare rzeczy mniej do zapakowania a gospodarze uciesza sie z deseru).
17:00. Wskutek ogromnych mrozow (-20 stopni Celsjusza) w naszym budynku peka rura z zimna woda. Nie mozemy ani wziac prysznica (bo i jak? we wrzatku?) ani spuscic wody w toalecie. Na szczescie w innej czesci budynku jest toaleta na korytarzu i tam spluczka (o dziwo) dziala. Jestesmy uratowani!
22:00. Z braku czekolady oblewam piernik rozpuszczonym napojem kakaowym, modlac sie aby po tym zabiegu okazal sie zjadliwy.
Przy okazji oprozniania szafek znajduje dwa wielkie opakowania Piernika Ketrzynskiego, ktore kiedys przyslali mi rodzice. Decyduje nakarmic nim znajomych, do ktorych zaproszeni jestesmy na Wigilie i pierwszy dzien Swiat Bozego Narodzenia (pare rzeczy mniej do zapakowania a gospodarze uciesza sie z deseru).
17:00. Wskutek ogromnych mrozow (-20 stopni Celsjusza) w naszym budynku peka rura z zimna woda. Nie mozemy ani wziac prysznica (bo i jak? we wrzatku?) ani spuscic wody w toalecie. Na szczescie w innej czesci budynku jest toaleta na korytarzu i tam spluczka (o dziwo) dziala. Jestesmy uratowani!
22:00. Z braku czekolady oblewam piernik rozpuszczonym napojem kakaowym, modlac sie aby po tym zabiegu okazal sie zjadliwy.
Monday, December 22, 2008
Glodowka
Piatego dnia glodowki snilo mi sie, ze mialam przed soba talerz pelen pysznosci, a nie mialam sztuccow. Jak ta glupia, przez caly sen szukalam noza i widelca. Dlaczego po prostu nie przystapilam do konsumpcji bezposredniej, czyli przy uzyciu rak?
A potem sie obudzilam...
A potem sie obudzilam...
Friday, December 19, 2008
Blog Roku 2008
Po raz kolejny zglosilam bloga do konkursu Blog Roku 2008. Pomozecie? :)
A tak nawiasem mowiac... to ja rowniez, jak kazdy blogowicz, postanowilam zadac pytanie:
Ilu Was tu jest, drodzy czytelnicy?
Uprzejmie prosze wpisywac sie w komentarzach i zostawiac linki do swoich blogow, chetnie odwiedze.
A tak nawiasem mowiac... to ja rowniez, jak kazdy blogowicz, postanowilam zadac pytanie:
Ilu Was tu jest, drodzy czytelnicy?
Uprzejmie prosze wpisywac sie w komentarzach i zostawiac linki do swoich blogow, chetnie odwiedze.
Thursday, December 18, 2008
Akcja pod arsenalem
Bylo to okolo 10 lat temu. Jako zapalona harcerka pojechalam wiosna wraz z zaprzyjazniona druzyna na "Akcje pod arsenalem".
Nocowalismy w jakiejs szkole. Wieczorem, przed snem, zapytalam druha komendanta, gdzie tu jest lazienka, bo chcialabym sie umyc. Odpowiedzial mi drwiacy smiech i glosne, szydercze "lazienki jej sie zachcialo". Ponizywszy mnie publicznie oddalil sie, zostawiajac mnie z niezrozumieniem wypisanym na twarzy. Nasza konwersacje powtorzyl jeszcze paru kolegom, i wspolnie zasmiewali sie do rozpuku.
Co w tym dziwnego, ze mloda dziewczyna po calym dniu biegania w sloncu ma ochote sie umyc? Nie rozumiem. Ale do tej pory mam zal do faceta, ze w obecnosci innych ludzi zrobil ze mnie idiotke.
To, i pare innych zdarzen sprawilo, ze pozegnalam sie z harcerstwem raz na zawsze.
Nocowalismy w jakiejs szkole. Wieczorem, przed snem, zapytalam druha komendanta, gdzie tu jest lazienka, bo chcialabym sie umyc. Odpowiedzial mi drwiacy smiech i glosne, szydercze "lazienki jej sie zachcialo". Ponizywszy mnie publicznie oddalil sie, zostawiajac mnie z niezrozumieniem wypisanym na twarzy. Nasza konwersacje powtorzyl jeszcze paru kolegom, i wspolnie zasmiewali sie do rozpuku.
Co w tym dziwnego, ze mloda dziewczyna po calym dniu biegania w sloncu ma ochote sie umyc? Nie rozumiem. Ale do tej pory mam zal do faceta, ze w obecnosci innych ludzi zrobil ze mnie idiotke.
To, i pare innych zdarzen sprawilo, ze pozegnalam sie z harcerstwem raz na zawsze.
Tuesday, December 16, 2008
Beowulf po raz kolejny
Maz wyjechal sluzbowo. M. z mama i ojczymem rowniez. Kilku moich innych przyjaciol przeprowadzilo sie tymczasowo do Teksasu, zeby zarobic milion dolarow na ubezpieczeniach.
Zostalam sama.
Zakupilam "Beowulfa". Patrzenie na gola klate glownego bohatera sprawia, ze czuje sie zdecydowanie lepiej.
Zostalam sama.
Zakupilam "Beowulfa". Patrzenie na gola klate glownego bohatera sprawia, ze czuje sie zdecydowanie lepiej.
Sunday, December 14, 2008
Powoli wyciagam wnioski...
11 wieczorem.
Ogladamy z Mezem "Batmana". W pewnym momencie M zauwaza, ze po scianie wartkim strumieniem plynie nam woda.
Sasiadowi na gorze przecieka kaloryfer.
Pol godziny pozniej mamy juz mokry dywan pod oknem.
Okolo polnocy z sufitu odpada panel.
O tej porze nie mozemy nic z tym zrobic (managera nie ma, pana "zlotej raczki" tez nie), idziemy wiec spac.
Rano mokry dywan pokryty jest tym, co pozostalo z kolejnych dwoch paneli, ktore rozmiekly i spadly w ciagu nocy. Na scianie widnieja malownicze, brazowe zacieki.
Moze i dobrze, ze sie przeprowadzamy?
Ogladamy z Mezem "Batmana". W pewnym momencie M zauwaza, ze po scianie wartkim strumieniem plynie nam woda.
Sasiadowi na gorze przecieka kaloryfer.
Pol godziny pozniej mamy juz mokry dywan pod oknem.
Okolo polnocy z sufitu odpada panel.
O tej porze nie mozemy nic z tym zrobic (managera nie ma, pana "zlotej raczki" tez nie), idziemy wiec spac.
Rano mokry dywan pokryty jest tym, co pozostalo z kolejnych dwoch paneli, ktore rozmiekly i spadly w ciagu nocy. Na scianie widnieja malownicze, brazowe zacieki.
Moze i dobrze, ze sie przeprowadzamy?
Friday, December 12, 2008
Masaz
Kilka tygodni temu obudzilam sie rano z okropnym bolem plecow, na gorze po prawej stronie. Z trudem wstalam z lozka (czy to sa wlasnie pierwsze objawy starzenia? Nie przyjmuje tego do wiadomosci, przeciez ja mam tylko 26 lat!).
Oczywiscie nie zrezygnowalam z mojego codziennego basenu, uznalam, ze to nawet lepiej jak pojde i troche pocwicze (nastepnego dnia okazalo sie, ze mialam racje, czulam sie duzo lepiej).
Na basenie moj znajomy, ojciec naszego ratownika, zauwazyl mnie przeciagajaca sie w wodzie. Zapytana co mi jest, odpowiedzialam mu, ze chyba jakos "krzywo" spalam.
- Jestem masazysta- odpowiedzial G- jak chcesz, to moge sprobowac Ci pomoc tu, w saunie.
Zgodzilam sie.
Pomacawszy mnie G stwierdzil, ze przemiescily mi sie 2 zebra (to ciekawe, moj Maz z ta sama dolegliwoscia, nie byl w stanie wogole sie poruszac, a ja swobodnie moglam plywac. Faceci jednak maja obnizony poziom wrazliwosci na bol.). G pougnialal mnie jeszcze przez chwile (och, coz to za fantastyczne uczucie, byc gnieciona przez specjaliste!) a na zakonczenie zaproponowal wizyte u siebie w gabinecie.
Do tej pory odnosilam sie sceptycznie do wydawania pieniedzy w ten sposob (nigdy wczesniej nie bylam masowana profesjonalnie). Tym razem, po probce jaka zademonstrowal mi G stwierdzilam, ze moze i warto pozwolic sobie na odrobine luksusu (tym bardziej, ze bol plecow powraca teraz co 2 tygodnie). Nie chcialo mi sie jednak jechac az do O, gdzie przyjmuje G. Na szczescie okazalo sie, ze dziewczyna mojego przyjaciela jest rowniez masazystka i mieszka calkiem niedaleko.
Wczoraj, przez bite 2 godziny, H masowala mi:
stopy,
palce u stop,
lydki,
uda,
plecy,
szyje,
glowe,
ramiona,
przedramiona,
dlonie,
palce u dloni, twarz,
platki uszu.
Wrocilam do domu z blogoscia wypisana na twarzy, pokryta oliwka i pachnaca jak lawenda i trawa cytrynowa.
To byly najlepiej wydane pieniadze w tym miesiacu.
Oczywiscie nie zrezygnowalam z mojego codziennego basenu, uznalam, ze to nawet lepiej jak pojde i troche pocwicze (nastepnego dnia okazalo sie, ze mialam racje, czulam sie duzo lepiej).
Na basenie moj znajomy, ojciec naszego ratownika, zauwazyl mnie przeciagajaca sie w wodzie. Zapytana co mi jest, odpowiedzialam mu, ze chyba jakos "krzywo" spalam.
- Jestem masazysta- odpowiedzial G- jak chcesz, to moge sprobowac Ci pomoc tu, w saunie.
Zgodzilam sie.
Pomacawszy mnie G stwierdzil, ze przemiescily mi sie 2 zebra (to ciekawe, moj Maz z ta sama dolegliwoscia, nie byl w stanie wogole sie poruszac, a ja swobodnie moglam plywac. Faceci jednak maja obnizony poziom wrazliwosci na bol.). G pougnialal mnie jeszcze przez chwile (och, coz to za fantastyczne uczucie, byc gnieciona przez specjaliste!) a na zakonczenie zaproponowal wizyte u siebie w gabinecie.
Do tej pory odnosilam sie sceptycznie do wydawania pieniedzy w ten sposob (nigdy wczesniej nie bylam masowana profesjonalnie). Tym razem, po probce jaka zademonstrowal mi G stwierdzilam, ze moze i warto pozwolic sobie na odrobine luksusu (tym bardziej, ze bol plecow powraca teraz co 2 tygodnie). Nie chcialo mi sie jednak jechac az do O, gdzie przyjmuje G. Na szczescie okazalo sie, ze dziewczyna mojego przyjaciela jest rowniez masazystka i mieszka calkiem niedaleko.
Wczoraj, przez bite 2 godziny, H masowala mi:
stopy,
palce u stop,
lydki,
uda,
plecy,
szyje,
glowe,
ramiona,
przedramiona,
dlonie,
palce u dloni, twarz,
platki uszu.
Wrocilam do domu z blogoscia wypisana na twarzy, pokryta oliwka i pachnaca jak lawenda i trawa cytrynowa.
To byly najlepiej wydane pieniadze w tym miesiacu.
Wednesday, December 10, 2008
Odezwa
Do lepkorekich celnikow,
do zlodzieji dostarczajacych paczki,
do tych ludzi, ktorzy polaszczyli sie na rzeczy, ktore nie maja znacznej wartosci materialnej, ale mialyby wartosc sentymentalna dla moich przyjaciol, ktorym wyslalam do Polski paczke z prezentami swiatecznymi,
OBY WAS POKRECILO!
do zlodzieji dostarczajacych paczki,
do tych ludzi, ktorzy polaszczyli sie na rzeczy, ktore nie maja znacznej wartosci materialnej, ale mialyby wartosc sentymentalna dla moich przyjaciol, ktorym wyslalam do Polski paczke z prezentami swiatecznymi,
OBY WAS POKRECILO!
Monday, December 8, 2008
Przyjazn
- Nie bedziesz sama w Californi- probuje mnie pocieszyc Maz- przeciez jest tam A..
A. poznalam, gdy przyjechalam do Stanow w 2005 roku. W parku, w ktorym pracowalam, byla specjalista od zarzadzania zasobami ludzkimi.
Najpierw laczyly nas tylko stosunki zawodowe. Nie przepadalam za nia.
Pozniej poznalam ja blizej, zrozumialam na czym polega jej praca i troche zmienilam zdanie.
A. byla wspollokatorka i dlugoletnia przyjaciolka Meza. Przez pare tygodni mieszkalismy razem. Polubilam ja. Z tego, co pamietam (a pamietam dziwnie niewiele), dosc przyjemnie spedzalysmy razem czas.
Pod koniec lata 2005 A. przeprowadzila sie z Alabamy do Californi. Ja przebywalam wtedy w Polsce. Kontakty nieco sie rozluznily. A. odpowiedziala na kilka z moich licznych emaili; glownie opisywala, jak bardzo jest zajeta i jak bardzo nie ma na nic czasu.
Do Stanow wrocilam w 2006 roku w czerwcu. A. zadzwonila do Meza, mowila jak bardzo cieszy sie, ze przyjechalam. Rozmawialam z nia przez chwile.
Kolejny raz rozmawialysmy w grudniu 2007. Z telefonu Meza. Nigdy nie zadzwonila do mnie osobiscie.
Maz mowi, ze przeszla przez trudny rozwod, ze bylo jej ciezko, dlatego izolowala sie od wszystkich. Nie wydaje mi sie to wystarczajacym wytlumaczeniem. Jesli miala czas, aby zadzwonic do niego, jesli miala czas aby codziennie logowac sie na portale spolecznosciowe, to mialaby czas na kontakty ze mna, jesli rzeczywiscie tak bardzo mnie lubi.
Obecnosc A. w Californi jest mi absolutnie obojetna. Ani mnie ona ziebi ani grzeje.
Maz mowi, ze jestem niesprawiedliwa, jednak zycie nauczylo mnie, ze jesli ktos nie chce utrzymywac z nami kontaktow, to nie ma co o nie na sile zabiegac. Prawdziwa przyjazn wymaga dwojga zabiegajacych o nia ludzi.
Kiedys staralam sie dostosowywac, byc wyrozumiala i cierpliwa. Teraz, jesli ktos uporczywie mnie ignoruje, przestaje sie taka osoba interesowac.
Moze to egoistyczne podejscie, ale nie ma w moim zyciu miejsca dla ludzi, w ktorych zyciu nie ma miejsca dla mnie.
A. poznalam, gdy przyjechalam do Stanow w 2005 roku. W parku, w ktorym pracowalam, byla specjalista od zarzadzania zasobami ludzkimi.
Najpierw laczyly nas tylko stosunki zawodowe. Nie przepadalam za nia.
Pozniej poznalam ja blizej, zrozumialam na czym polega jej praca i troche zmienilam zdanie.
A. byla wspollokatorka i dlugoletnia przyjaciolka Meza. Przez pare tygodni mieszkalismy razem. Polubilam ja. Z tego, co pamietam (a pamietam dziwnie niewiele), dosc przyjemnie spedzalysmy razem czas.
Pod koniec lata 2005 A. przeprowadzila sie z Alabamy do Californi. Ja przebywalam wtedy w Polsce. Kontakty nieco sie rozluznily. A. odpowiedziala na kilka z moich licznych emaili; glownie opisywala, jak bardzo jest zajeta i jak bardzo nie ma na nic czasu.
Do Stanow wrocilam w 2006 roku w czerwcu. A. zadzwonila do Meza, mowila jak bardzo cieszy sie, ze przyjechalam. Rozmawialam z nia przez chwile.
Kolejny raz rozmawialysmy w grudniu 2007. Z telefonu Meza. Nigdy nie zadzwonila do mnie osobiscie.
Maz mowi, ze przeszla przez trudny rozwod, ze bylo jej ciezko, dlatego izolowala sie od wszystkich. Nie wydaje mi sie to wystarczajacym wytlumaczeniem. Jesli miala czas, aby zadzwonic do niego, jesli miala czas aby codziennie logowac sie na portale spolecznosciowe, to mialaby czas na kontakty ze mna, jesli rzeczywiscie tak bardzo mnie lubi.
Obecnosc A. w Californi jest mi absolutnie obojetna. Ani mnie ona ziebi ani grzeje.
Maz mowi, ze jestem niesprawiedliwa, jednak zycie nauczylo mnie, ze jesli ktos nie chce utrzymywac z nami kontaktow, to nie ma co o nie na sile zabiegac. Prawdziwa przyjazn wymaga dwojga zabiegajacych o nia ludzi.
Kiedys staralam sie dostosowywac, byc wyrozumiala i cierpliwa. Teraz, jesli ktos uporczywie mnie ignoruje, przestaje sie taka osoba interesowac.
Moze to egoistyczne podejscie, ale nie ma w moim zyciu miejsca dla ludzi, w ktorych zyciu nie ma miejsca dla mnie.
Tuesday, December 2, 2008
Nietoperz
Szykujemy sie z Mezem do wyjscia. Stoje przed drzwiami naszego mieszkania i czekam na Meza, ktory jak zwykle czegos szuka (kluczy, spodni, paska, okularow). Gapie sie tepo w przestrzen korytarza przede mna.
Lampy pala sie jasno.
Nagle zza zakretu hallu wylatuje najprawdziwszy nietoperz, zatacza kolo, po czym zawraca i oddala sie lotem koszacym.
Lampy nadal pala sie jasno.
Lampy pala sie jasno.
Nagle zza zakretu hallu wylatuje najprawdziwszy nietoperz, zatacza kolo, po czym zawraca i oddala sie lotem koszacym.
Lampy nadal pala sie jasno.
Saturday, November 29, 2008
Black Friday
Jest taki dzien,
tylko jeden raz do roku,
kiedy ludzie wyruszaja na zakupy, gdy jest jeszcze ciemno. A to za sprawa olbrzymich przecen (az do 60%!).
Ten dzien nastaje w piatek po Swiecie Dziekczynienia. Niektore sklepy sa otwarte juz od godziny 4 rano!
Maz caly czas jest w podrozy sluzbowej, pomyslalam wiec, ze to doskonala okazja, zeby dokonczyc kupowanie prezentow w spokoju, sama, bez przymusu pojscia tam, gdzie chce druga osoba. Postanowilam rowniez uczynic zadosc prosbie Meza i kupic sobie wreszcie te nowa torebke (no skoro nalega...).
Najblizszy pasaz handlowy mial byc otwarty o 6. Aby byc tam na czas musialam wstac o godzinie 4:30. Znajomi, ktorym oznajmilam swoj plan, patrzyli na mnie z niedowierzaniem.
Wyjechalam o 4:45. Oczywiscie bylo wciaz zupelnie ciemno. Jazda nieoswietlona droga w nocy zawsze przypomina mi podroz bardziej w czasie niz w przestrzeni: dokola czarno, nic nie widac, a po jakims czasie po prostu pojawiamy sie w miejscu, do ktorego jedziemy.
Im blizej bylam, tym wiecej samochodow pojawialo sie na drodze. Zanim wyruszylam w droge ubolewalam troche nad faktem, iz Maz zabral ze soba GPS (to byla moja pierwsza samodzielna podroz do tego miasta), ale szybko przekonalam sie, ze zabladzic bylo nie sposob: wystarczylo po prostu jechac za sznurem samochodow.
O 6:05 powital mnie pelen parking pod pasazem handlowym. W sklepach roilo sie od ludzi, niektorzy przechadzali sie w pizamach. Troche mi ulzylo, bo nieobeznana ze zwyczajami Czarnego Piatku caly czas mialam dziwne przeczucie, ze okaze sie byc jedna z niewielu szalonych osob, ktorym chcialo sie wstac tak rano, zeby isc na zakupy.
Najwiecej czasu zabral mi wybor odpowiedniej torebki; krazylam po stoisku chyba z godzine, (pani, ktora ukladala towar na polkach pewnie myslala, ze jesem niespelna rozumu). Z reguly nosze jedna tak dlugo, az sie zniszczy lub wyjdzie z mody, i wtedy kupuje nowa. Torebka, ktora wybieram, musi pasowac do wszystkiego. Znalazlam taka, co do ktorej nie moglam sie zdecydowac czy jest szczytem kiczu, czy szczytem uroku. W koncu doszlam do wniosku, ze tego drugiego, i kupilam ja.
Weszlam na chwile do sklepu Abercrombie&Fitch, ale ucieklam z niego czym predzej. Naprawde, co to za zwyczaj psikania firmowymi perfumami wszystkiego wokolo. Intensywnosc zapachu byla nie do wytrzymania.
Zupelnie niedorzecznym pomyslem wydaje mi sie branie na zakupy bladym switem dzieci w wieku wozkowym. Do szalu doprowadzali mnie ludzie, probujacy w waskim przejsciu miedzy polkami wykrecic olbrzymim, wypozyczonym wozkiem (jesli juz naprawde musieli zabrac te dzieci, to przynajmniej powinni przywiezc rowniez wlasne wozki, ktore sa zwykle duzo mniejsze od tych sklepowych grzmotow).
Okolo godziny 9 okazalo sie, ze faktycznie, rozpoczecie zakupow o 6 bylo dobrym pomyslem. Pasaz handlowy pekal w szwach. Przy kasach ustawialy sie kolejki. Przejscie z jednego konca sklepu na drugi trwalo wiecznosc. Na szczescie do tego czasu mialam zalatwione wszystkie moje potrzeby. Spozywszy salatke z Subway wsiadlam do samochodu i wrocilam do domu.
Bilans?
lekki bol glowy z niewyspania,
wydane 200 dolarow,
6 prezentow gwiazdkowych,
1 torebka,
1 perfumy.
Bylo warto.
M. powiedziala mi, ze obserwujac ilosc ludzi robiacych zakupy w Czarny Piatek mozna ocenic w jakim stanie ekonomicznym jest gospodarka.
Wyglada na to, ze ma sie ona wciaz calkiem dobrze.
tylko jeden raz do roku,
kiedy ludzie wyruszaja na zakupy, gdy jest jeszcze ciemno. A to za sprawa olbrzymich przecen (az do 60%!).
Ten dzien nastaje w piatek po Swiecie Dziekczynienia. Niektore sklepy sa otwarte juz od godziny 4 rano!
Maz caly czas jest w podrozy sluzbowej, pomyslalam wiec, ze to doskonala okazja, zeby dokonczyc kupowanie prezentow w spokoju, sama, bez przymusu pojscia tam, gdzie chce druga osoba. Postanowilam rowniez uczynic zadosc prosbie Meza i kupic sobie wreszcie te nowa torebke (no skoro nalega...).
Najblizszy pasaz handlowy mial byc otwarty o 6. Aby byc tam na czas musialam wstac o godzinie 4:30. Znajomi, ktorym oznajmilam swoj plan, patrzyli na mnie z niedowierzaniem.
Wyjechalam o 4:45. Oczywiscie bylo wciaz zupelnie ciemno. Jazda nieoswietlona droga w nocy zawsze przypomina mi podroz bardziej w czasie niz w przestrzeni: dokola czarno, nic nie widac, a po jakims czasie po prostu pojawiamy sie w miejscu, do ktorego jedziemy.
Im blizej bylam, tym wiecej samochodow pojawialo sie na drodze. Zanim wyruszylam w droge ubolewalam troche nad faktem, iz Maz zabral ze soba GPS (to byla moja pierwsza samodzielna podroz do tego miasta), ale szybko przekonalam sie, ze zabladzic bylo nie sposob: wystarczylo po prostu jechac za sznurem samochodow.
O 6:05 powital mnie pelen parking pod pasazem handlowym. W sklepach roilo sie od ludzi, niektorzy przechadzali sie w pizamach. Troche mi ulzylo, bo nieobeznana ze zwyczajami Czarnego Piatku caly czas mialam dziwne przeczucie, ze okaze sie byc jedna z niewielu szalonych osob, ktorym chcialo sie wstac tak rano, zeby isc na zakupy.
Najwiecej czasu zabral mi wybor odpowiedniej torebki; krazylam po stoisku chyba z godzine, (pani, ktora ukladala towar na polkach pewnie myslala, ze jesem niespelna rozumu). Z reguly nosze jedna tak dlugo, az sie zniszczy lub wyjdzie z mody, i wtedy kupuje nowa. Torebka, ktora wybieram, musi pasowac do wszystkiego. Znalazlam taka, co do ktorej nie moglam sie zdecydowac czy jest szczytem kiczu, czy szczytem uroku. W koncu doszlam do wniosku, ze tego drugiego, i kupilam ja.
Weszlam na chwile do sklepu Abercrombie&Fitch, ale ucieklam z niego czym predzej. Naprawde, co to za zwyczaj psikania firmowymi perfumami wszystkiego wokolo. Intensywnosc zapachu byla nie do wytrzymania.
Zupelnie niedorzecznym pomyslem wydaje mi sie branie na zakupy bladym switem dzieci w wieku wozkowym. Do szalu doprowadzali mnie ludzie, probujacy w waskim przejsciu miedzy polkami wykrecic olbrzymim, wypozyczonym wozkiem (jesli juz naprawde musieli zabrac te dzieci, to przynajmniej powinni przywiezc rowniez wlasne wozki, ktore sa zwykle duzo mniejsze od tych sklepowych grzmotow).
Okolo godziny 9 okazalo sie, ze faktycznie, rozpoczecie zakupow o 6 bylo dobrym pomyslem. Pasaz handlowy pekal w szwach. Przy kasach ustawialy sie kolejki. Przejscie z jednego konca sklepu na drugi trwalo wiecznosc. Na szczescie do tego czasu mialam zalatwione wszystkie moje potrzeby. Spozywszy salatke z Subway wsiadlam do samochodu i wrocilam do domu.
Bilans?
lekki bol glowy z niewyspania,
wydane 200 dolarow,
6 prezentow gwiazdkowych,
1 torebka,
1 perfumy.
Bylo warto.
M. powiedziala mi, ze obserwujac ilosc ludzi robiacych zakupy w Czarny Piatek mozna ocenic w jakim stanie ekonomicznym jest gospodarka.
Wyglada na to, ze ma sie ona wciaz calkiem dobrze.
Thursday, November 27, 2008
Swieto Dziekczynienia '2008
Kolejne Swieto Dziekczynienia za mna... zupelnie inne, niz poprzednie.
Maz niestety znowu wyjechal w delegacje. Zostalam zaproszona na swiateczny obiad do B., taty M.. Co ciekawe, na ten sam obiad zostala zaproszona jego byla zona, M., z jej obecnym mezem, G. (oraz cala masa innych osob, w tym druga zona B. i jej dwoch synow).
Pomimo, iz drogi M. i B. rozeszly sie, potrafia oni nie tylko rozmawiac ze soba, ale rowniez spedzac razem czas. I, naprawde, nie sa to stosunki wymuszone! Oni po prostu dobrze sie czuja w swoim towarzystwie.
Moje zdolnosci kulinarne pozostawiaja wiele do zyczenia, niestety nie jestem w stanie samodzielnie ugotowac zadnej skomplikowanej, swiatecznej potrawy. Zapytalam M. jak moge pomoc w przygotowaniach.
- Przyjdz do mnie, naucze cie piec- odparla M. z usmiechem.
Cala srode i czwartek przed obiadem pomagalam M. w przygotowywaniu jedzenia. Robilysmy placki, ciasta, zakaski i buleczki... Po raz pierwszy mialam okazje doswiadczyc swiat nie wypelnionych nerwowym krzataniem i obawami, czy wszystko uda sie zrobic na czas. Gotowanie odbywalo sie jakby mimochodem, miedzy pogaduszkami a piciem kawy. Udalo mi sie obrac mase slodkich ziemniakow, uksztaltowac mnostwo malych buleczek w ksztalcie wezelkow, pomoc w robieniu zakasek i prawie samodzielnie zrobic placek dyniowy.
Za co jestem wdzieczna w te swieta?
Za moja Amerykanska rodzine i przyjaciol.
Za B., dzieki ktoremu poznalam tylu wspanialych ludzi.
Za sekretny przepis na sernik, ktory dostalam od M., a ktorego recepture zabiore ze soba do grobu (zyskawszy wczesniej slawe jako wspaniala kucharka).
Maz niestety znowu wyjechal w delegacje. Zostalam zaproszona na swiateczny obiad do B., taty M.. Co ciekawe, na ten sam obiad zostala zaproszona jego byla zona, M., z jej obecnym mezem, G. (oraz cala masa innych osob, w tym druga zona B. i jej dwoch synow).
Pomimo, iz drogi M. i B. rozeszly sie, potrafia oni nie tylko rozmawiac ze soba, ale rowniez spedzac razem czas. I, naprawde, nie sa to stosunki wymuszone! Oni po prostu dobrze sie czuja w swoim towarzystwie.
Moje zdolnosci kulinarne pozostawiaja wiele do zyczenia, niestety nie jestem w stanie samodzielnie ugotowac zadnej skomplikowanej, swiatecznej potrawy. Zapytalam M. jak moge pomoc w przygotowaniach.
- Przyjdz do mnie, naucze cie piec- odparla M. z usmiechem.
Cala srode i czwartek przed obiadem pomagalam M. w przygotowywaniu jedzenia. Robilysmy placki, ciasta, zakaski i buleczki... Po raz pierwszy mialam okazje doswiadczyc swiat nie wypelnionych nerwowym krzataniem i obawami, czy wszystko uda sie zrobic na czas. Gotowanie odbywalo sie jakby mimochodem, miedzy pogaduszkami a piciem kawy. Udalo mi sie obrac mase slodkich ziemniakow, uksztaltowac mnostwo malych buleczek w ksztalcie wezelkow, pomoc w robieniu zakasek i prawie samodzielnie zrobic placek dyniowy.
Za co jestem wdzieczna w te swieta?
Za moja Amerykanska rodzine i przyjaciol.
Za B., dzieki ktoremu poznalam tylu wspanialych ludzi.
Za sekretny przepis na sernik, ktory dostalam od M., a ktorego recepture zabiore ze soba do grobu (zyskawszy wczesniej slawe jako wspaniala kucharka).
Tuesday, November 25, 2008
Dodge Avenger
Znajomemu znajomego wysiadl samochod. Nie wiadomo co sie stalo. Silnik dzialal, ale auto nie chcialo ruszyc, wydawalo z siebie tylko zlowieszcze stuki. Znajomy znajomego stwierdzil, ze jesli nie da sie go naprawic, to odda je na zlomowisko, tak ma juz dosyc tego grata.
Dodge Avenger odmowil posluszenstwa na srodku ulicy, trzeba wiec bylo go odholowac. Postanowilismy pomoc biednemu w potrzebie i zadzwonilismy po AAA.
Przyjechal ten sam pan, ktory dwa miesiace temu pomagal nam przy historii z hydrantem (http://ps-usa.blog.onet.pl/2,ID342321798,index.html). Zaczepil o wahacz dwa lancuchy, wciagnal auto na platforme.
Pan ruszyl. My (ja, Maz, znajomy i znajomy znajomego), w naszym aucie, za nim. Przejezdzamy przez tory kolejowe. Laweta podskakuje na nierownosciach, wskutek czego Dodge spada do polowy, tak, ze tylne kola wisza w powietrzu. Znajomy znajomego wydaje okrzyk radosci: jesli auto spadnie calkowicie i mocno sie zniszczy, ubezpieczenie wyplaci mu spora sume pieniedzy.
Laweta zatrzymuje sie, my rowniez. Wysiadamy z samochodu i udajemy sie na ogledziny.
Okazalo sie, ze samochod nie chcial ruszyc z miejsca, poniewaz zlamal sie w nim przedni wahacz. Z tego samego powodu zsunal sie z platformy.
Pan od lawety wciaga auto spowrotem na platforme, i, zabezpieczywszy je z tylu lancuchami, rusza w dalsza droge. My za nim.
Docieramy na miejsce. Dodge rowniez, w jednym kawalku.
Znajomy znajomego jest niepocieszony.
Dodge Avenger odmowil posluszenstwa na srodku ulicy, trzeba wiec bylo go odholowac. Postanowilismy pomoc biednemu w potrzebie i zadzwonilismy po AAA.
Przyjechal ten sam pan, ktory dwa miesiace temu pomagal nam przy historii z hydrantem (http://ps-usa.blog.onet.pl/2,ID342321798,index.html). Zaczepil o wahacz dwa lancuchy, wciagnal auto na platforme.
Pan ruszyl. My (ja, Maz, znajomy i znajomy znajomego), w naszym aucie, za nim. Przejezdzamy przez tory kolejowe. Laweta podskakuje na nierownosciach, wskutek czego Dodge spada do polowy, tak, ze tylne kola wisza w powietrzu. Znajomy znajomego wydaje okrzyk radosci: jesli auto spadnie calkowicie i mocno sie zniszczy, ubezpieczenie wyplaci mu spora sume pieniedzy.
Laweta zatrzymuje sie, my rowniez. Wysiadamy z samochodu i udajemy sie na ogledziny.
Okazalo sie, ze samochod nie chcial ruszyc z miejsca, poniewaz zlamal sie w nim przedni wahacz. Z tego samego powodu zsunal sie z platformy.
Pan od lawety wciaga auto spowrotem na platforme, i, zabezpieczywszy je z tylu lancuchami, rusza w dalsza droge. My za nim.
Docieramy na miejsce. Dodge rowniez, w jednym kawalku.
Znajomy znajomego jest niepocieszony.
Sunday, November 23, 2008
Miekkie lapki- update
Wyglada na to, ze byl to doskonaly pomysl. Teraz, gdy kotka probuje drapac, jej pazury po prostu sie slizgaja i nie dochodzi do poszarpania drapanej powierzchni. Rowniez zabawa stala sie bezbolesna, a kiedy Pom- Pom siedzi mi na brzuchu i "depcze", odczuwam tylko przyjemny masaz.
Jednak Amerykanie wiedza co robia.
Jednak Amerykanie wiedza co robia.
Saturday, November 22, 2008
Miekkie lapki
Patrzac na rozpruta przez kotke kanape zastanawialam sie nad nowymi sposobami, jakimi moznaby powstrzymac uparte zwierze od drapania. Na prozno. Do tej pory nic nie pomagalo: ani krzyk, ani klaskanie, ani psikanie woda. Odpazurzanie nie wchodzi w gre: uwazam to za okrutne i nigdy nie zrobilabym zwierzeciu czegos takiego.
W poniedzialek znalazlam http://softpaws.com/ .
Tylko w USA mozesz zakupic tipsy dla twojego kota w calej gamie kolorow i wyjatkowo niskiej cenie.
Dzis przyszla do mnie przesylka ze slicznymi, rozowymi pazurkami. Bede donosic na biezaco jak sie sprawuja.
W poniedzialek znalazlam http://softpaws.com/ .
Tylko w USA mozesz zakupic tipsy dla twojego kota w calej gamie kolorow i wyjatkowo niskiej cenie.
Dzis przyszla do mnie przesylka ze slicznymi, rozowymi pazurkami. Bede donosic na biezaco jak sie sprawuja.
Subscribe to:
Posts (Atom)