Monday, April 15, 2013

Boston Marathon 2013

Co roku w kwietniu Maz lata do Bostonu, robic zdjecia na Boston Marathon. W tym roku, oczywiscie, nie mialo byc inaczej. 
W zeszla srode Michael zdal sobie sprawe, ze bardziej jest potrzebny w weekend w biurze, niz jako kolejny fotograf na maratonie. Zadzwonil do szefa, ktory juz od kilku dni byl w Bostonie (bo ten maraton to wielkie wydarzenie i wymaga specjalnych przygotowan) i poprosil o pozwolenie pozostania w biurze w weekend. 
I zostal. 
Dzis po poludniu krajem wstrzasnela wiadomosc o wybuchu bomb w okolicy linii mety Maratonu Bostonskiego. Czyli dokladnie tam, gdzie bylby Maz. Michael zawsze, ZAWSZE! robi zdjecia na mecie. 
Wszyscy nasi fotografowie (w tym wielu moich bliskich przyjaciol i wspolpracownikow) sa cali i zdrowi. Media donosza, ze w Bostonie zginely 2 osoby, a 28 jest powaznie rannych. 
Nie rozumiem, dlaczego ktos wybral sobie na miejsce zamachu miedzynarodowa impreze o niezwykle pozytywnym wydzwieku, w ktorej biora udzial ludzie z calego swiata, ze wszystkich krajow, o roznych kolorach skory, wyznaniach, o roznym statusie spolecznym... Wogole nie rozumiem, czemu ludzie robia innym ludziom takie rzeczy.

Zalaczam 3 zdjecia Meza w pracy: pierwsze ilustruje nasza ulotke reklamowa i bylo zrobione wlasnie na Boston Marathon. Drugie bylo zrobione w Pasadenie (California) a trzecie w New Jersey. 




Monday, March 11, 2013

Konik

Dixon, klacz rodziny G, ozrebila sie w nocy z 28 lutego na 1 marca. Na swiat przyszlo takie cudo:




A tutaj konik - Joey - 3 dni po narodzinach:

03-03-2013 Dixon And Her Baby from Paulina Sinaga on Vimeo.












Friday, March 8, 2013

Fairfield Park and Recreation Indoor Mini Triathlon 2013

W polowie lutego wraz z kilkoma kolezankami z pracy wzielysmy udzial w Fairfield Park and Recreation Indoor Mini Triathlon 2013 - triatlonie organizowanym przez nasze lokalne centrum sportowe, odbywajacym sie wewnatrz budynku.
Tak, wiem, ze to brzmi zabawnie, ale przy dwudziestostopniowym mrozie trudno zorganizowac impreze sportowa na swiezym powietrzu (chyba, ze zawody narciarskie). Nasz triatlon odbyl sie w basenie, na rowerze stacjonarnym i na biezni.
Gdy otrzymalam email informujacy o triatlonie postanowilam namowic na udzial w nim kolezanki z pracy. Fajnie tak spotkac sie poza biurem i spedzic razem czas, na dodatek aktywnie. Udalo mi sie namowic 5 dziewczyn (w tym jedna w ciazy!) i stworzylysmy dwie druzyny: The Graceful Cheetahs oraz The Purring Cougars (kolezanki z tej druzyny byly nieco starsze, cougar, to okreslenie seksownej starszej pani).
Mnie wypadlo biec. Bieganie nie jest moja mocna strona, nie bylo ono mocna strona moich dwoch pozostalych kolezanek, stwierdzilam wiec, ze poswiece sie dla druzyny.
Maz zostal zatrudniony w charakterze fotografa. Po imprezie pobawilam sie Photoshopem i mamy takie oto pamiatkowe zdjecia:










The Purring Cougars zajely pierwsze miejsce, wygrywajac karnet na silownie. My zajelysmy drugie, wygrywajac karte prezentowa do hipermarketu o wartosci $45. Bawilysmy sie swietnie.

Tuesday, March 5, 2013

Burza sniezna Rocky

Burza sniezna Rocky zaatakowala w zeszly czwartek. Wiatr nie byl tak potezny jak podczas burzy snieznej Draco, i chyba dlatego napadalo duzo wiecej sniegu.




W srodku nocy snieg zaczal zsuwac sie z dachu, powodujac u mnie napady paniki, ze ktos wlamuje sie do domu. W piatek rano z trudem otworzylam drzwi frontowe do domu.

Monday, February 25, 2013

Moje kosmetyki - notka dla Malwiny

Dzis bedzie o moich kosmetykach.

Nie naleze do osob, ktore maluja sie codziennie. Przy wyborze kosmetykow czesto kieruje sie nosem. Nie jestem przywiazana do wielu marek, czesto zmieniam balsamy do ciala i szampony. Jest jednak kilka produktow, ktore bardzo lubie. Oto one:




CALGON Nourishing Body Cream - Tahitian Orchid - bardzo przyjemny balsam do ciala
Paul Mitchell Awapuhi Wild Ginger Texturizing Sea Spray - spray teksturyzujacy, swietnie dzialajacy na moje cienkie wlosy (niestety szalenie drogi). Bardzo lubie kosmetyki o zapachu imbiru.
Organix Coconut Milk Anti-Breakage Serum - serum kokosowe do zniszczonych wlosow. bardzo lubie produkty firmy Organix.
PINK SUGAR by Aquolina EDT - moje ulubione perfumy o dosc slodkim, ciezim zapachu.
Organix Coconut Milk & White Lotus Body Mist - mgielka do ciala.
Bodycology Brown Sugar Vanilla Body Mist - kolejna mgielka do ciala o zapachu cukru i wanilii.
Physicians Formula Organic Wear Tinted Moisturizer - Light to Natural - lekko barwiacy krem do twarzy, jednak nie tak gesty jak podklad. Physicians Formula to kolejna marka, ktora bardzo lubie. Produkty z tej serii mozna nabyc w hipermarkecie, sa niedrogie i dobre dla alergikow (takich jak ja).




Physicians Formula Happy Booster Glow & Mood Boosting Powder, Translucent 7318 - opalizujacy puder do twarzy
Physicians Formula Eye Liners - kredki do oczu: zielona, fioletowa, czarna i pare brazowych. Zestaw dla zielonych oczu.




Organix Shaping Body Souffle, Ever Slim, Coconut Milk White Chocolate - wyszczuplajacy krem do ciala. W wyszczuplanie nie wierze, ale swietnie ujedrnia, jest bardzo lekki i doskonale sie wchlania. Wlasnie mi sie skonczyl.



Old Spice Fresh Collection Body Wash Komodo - tak, wiem, ze to dla facetow :) ale kupowalam Mezowi zel pod prysznic tej samej firmy o innym zapachu (Fiji) i Komodo tak mi sie spodobal, ze kupilam dla siebie.

Wednesday, February 20, 2013

Szefowa odchodzi

Dziś rano dowiedziałam się, że 15 marca moja szefowa odchodzi z pracy. Po 15 latach w naszej firmie zdecydowała, że nie chce już pracować w marketingu, ale poswięcic się pracy w kościele, do ktorego należy (jak już kiedyś wspominałam, amerykańskie kościoły są połączeniem sanktuariów, szkół, przedszkoli, sal gimnastycznych, etc; SP zostanie więc zatrudniona na stanowisku sekretaryjno- kierowniczym na cały etat). Podejrzewam, że związek z jej decyzją ma również fakt, iż jej brat jest świetnie prosperującym właścicielem farmy żółwii i potrzebuje wspólnika.
Moją nową szefową będzie AN, która niedawno została zatrudniona przez naszą firmę (ale ma doświadczenie w marketingu).
Lubię AN, ale nie cieszy mnie odejście SP. Trochę obawiam się zmian związanych z jej brakiem. SP była pośrednikiem między nami a szefami, których punkt widzenia był nierzadko inny od naszego. Była klejem scalającym firmę i, przy okazji, naprawdę dobrą koleżanką. Będzie mi jej brakowało.

Sunday, February 10, 2013

Rotavirus gastroenteritis

W sobote wieczorem wybralismy sie ze znajomymi na obiad do restauracji.
W niedziele wieczorem Maz byl jakis niewyrazny. W poniedzialek rozpoczal dzien od wizyty w toalecie i pozostal na posterunku do wieczora. Ja poszlam do pracy, ale po poludniu poczulam dziwne skurcze i burczenie w brzuchu. Zauwazylam rowniez, ze moja kolezanka, ktora uczestniczyla w sobotniej biesiadzie, napisala na Facebooku cos o "grypie zoladkowej".
Wieczorem bylam przygotowana. Zjadlam lekka kolacje, zazylam naproxen i pepto-bismol, po czym polozylam sie spac.
O 2 rano obudzil mnie potworny bol brzucha i mdlosci.
Oszczedze Wam, drodzy czytelnicy, szczegolow mojej niemocy. Nie musze chyba pisac, ze nie poszlam tego dnia do pracy. Wygooglalam sobie za to wirusowe zapalenie zoladka i dowiedzialam sie, ze w Stanach zapada na nie okolo 3 miliony osob rocznie.
W czwartek dowiedzialam sie, ze siostra koleżanki tez jest chora.
Chyba wyczerpalismy z Mezem roczny limit chorob. Teraz musi byc tylko lepiej. Zreszta, mielismy sporo szczescia: moj kolega, ktory rowniez rozchorowal sie na zapalenie zoladka, wyladowal w szpitalu, powaznie odwodniony.

Tuesday, January 22, 2013

Ludzie i koty

Czytałam gdzieś, że gdy kot śpi z człowiekiem w łóżku, właściciel podświadomie układa się tak, żeby nie zgnieść pupila. Ciekawe, że tego samego zjawiska nie da się zaobserwować w stosunku do współmałżonka.
Oto mąż z Ding-Dongiem. Aby zrobić kotu miejsce, mąż ułożył się po przekątnej. Na mojej części łóżka.


Friday, January 18, 2013

Otarłam się o śmierć :)

W sobotę wieczorem postanowiłam pojechać na zakupy. Po wyjściu z domu zauważyłam, że zaczął padać śnieg: nie bardzo, tak sobie prószył. Nie było nawet sensu włączać napędu na 4 koła.
10 minut pózniej musiałam zwolnić do 20 mil na godzinę: śnieg padał tak, że nie było widać nic. Nie widziałam gdzie kończy się droga, a zaczyna pobocze, ani gdzie jest pobliski rów. Za mną jechały 2 samochody.
Pełzłam tak sobie wolniutko, slalomując z pobocza na drogę i spowrotem na pobocze, gdy nagle chyba zbyt gwałtownie obrociłam kierownicą i wpadłam w poślizg: najpierw niewielki, ale pózniej, gdy próbowałam kontrować, zaczęłam sie już ślizgać na całego. Przy tej prędkości nie bałam się nawet, że uderzy we mnie auto (wszyscy jechali 20 mph), ale że wpadnę do pobliskiego rowu i że będę dachować. Kierowcy za mną przytomnie zwolnili i utrzymywali dystans, ja zaś, wzywając głośno Bożej pomocy, obróciłam się o 180 stopni (a może 540? Sama już nie wiem) i wreszcie zatrzymałam się na pasie dla samochodów jadących w przeciwna stronę. Dobrze, że nic nie jechało.
Nieco roztrzęsiona włączyłam napęd na 4 koła i zaczęłam jechać w przeciwnym kierunku, szukając dogodnego miejsca, w którym mogłabym zawrócić. Tak, pojechałam na te zakupy. Stwierdzilam, że takie przeżycia muszą być czegoś warte.

Friday, January 11, 2013

60-godzinny tydzien

W poniedzialek szefostwo dalo mi pare projektow "last minute".
We wtorek bylam w pracy do 23:30. Zamierzalam pracowac "do oporu", az skoncze, ale zorientowalam sie, ze w srode rano szefowie beda w samolocie i nie beda w stanie sprawdzic tego, co zrobilam. To dawalo mi jakies dodatkowe 3 godziny. Pojechalam do domu.
W srode bylam w pracy do 22:00.
W czwartek bylam do 19:00 ale zabralam prace do domu.
Dzisiaj przygotowalam sobie "niezbednik": szczotka do zebow, pasta, krem do twarzy, grzebien, czysta bielizna i skarpetki, maly kocyk. Nastepnym razem gdy przyjdzie mi pracowac do poznych godzin nocnych, po prostu poloze sie spac na kanapie w biurze. SH, jeden z naszych managerow, bardzo czesto tak robi. Ja bede po prostu lepiej przygotowana.

Tuesday, January 8, 2013

Uzbrojeni

Mieszkam w rejonie Stanów Zjednoczonych, w którym chyba każdy ma broń. Nie przesadzam.
Kilka dni temu mój kolega z kościoła pochwalił się na Facebooku, że dostał uprawnienia do noszenia przy sobie nabitej, ukrytej broni (concealed carry). W najbliższą sobotę, W KOŚCIELE, zaprezentował dumnie swój pistolet.
Mój inny kolega ma karabin kaliber 50. Jest wprawdzie myśliwym, ale tego gnata trudno chyba użyć na zwierzęciu mniejszym niż słoń. Z tego co wiem i widziałam, koledzy zabawiają się strzelaniem tym czymś w drzewa. Wystrzał z tej broni brzmi, jakby w okolicy wybuchła bomba (przynajmniej ja mam takie skojarzenia).
Moja koleżanka z pracy jest samotną matką z czwórką dzieci. Nie przelewa im się. W domu ma 10 różnych rodzajów broni, od pistoletów po karabiny.
Tragedia, do której doszło w Sandy Hook Elementary, sprawiła, że dyskusje na temat posiadania broni przez cywilów rozgorzały ze zdwojoną siłą. Moi facebookowi znajomi prześcigają się wręcz we wstawianiu tematycznych postów.
Nie posiadam broni. Nigdy jej nie posiadałam i nie odczuwam potrzeby / zagrożenia, które mogłoby skłonić mnie do jej nabycia. Może to się kiedyś zmieni, nie mam pojęcia.
Pozwolę sobie poniżej zacytować posty / opinie moich kochających broń znajomych, ktore najbardziej mnie poruszyly, oraz je skomentować.
1. Noszenie broni jest prawem każdego obywatela Stanów Zjednoczonych. Zgoda na zwiększenie kontroli sprzedaży broni to zgoda na pozbawienie samego siebie konstytucyjnych praw. - Czy musimy korzystać z każdego prawa, z którego korzystać nie musimy, BO TAK? W imię zasad? Poza tym, o ile może jestem w stanie jakoś zrozumieć posiadanie pistoletu w celach samoobrony, o tyle kompletnie nie rozumiem, po co cywilowi potrzebna jest broń automatyczna???
2. Przecież musimy się jakoś bronić! - Przed kim? Nie jesteśmy w stanie wojny, przed kim mamy się tak uzbrajać? Poza tym, myślę, że gdyby przyszło nam strzelać do włamywacza, mało kto miałby jaja, żeby tak naprawdę pociągnąć za spust.
3. Nie obwiniamy samochodów za pijanych kierowców, którzy powodują wypadki. Nie obwiniajmy broni palnej za ludzi psychicznie chorych, którzy mordują ludzi! - Samochód służy do przemieszczania się z miejsca na miejsce. Niekiedy, w wyniku jego użycia, giną ludzie. Broń służy do zabijania. Celem jej użycia jest pozbawienie ludzi życia. Li i jedynie.
Nie jestem przeciwna posiadaniu broni przez cywilow, ale mysle, ze jej sprzedaz powinna sie odbywac wedlug jakichs regul, po sprawdzeniu historii kryminalnej potencjalnego nabywcy oraz po poddaniu go testom psychologicznym.

Saturday, January 5, 2013

Wyjątkowa opieka

W poniedziałek po stracie Boberty, pojechałam do weterynarza, żeby powiedzieć, co sie stało. Wszystkie pielęgniarki płakały ze mną. Przez te pare miesięcy, podczas licznych wizyt (i dłuższych pobytów Bobby w placówce), zdążyły się zaprzyjaźnić i ze mną, i z moją kotką.
Parę dni później otrzymałam drogą pocztową taką oto kartkę:




oraz wierszyk, prodczas czytania którego usiadłam w kuchni na podłodze i płakałam jak bóbr:




Ten szpital weterynarii nie należy do najtańszych, ale zapewnia zwierzętom naprawdę wysokiej jakości opiekę. Lekarze i pielęgniarki dzwonili do mnie wiele razy w ciagu dnia aby poinformować jak Bobby czuje się po sterylizacji oraz innych zabiegach. Gdy leczenie nie przynosilo rezultatow, przez 10 dni zatrzymali ją na obserwacje, za które nie zapłaciłam ANI DOLARA. Gdy dowiedzieli się o mojej stracie, rozumieli co czuję, i przysłali mi kartkę z kondolencjami.
Tak, wiem, że to tylko kot. Ale miło, że ktoś rozumie że dla mnie jest to kot wyjątkowy, ukochany przyjaciel.

Thursday, January 3, 2013

Choinkowa salatka

SKLADNIKI:
- liscie bocwiny poszatkowane we wstazki (ja uzylam kapuste wloska),
- pestki z 1 owocu granatu,
- 3/4 kubka zamrozonych winogron (ja moich nie zamrazalam),
- 2 pomarancze satsuma, pokrojone w plasterki (ja uzylam 2 mandarynek),
- 1 mala cebula, posiekana,
- 1/4 - 1/2 kubka posiekanych orzechow leszczynowych (mozna uzyc wloskich),
- 2 lyzki stolowe suszonej zurawiny,
- 1 jablko, posiekane.

DRESSING:
- 2 lyzki octu jablkowego,
- 1 lyzka syropu klonowego,
- 1/3 lyzeczki soli,
- 1/4 lyzeczki czarnego pieprzu,
- 1/8 lyzeczki sproszkowanej kolendry,
- 1/8 lyzeczki kurkumy,
- szczypta pieprzu kajenskiego,
- miazsz z pomaranczy


Pelen przepis mozecie znalezc tutaj:
http://kblog.lunchboxbunch.com/2012/12/christmas-tree-salad-pomegranate-pecans.html?m=1

Tuesday, January 1, 2013

Wszystko, o co kiedykolwiek chcieliscie zapytac...

W 2007 roku zalozylam bloga. Chcialam, aby moja rodzina i znajomi w Polsce mogli na biezaco sledzic moje przygody, oraz, razem ze mna, poznawac kulture Stanow Zjednoczonych. Piszac przez prawie 6 lat udalo mi sie zgromadzic rzesze wiernych czytelnikow i nawiazac fantastyczne przyjaznie. Jestem bardzo wdzieczna za Wasze zainteresowanie i wszystkie zyczliwe komentarze. Dziekuje, ze jestescie ze mna!
Bloga pisze dla Was i chce pisac o rzeczach, ktore Was interesuja. Prosze, napiszcie w komentarzach (lub w prywatnej wiadomosci), jakie tematy chcielibyscie abym poruszyla, jaki element zwiazany z kultura Stanow Zjednoczonych przyblizyla, jakie zdjecia wstawila. Postaram sie odpowiedziec na wszystkie pytania.

Monday, December 31, 2012

Rok 2012 w obrazkach

STYCZEN:
 Zaczynalismy ten rok mieszkajac wciaz u kolegi.

LUTY:
 Dostalam wlasne biuro!

MARZEC:
 Odkrywam piekno zwierzat hodowlanych.

KWIECIEN:
Robi sie cieplo. Towarzysze Michaelowi w wyprawach wedkarskich.

MAJ: 
 Jade na moja pierwsza konferencje Silverpop, polaczona z koncertem zespolu Blues Traveler.

CZERWIEC:
Moje 30. urodziny. Michael, aby uczcic zalobe po mojej utraconej mlodosci, zamawia ciasto z czarnym lukrem.

LIPIEC: 
 Kupujemy dom! Ucze sie sztuki ogrodniczej.

SIERPIEN:
Miniwakacje w Californi, polaczone z praca oraz spotkaniami z przyjaciolmi z kosciola. 

WRZESIEN: 
Boberta jest moja najlepsza przyjaciolka. Szczegolnie, gdy grabie liscie.

PAZDZIERNIK: 
Ciagnik party!

LISTOPAD: 
Wycieczka do Polski. 

GRUDZIEN:
Burza sniezna Draco atakuje.

Wszystkim zycze fantastycznego Sylwestra i szczesliwego Nowego Roku 2013!

Wednesday, December 26, 2012

Swiateczna grypa

W piatek przed swietami zaczelo mnie cos lamac. W sobote dopadla mnie taka grypa, ze nie moglam wstac z lozka. Jako, ze bylam juz chora od dobrego tygodnia, postanowilam wybrac sie do lekarza, zeby upewnic sie, ze to nie cos gorszego. 
Klinika, do ktorej zwykle chodze, byla zamknieta w sobote, zadzwonilam wiec do dwoch klinik w Fairfield. W obu powiedzieli mi, ze maja pelen grafik, i, ze jesli nie bylam wczesniej ich pacjentka, to nie moga mnie przyjac nawet dodatkowo. Odmowili nawet przyjecia mnie w poniedzialek, srode, czwartek i piatek zaslaniajac sie pelnym grafikiem i faktem, ze nie jestem ich pacjentka! Bylam niesamowicie zaskoczona i zla.
W poniedzialek, w mojej klinice dowiedzialam sie, ze mam infekcje obu uszu i gardla. To ciekawe, uszy mi akurat nie dokuczaly. Zostaly mi przepisane antybiotyki i sterydy, ktore niezwlocznie wykupilam po czym wrocilam do domu, aby spedzic Wigilie z rodzicami na Skype. 
Dopiero dzisiaj udalo mi sie wstac z lozka, zadzwonic do paru znajomych i nie brzmiec jak zombie. 

Przyjmijcie ode mnie spoznione, ale szczere, zyczenia Swiateczne. Niech Nowy Rok obfituje w same radosne wydarzenia!

Friday, December 21, 2012

W telegraficznym skrócie

25 listopada wsiadłam w samolot i poleciałam odwiedzić rodzinę w Polsce. Wycieczka minęła jak z bicza trzasnął, w dużej mierze dlatego, że aktywnie udzielałam się towarzysko, ale również dlatego, że naprawdę był to bardzo krótki wyjazd. 2. grudnia byłam już spowrotem w Iowa.
Na lotnisku przywitała mnie koleżanka (Michael był w podróży służbowej) oraz temperatura 17 stopni. W grudniu! Wszyscy zgodnie twierdzili, że to najcieplejsza zima od iluśtam lat.
Wreszcie doszła do skutku transakcja kupna pewnej firmy przez naszą. Jest to bardzo ekscytujące wydarzenie (jeden z szefów stwierdził, ze nie był tak podekscytowany, odkąd zaprzestaliśmy używania kliszy i przeszliśmy na fotografię cyfrową), ale też wymagające wielu zmian oraz wytężonej pracy. Z tego powodu, pomimo szalejącej grypy, wszyscy przychodzili do biura.
W zeszły piątek dopadło i mnie. Na nieszczęście w zeszły weekend musiałam pracować, możecie sobie więc wyobrazić, jak mi szło. Dobrze, że pracę mogłam wykonać z domu, między jednym smarknięciem a drugim.
Do poniedziałku polepszyło mi się na tyle, że postanowiłam pójść do pracy. Normalnie staram się pierwsze dni grypy spędzić w izolacji, ale nie było od kogo się izolować. Wszyscy byli albo chorzy, albo w fazie zdrowienia.
W poniedziałek przyjechali do nas przedstawiciele firmy, którą wykupiliśmy i wszyscy oddaliśmy się wspólnej pracy i budowaniu więzi koleżeńskich.
W środę rano zabrzęczał mój telefon ogłaszając, że w moim rejonie wprowadzono stan alarmowy ze względu na nadciągającą śnieżycę. Koledzy z nowej firmy szybko przebukowali loty i uciekli z Iowa zanim żywioł uderzył.
Prawdę mówiąc nie wierzyłam w żadną śnieżycę. Do środy nie spadł jeszcze ani jeden płatek śniegu. Zbierało się na deszcz ale temperatura była wybitnie plusowa i nic nie zwiastowało nadciągającej katastrofy (nic za wyjątkiem daty końca świata: 12/21/2012).
Wieczorem, w oddalonej o 30 mil knajpie, gdzie mają najlepszego na świecie kurczaka, odbyło się firmowe Christmas Party, uświetnione losowaniem zakupionych przez firmę prezentów, grami oraz wspólnym odspiewaniem napisanej przeze mnie piosenki "12 Days Of MarathonFoto Christmas" (na melodię oryginału "12 Days Of Christmas). Poproszono mnie rownież o zagranie i zaśpiewanej polskiej kolędy. Zaintonowałam "Cicha noc" po polsku, drugą zwrotkę wszyscy zaspiewaliśmy po angielsku i tym miłym, międzynarodowym akcentem zakończylismy imprezę.
Wyszliśmy z restauracji prosto w ukewny deszcz, w którym ciężko było prowadzić samochód. Z trudem dojechaliśmy do domu.
W czwartek obudziłam się o 7 rano i stwierdzilam, iż z jakiegoś powodu, jest wciąż ciemno. Wstałam i podeszłam do okna, które było całkowicie zalepione lodem i śniegiem. Na zewnątrz szalała śnieżyca, jakiej w życiu nie widziałam.
Dzięki napędowi na 4 koła udało nam się z Mężem dotrzeć do pracy. Byliśmy jednymi z niewielu osób w biurze, większości nie udało się dojechać. Okoliczne szkoły zostały pozamykane a o 13:30, w związku z coraz intensywniejszymi opadami śniegu (spowodowanymi, jak się wkrótce okazało, przez Śnieżycę Draco), wysłano i nas do domu.
W domu zastaliśmy zablokowane śniegiem i lodem drzwi wejściowe, przewroconego przez wichurę grilla, oraz taki oto widok: