Wednesday, April 25, 2012

Nieodpowiedzialny bankier

Przed nasza ostatnia, niedokonczona transakcja kupna domu w lutym, poprosilam Pana Od Kredytow o obiecane pismo potwierdzajace, ze kwalifikujemy sie do otrzymania pozyczki. Oczywiscie domu nie kupilismy, ale... pisma z banku tez nie dostalam. 
Zadzwonilam do Pana Od Kredytow kilka dni pozniej, i ponownie poprosilam o pismo. 
Cisza. 

Kilka tygodni temu moj szef, ktory polecil mi owego pana, wyznal, ze ma z nim, po raz pierwszy, problemy: facet go unika, nie odpowiada na telefony i emaile, dziala opieszale. Przyznalam, ze moje doswiadczenia z nim sa dokladnie takie same. 

Po obejrzeniu 20 domow w poszukiwaniu Tego Wlasciwego, oraz codziennym przejezdzaniu (w drodze do pracy) obok Niebieskiego Domku, postanowilismy spojrzec na niego raz jeszcze, przychylniejszym okiem, i zlozyc oferte. Aby byc przez wlasciciela traktowani jak powazni kupcy, musielismy przedstawic im pismo, o ktorym wspomnialam wyzej. Postanowilam dac jeszcze jedna szanse Panu Od Kredytow. Zadzwonilam do niego w poniedzialek rano, powiedzialam, gdzie jest dom, kim jest wlasciciel, ile kosztuje dom, ktory chcemy kupic oraz jaka kwote zaproponujemy (standardowe informacje) i poprosilam o pismo. Pan powiedzial, ze przekalkuluje wszystko jeszcze raz (cena obecnego domu znacznie rozni sie od ceny poprzedniego) i wysle mi email po poludniu. 
Emaila sie nie doczekalam.
We wtorek, rozczarowana i wkurzona, umowilam sie na spotkanie z dwoma innymi bankami.

Domyslam sie, ze powodem braku wspolpracy ze strony Pana Od Pozyczek byl fakt, ze duzo na nas nie zarobi, bo nie szukamy drogiego domu. Jestem w stanie to zrozumiec. Ale nie potrafie zrozumiec, ze nie umie mi tego powiedziec prosto w oczy! Jak moge ufac bankowi, ktorego przedstawiciel nie prowadzi z nami dialogu? Jak moge powierzac moje pieniadze komus, kto mnie zwodzi?!

Michael lowi ryby... i osiaga sukcesy :)


Friday, April 20, 2012

Przygody Męża w podróży służbowej- Boston- Nocny marek

Mąż obudził się w środku nocy i, nie zapalając światła, udał po omacku do łazienki za potrzebą. Lewą rękę miał wyciągniętą przed siebie, prawą zaś macał w półśnie po ścianie, w poszukiwaniu włącznika.
Nie wiedział, biedaczek, że w łazience przebywa SH, jego współlokator, przywiedziony do przybytku w dokładnie tym samym celu, który w trosce o niezakłócony sen kolegów, również nie zapalił światła.
SH, słysząc drapanie po ścianie, raptownie odwrócił się, napotykając na rozcapierzone palce Męża. Przerażony zaczął krzyczeć. Mężowi udzielił się nastrój grozy i rownież zaczął krzyczeć, uiekając w poplochu do łóżka. Hałasy obudziły śpiącego w trzecim łóżku JR, który, wystraszony, zaczął pojękiwać. To z kolei rozproszyło uciekającego Męża, który potknął się i runął na podłogę.
- Nigdy w życiu tak się nie bałem...!- wycharczał, ściągając z łóżka poduszkę i zwijając się wraz z nią na podłodze w pozycję embrionalną.

Wednesday, April 18, 2012

Przygody Męża w podróży służbowej- Boston- Spragnieni

Późnym wieczorem, Mężowi i jego dwóm kolegom, JR i SH, zachciało się piwa. Monopolowy zamknięto o 11:00 PM, drużyna przybyła doń o 11:04. Nie udało się, naszym bohaterom, nakłonić sprzatajacej obsługi sklepu do ponownego jego otwarcia. Ten drobny incydent nie zniechęcił panów: szybko wypatrzyli otwarty bar sportowy (miejsce, gdzie można napić się piwa, zjeść kurczaka w sosie barbecue oraz obejrzeć mecz z kolegami), w którym mogli ugasić pragnienie. Zdecydowanym krokiem weszli do środka... i zamarli.
Wszyscy goście baru, bez wyjątku, byli czarni i potężnych rozmiarów. Na dodatek, na widok dwóch białasów i jednego Azjaty, zaczęli wrzeszczeć wniebogłosy, wskazywać ich palcami i grozić zaciśniętymi w pięści dłonie!
Panowie już, już, zaczęli sie wycofywać, gdy dotarło do nich, że czarni bracia kibicują tej samej drużynie baseballowej, i ze to na jej cześć wznoszą okrzyki a (dziwnym zbiegiem okoliczności) nad ich głowami, nad wejściem, wisi telewizor. Zdecydowali sie więc przycupnąć przy jednym ze stolików.
- Nie patrzcie sie na ich kobiety- pouczył SH półgłosem- bo nas zabiją.
:)

Friday, April 13, 2012

Wspomnienie

Będąc jeszcze w Californi dostaliśmy telefon od kuzynki Michaela: jego wujek był w szpitalu, po operacji poczwórnego bypassu serca. Po uzyskaniu pozwolenia lekarzy i najbliższej rodziny pojechaliśmy go odwiedzić.
Operacja miała miejsce w nocy, my stawilismy sie w szpitalu około południa. Wujek był przytomny, uśmiechał sie, a zobaczywszy mnie (pierwszy raz w życiu) powiedział:
- a ty jesteś Paulina, żona Michaela. Widziałem cię on YouTube!

Sunday, March 25, 2012

Na rowerze

Rozpoczęłam sezon rowerowy 12- milową jazdą. Było cudownie.
Teraz nie mogę ani chodzić ani siadać.



Thursday, March 22, 2012

81 koz - UPDATE

Tego samego popoludnia LMC, kolega od koz, sprzedal 40 kozlat po pieciokrotnie wyzszej cenie.
Dzis sprzedal reszte do petting zoo- ogrodu zoologicznego, do ktorego dzieci przychodza uczyc sie o zwierzetach gospodarskich. Moga je rowniez dotykac, bawic sie z nimi, a nawet "zaadoptowac".
Wyglada na to, ze wiekszosc kozlat ma szanse na "spokojna starosc". 
Nawiasem mowiac, nie przypuszczalam, ze na kozach mozna zrobic taki biznes :) .

Wednesday, March 21, 2012

81 koz

Ten sam kolega, ktory kilka dni temu przyniosl owce do biura, dzis zakupil 81 kozlatek, ($1 za sztuke).
Nie moglam przepuscic takiej okazji i dzisiejszego popoludnia pojechalam do jego gospodarstwa.












A oto zdjecia z mojej pierwszej w zyciu, samodzielnej jazdy konnej:



Ginger:

Monday, March 19, 2012

Życia krąg

Dziś rano konik odszedł.
W tym samym czasie oźrebiła się druga klacz rodziny G.
Życie zatoczyło koło.

Saturday, March 17, 2012

Sobota obfitujaca w wydarzenia

Maz wyjechal w srode robic zdjecia na LA Marathon. Wroci w poniedzialek.
RK i PK, moi znajomi z kosciola, zaprosili mnie na sobotni lunch. To mile, ze ktos pamieta, ze w weekendy jestem sama, i mysli o mnie.
Po lunchu postanowilismy pojechac do Bentonsport IA, miejscowosci oddalonej od Fairfield o prawie 30 mil. Mamy w Iowa prawdziwa wiosne, z 25 stopniami Celsjusza. Pogoda dopisywala, RK, ex-hippis, wyprowadzil Harleja z garazu, i zaproponowal, ze pojedziemy na nim. Nie trzeba bylo zachecac mnie dwa razy:


Milo bylo ogladac pierwsze oznaki wiosny z tylnego siedzenia motocykla. Jechalismy po szosie, przez mosty, parki, i wkolo jeziora... zona RK, PK, podazyla za nami samochodem.
Bentonsport IA jest malym, niezwykle urokliwym miasteczkiem, ze starymi domami, pieknym mostem, lokomotywa przerobiona na hotel, oraz Muzeum Indianskich Artefaktow. Jak Maz wroci z podrozy sluzbowej, zabiore go w to miejsce.
















Rodziny G nie bylo dzis rano w kosciele: ich klacz ozrebila sie 3 tygodnie za wczesnie, wiec zostali w domu, aby zajmowac sie zrebaczkiem. 
Niewiele wiem o koniach, poza tym, ze sa duze, podobno inteligentne, mozna na nich jezdzic, moga ugryzc od przodu lub kopnac od tylu. Totez ucieszylam sie, gdy rodzina G zgodzila sie na wieczorne odwiedziny, moje, PK i RK.
Ciaza u koni trwa 11 miesiecy. Bylam bardzo zdziwiona, ze urodzony 3 tygodnie przed terminem zrebak, ma jedynie 50% szans na przezycie.
Malenstwo lezalo w stajni na slomie. Nogi konika, za slabe, aby utrzymac jego ciezar, zostaly usztywnione, a do jego zoladka, przez nos, zostala wprowadzona rurka do karmienia. Lekarka weterynarii, ktora spedzila z konikiem cala noc i caly dzien, wydoila klacz, nakarmila zrebie, zaaplikowala antybiotyk i powiedziala, ze nastepne 7 dni zadecyduja o jego dalszym losie. 
Ponizej JG, moja kolezanka z kosciola, wlascicielka koni, mocuje rurke do karmienia przy szyi zrebaka. Na ostatnim zdjeciu konik wraz z mama, Barbie.




Mam nadzieje, ze konik przezyje.

Friday, March 16, 2012

Jak Mąż naprawił samochód

W naszym aucie, w okolicach przedniego prawego koła, coś zaczęło grzechotać. Nie ciągle, jedynie od czasu do czasu, podczas jazdy, gdy kierowca zdejmował nogę z gazu.
Grzechotało tak przez dobre 4 miesiące.
Zrobiło sie nieco cieplej. Jechaliśmy w Mężem długą, prostą, asfaltową jezdnią, on prowadził. W pewnym momencie nacisnął gaz do dechy. Samochód raptownie przyspieszył, w okolicach przedniego prawego koła coś zagrzechotało, stuknęło, a potem wyleciało przez rurę wydechową.
Od tamtej pory samochód nie grzechocze. A i wydajność bardzo się poprawiła.

Wednesday, March 14, 2012

Owieczka

Mąż koleżanki przyniósł dziś do naszego biura dwudniowe jagnię.
I dał mi potrzymać!


Leżąca w moich ramionach owieczka zaczęła przysypiać.
A panowie, nietaktownie, zaczęli dyskutować o sposobach przyrządzania jagnieciny.

Wednesday, March 7, 2012

Piernik Kętrzyński

Koleżanka z pracy upiekła piernik Kętrzyński, który przywiozłam jej z Polski w grudniu. Wyszedł doskonały.
To znaczy, ze obie odnioslysmy sukces: ona w pieczeniu, ja w tłumaczeniu przepisu.

Monday, March 5, 2012

Dziwna zima

Przeprowadzajac sie do Iowa bylam przygotowana na zime.
Snieg spadl dokladnie 3 razy: raz w grudniu, raz w styczniu i raz w lutym. Za kazdym razem stopnial w przeciagu 3-7 dni.
W czwartek bylo +17 stopni i piekne slonce.
W piatek rano jechalam do pracy, majac na sobie lzejsza kurtke i trampki. Okolo godziny 9 rano temperatura spadla do -2 stopni Celsjusza i zaczal padac snieg. Ale jak! Tak, to tej zimy jeszcze nie padal. Wracajac z pracy wlaczylam naped na 4 kola.
W sobote bylo +7 i wiekszosc sniegu stopniala.
W niedziele wieczorem byla sniezyca. Balam sie, ze jesli popada do rana, to nie bede w stanie wyjechac z podworka.
W poniedzialek rano mialam 1 cm. lodu na masce samochodu. Ulice pokryte byly pieciocentymetrowa warstwa ubitego sniegu.
Do wieczora temperatura podniosla sie do 15 stopni i snieg stopnial. Znowu mamy wiosne.

Friday, March 2, 2012

Ocalilam zycie

Udalo mi sie wyjsc dzis wczesniej z pracy, bo mialam potezne nadgodziny.
Koty nie przywitaly mnie na progu. To dziwne, bo zawsze, zawsze przybiegaja do drzwi, gdy wracam do domu. Jesli tak sie nie dzieje, to znaczy, ze albo ktos byl w domu pod moja nieobecnosc i nieopatrznie je wypuscil, albo padly trupem. 
Obeszlam caly dom, wolajac glosno oba zwierzaki. Nic. Zeszlam do piwnicy. Nic. Cisza. Obeszlam dom po raz drugi i trzeci, sprawdzajac, czy wszystko jest na swoim miejscu. Bylo.
Wzielam latarke i zeszlam do piwnicy. W jej najdalszym kacie zamajaczyl mi dlugi, sterczacy ogon. Podeszlam blizej. 
Koty, jak gdyby nigdy nic, polowaly na myszy. Nawet nie zwrocily na mnie uwagi, gdy podeszlam calkiem juz blisko, swiecac im w oczy. 
Wrocilam na gore i zajelam sie przygotowywaniem obiadu. 
Godzine pozniej koty przyniosly mysz, pobawily sie nia przez jakis czas, po czym stracily zainteresowanie i poszly spac. 
Wstalam aby pozbyc sie truchla, gdy zauwazylam, ze mysz oddycha. Do tego nie miala na sobie zadnych ran, czy innych sladow walki. Zrobilo mi sie jej zal i postanowilam wypuscic ja na wolnosc.
Kolega, z ktorym rozmawialam przez Skype'a, JL, madrze zasugerowal, zeby uwazac, bo myszy czesto udaja martwe, ale, np. podniesione za ogon, potrafia sie sprytnie podciagnac i szpetnie ukasic podnoszacego w palec.
Poszlam do kuchni po plastikowy pojemnik, ktorym nakrylam mysz, i kawalek kartonu, ktory podsunelam pod spod. Odwrocilam pojemnik i zajrzalam do srodka. Mysz nie ruszala sie, ale otworzyla szerzej oczy. 
Wynioslam stworzenie przed dom i delikatnie wytrzasnelam z pojemnika. Jak tylko mysz poczula swieze powietrze, zaczela isc, coraz szybciej, potem biec. 
Widok gryzonia oddalajacego sie ku wolnosci wprawil mnie w stan bezbrzeznej radosci. 
Sama nie czuje kiedy rymuje. 
:)

Tuesday, February 28, 2012

Wlasne biuro

Odkad zaczelam pracowac dla mojej firmy, urzedowalam w duzym pokojo-hallu, miedzy biurem mojej szefowej, a biurem kolezanki- graphic designer. 
Do dzis. 
Dzis nastal dzien przeprowadzki. Przed rozpoczeciem sezonu wytezonej pracy Maz przeniosl sie do biura obok. Do jego biura wprowadzil sie kolega, ktory blisko z nim wspolpracuje. Koordynatorka lotow przeprowadzila sie do pokoju konferencyjnego, gdzie, wraz z pracownikami zatrudnionymi na umowe- zlecenie, bedzie planowac loty fotografow. Kolezanka zajmujaca sie obsluga klienta, wprowadzila sie na miejsce koordynatorki, zaraz obok Meza z kolega.
A do jej biura przenioslam sie ja.



Moje biuro, jako jedyne na tym pietrze, ma szklane drzwi. Ten drobny szczegol oraz fakt, iz znajduje sie po stronie poludniowej, sprawia, iz jest to najlepszy pokoj w budynku. 4 lata temu w takim biurze (na pietrze) pracowal moj Maz (ciekawych zapraszam do przeczytania notki: http://ps-usa-pl.blogspot.com/2008/03/ommmmmm.html).

Tuesday, February 14, 2012

Wynki konkursu

W konkursie "Top 100 International Exchange and Experience Blogs 2012" zajelam 29 miejsce:

IX12 - Top 100 International Exchange and Experience Blogs 2012

Wszystkim serdecznie dziekuje za glosowanie.

Friday, February 10, 2012

Męska logika

Zima przebiegała do tej pory łagodnie: śnieg mieliśmy w grudniu i utrzymał sie jedynie przez tydzień, temperatura oscylowala w okolicach zera.
Do dzisiaj.
Dziś temperatura spadła do -10 stopni, zaczął padać drobny śnieg oraz wiać silny, przenikliwy wiatr.
Mąż uznał, iż warunki są wprost idealne, aby wspinać sie na 15 metrową drabinę i uszczelniać okna od zewnątrz.

Thursday, February 2, 2012

Koniec negocjacji

W srode zaproponowalismy 7% mniej, niz oryginalnie zadali wlasciciele. Niestety, -5% bylo ich ostatnim slowem. Zadecydowalismy, ze wycofamy sie z oferty. Cena byla troszeczke za wysoka.
No coz. Nie ten, to inny.