Otrzymuje wiele emaili i komentarzy z pytaniem, jak udało mi się na stałe, legalnie, zamieszkać w Stanach Zjednoczonych. Oto moja historia (w ogromnym skrócie):
W czerwcu 2006 przyjechałam do Stanow Zjednoczonych na program Work and Travel. Nie było moim celem przeprowadzenie się tu na stałe. Ameryka podobała mi się, ale nie wiazalam z nią mojej przyszłości. Stało się jednak inaczej: poznałam M, mojego obecnego meza.
Szybko okazało się, ze jesteśmy dla siebie stworzeni (tak, wiem, ze to brzmi szalenie banalnie) i wkrotce zostaliśmy mężem i żona. W tej sytuacji mogłam zacząć starać się o zielona kartę.
Moja procedura imigracyjna bardzo się przedłużyła- z rożnych powodów. Od momentu naszego ślubu do momentu uzyskania przez mnie zielonej karty minęło prawie dokładnie 3 lata.
Wielu z Was przysyła mi mejle z pomysłami typu: "chce przyjechać do USA na wizie turystycznej a potem jakoś załatwić pobyt stały" i pyta, co ja o tym myśle.
Po pierwsze- nie jestem prawnikiem. Nie mogę Wam udzielać żadnych rad.
Po drugie- "przesiedzenie" wizy turystycznej jest bardzo złym pomysłem. Praca "na czarno" nie jest fajna. Zycie w Stanach bez żadnych przywilejów i bez poczucia bezpieczeństwa oraz widmo deportacji jest tym, co Was czeka, jeśli Wasz pobyt nie będzie zalegalizowany.
Po trzecie- istnieją różnego rodzaju wizy, na których możecie legalnie pracować w Stanach Zjednoczonych. Istnieją rożne sposoby na uzyskanie zielonej karty. Zapytajcie o nie Waszego prawnika PRZED wjazdem do Stanow, nie po.
Po czwarte- procedura imigracyjna moze potrwać długie miesiące, czasem lata. Musicie być na to gotowi.
Po piąte- informacje o życiu Polakow w USA oraz ich procesach imigracyjnych możecie znaleźć na forum:
http://www.forum.usa.info.pl/
Polecam rownież zapoznanie się ze strona USCIS.
- Posted using BlogPress from my iPhone
Monday, November 15, 2010
Thursday, November 11, 2010
Monday, November 8, 2010
TOEFL- update
Dzis rano dostalam email z informacja, ze wyniki testu sa juz dostepne online.
Otrzymalam 99 punktow na 120 mozliwych.
80 kwalifikuje mnie do szkoly.
Jeden problem z glowy :)
Otrzymalam 99 punktow na 120 mozliwych.
80 kwalifikuje mnie do szkoly.
Jeden problem z glowy :)
Friday, November 5, 2010
Wednesday, November 3, 2010
Obiad z bylym szefem
RC, moj byly szef z Alabamy, przyjechal do Californi na jakas konferencje. Nie widzielismy sie dobrych pare lat, chociaz przez caly ten czas pozostawalismy w kontakcie emailowym i telefonicznym. Wreszcie nadarzyla sie okazja do spotkania.
Umowilismy sie na godzine 6:30 wieczorem, w lobby jego hotelu, RC, moj Maz i ja.
Nic sie nie zmienil. Wygladal dokladnie tak samo jak 3 lata temu.
RC zawsze byl mi bardzo zyczliwy. Ilekroc rozmawiamy przez telefon, mowi mi, jak bardzo brakuje mu mnie w biurze, i, ze jesli tylko zdecyduje sie na powrot, to mam zapewniona prace.
Och, zeby to tylko bylo takie proste...
Postanowilam, ze zapytam RC, co mysli o mojej obecnej pracy, o mojej ewentualnej przyszlej szkole, o rejestracji... Wysluchawszy mnie uwaznie, RC bez namyslu stwierdzil:
- Staraj sie o rejestracje.
Potem powiedzial mi, ze architekci tak naprawde nie zarabiaja takiej forsy, jak by sie wydawalo (pewnie jakies 70- 80 tysiecy rocznie, ale takie pieniadze, to ja bym wziela z pocalowaniem reki), i ze najwieksze dochody mozna uzyskac z akcji firmy, w ktorej sie pracuje. A w wiekszosci firm, akcje mozna kupic, jesli jest sie architektem zarejestrowanym.
I jesli potrzebuje jakiejs pomocy w uzyskaniu rejestracji, to on chetnie pomoze.
I, ze praca czeka na mnie, jesli tylko kiedykolwiek wroce do Alabamy.
I- czy wogole jesli jakas szansa, ze wroce?
No wlasnie... jest, czy nie ma?
Musze sie nad tym powaznie zastanowic. Bo wyglada na to, ze tak, czy inaczej musze szukac nowej roboty.
Umowilismy sie na godzine 6:30 wieczorem, w lobby jego hotelu, RC, moj Maz i ja.
Nic sie nie zmienil. Wygladal dokladnie tak samo jak 3 lata temu.
RC zawsze byl mi bardzo zyczliwy. Ilekroc rozmawiamy przez telefon, mowi mi, jak bardzo brakuje mu mnie w biurze, i, ze jesli tylko zdecyduje sie na powrot, to mam zapewniona prace.
Och, zeby to tylko bylo takie proste...
Postanowilam, ze zapytam RC, co mysli o mojej obecnej pracy, o mojej ewentualnej przyszlej szkole, o rejestracji... Wysluchawszy mnie uwaznie, RC bez namyslu stwierdzil:
- Staraj sie o rejestracje.
Potem powiedzial mi, ze architekci tak naprawde nie zarabiaja takiej forsy, jak by sie wydawalo (pewnie jakies 70- 80 tysiecy rocznie, ale takie pieniadze, to ja bym wziela z pocalowaniem reki), i ze najwieksze dochody mozna uzyskac z akcji firmy, w ktorej sie pracuje. A w wiekszosci firm, akcje mozna kupic, jesli jest sie architektem zarejestrowanym.
I jesli potrzebuje jakiejs pomocy w uzyskaniu rejestracji, to on chetnie pomoze.
I, ze praca czeka na mnie, jesli tylko kiedykolwiek wroce do Alabamy.
I- czy wogole jesli jakas szansa, ze wroce?
No wlasnie... jest, czy nie ma?
Musze sie nad tym powaznie zastanowic. Bo wyglada na to, ze tak, czy inaczej musze szukac nowej roboty.
Monday, November 1, 2010
Kregle
W tygodniu zadzwonila do mnie FS, moja przyjaciolka, z pytaniem, czy nie pomoglabym jej w niedziele zawiezc dziewczynki z naszego kosciola na brunch i kregle.
- Wiem, ze nie przepadasz za dziecmi, ale oddam ci za benzyne i wogole...- powiedziala proszaco.
O oddawaniu pieniedzy nie bylo nawet mowy. Faktycznie, dzieci to nie moja specjalnosc, ale dziewczynki, o ktorych mowa, maja po 12-13 lat. Z takimi dziecmi to ja bardzo chetnie gdzies pojde.
Zapakowalismy 11 osob w 3 auta i pojechalismy do Anaheim. Tam czekalo juz na nas sniadanie i 2 godziny kreglowania.
Bawilam sie swietnie, pomimo, iz moja rana kluta od czasu do czasu krwawila. Chyba jednak potrzebowalam tego szwu, ale FS, pielegniarka, powiedziala mi, ze po 12 godzinach od dziabniecia to juz nie ma sensu.
Po kreglach odwiozlam dziewczeta do FS, a sama pojechalam do domu na zasluzony odpoczynek. To byl bardzo intensywny weekend.
- Wiem, ze nie przepadasz za dziecmi, ale oddam ci za benzyne i wogole...- powiedziala proszaco.
O oddawaniu pieniedzy nie bylo nawet mowy. Faktycznie, dzieci to nie moja specjalnosc, ale dziewczynki, o ktorych mowa, maja po 12-13 lat. Z takimi dziecmi to ja bardzo chetnie gdzies pojde.
Zapakowalismy 11 osob w 3 auta i pojechalismy do Anaheim. Tam czekalo juz na nas sniadanie i 2 godziny kreglowania.
Bawilam sie swietnie, pomimo, iz moja rana kluta od czasu do czasu krwawila. Chyba jednak potrzebowalam tego szwu, ale FS, pielegniarka, powiedziala mi, ze po 12 godzinach od dziabniecia to juz nie ma sensu.
Po kreglach odwiozlam dziewczeta do FS, a sama pojechalam do domu na zasluzony odpoczynek. To byl bardzo intensywny weekend.
Sunday, October 31, 2010
Jack & Dewi Marpaung- koncert (2)
Central Park of Rancho Cucamonga wypelniony byl ludzmi. Moj tesc czekal juz na nas przy wejsciu i poprowadzil nas do tylnych drzwi, drzwi dla artystow. RB zaczal przygotowywac sprzet i pstrykac fotki testowe, ja mruczalam sobie pod nosem moje piosenki.
Okolo 8:30 stand up comedy rozpoczelo impreze. Wystepowal (jak zwykle na wszystkich wiekszych okazjach) facet, ktory (pomimo, iz jest Indonezyjczykiem) wyglada jak Obama. Za kazdym razem robi niesamowita furore.
Pierwsza tego wieczoru piosenke wykonalam ja. Ze sceny widzialam mojego tescia, przyjaciol, ich rodziny, widzialam jak usmiechaja sie do mnie i spiewaja ze mna, kolyszac sie w rytm muzyki. Za mna, zespol usmiechal sie z duma i satysfakcja, tak jakby mysleli sobie "to mysmy ja tego nauczyli". Schodzilam ze sceny, zegnana brawami, kciukami podniesionymi do gory i wesolymi okrzykami. Ludzie robili mi zdjecia.
Zajelam swoje miejsce w pierwszym rzedzie. Kobieta, siedzaca za mna, polozyla mi reke na ramieniu.
- Masz na nazwisko S.? Naprawde? zapytala z niedowierzaniem.
- Tak. Jestem synowa AS.- odpowedzialam
- Co ty powiesz!- wykrzyknela zdumiona- AS to moj wujek!
W ten wlasnie sposob poznalam kolejnego czlonka rodziny.
Wykonalam jeszcze dwie piosenki. Jedna z nich- z "Obama", ktory nagle poczul, ze dusza mu spiewa, i musi do mnie dolaczyc. Siedzacy na sali Jack i Dewi klaskali i smiali sie do mnie.
Zdecydowanie byl to moj najlepszy wystep. Potwierdzil to DR, kolega z zespolu, przybijajac mi "piatke".
Potem na scene weszla Dewi. Glos ma jak dzwon, gdzie mi tam do niej. Koncert szybko przerodzil sie we wspolna zabawe: Dewi zeszla ze sceny i zaczela tanczyc razem z publicznoscia tradycyjny, indonezyjski taniec, do ktorego mnie rowniez zaproszono. Musialo to wygladac zabawnie.
Po kilku piosenkach Jack wszedl na scene. Gdy tylko zabrzmial jego charakterystyczny, chropowaty glos, rozlegly sie huczne brawa. Nie dziwie sie, ze go tak lubia. Sama kupilam jego plyte, bo piosenki, ktore spiewal, bardzo milo mi sie kojarza: z probami, z koncertem, z akceptacja i z wielka, wielka radoscia.
Koncert skonczyl sie okolo godziny 11 w nocy. Jack i Dewi z checia pozowali do zdjec. Nagle ktos zapragnal zrobic sobie zdjecie ze mna, potem druga osoba, trzecia... potem robiono zdjecia mnie i Dewi. Bardzo to wszystko bylo mile.
Po drodze do samochodu zahaczylismy jeszcze o kuchnie, gdzie mozna bylo nabyc/dostac dobre, indonezyjskie jedzenie. RB po raz pierwszy mial okazje skosztowac takich smakolykow. Kupilam mu pudelko z deserami: zasluzyl sobie chlopak. Mam mase pieknych zdjec.
Po wszystkim odwiozlam RB do domu, wzielam od niego karte CF ze zdjeciami, pojechalam do domu, zrzucilam zdjecia na twardy dysk, i, choc byla juz 3:00 nad ranem, wstawilam dwa na facebooka:
Zasypialam z piosenkami Jacka & Dewi plynacymi z glosnikow.
To byl cudowny wieczor.
:)
Okolo 8:30 stand up comedy rozpoczelo impreze. Wystepowal (jak zwykle na wszystkich wiekszych okazjach) facet, ktory (pomimo, iz jest Indonezyjczykiem) wyglada jak Obama. Za kazdym razem robi niesamowita furore.
Pierwsza tego wieczoru piosenke wykonalam ja. Ze sceny widzialam mojego tescia, przyjaciol, ich rodziny, widzialam jak usmiechaja sie do mnie i spiewaja ze mna, kolyszac sie w rytm muzyki. Za mna, zespol usmiechal sie z duma i satysfakcja, tak jakby mysleli sobie "to mysmy ja tego nauczyli". Schodzilam ze sceny, zegnana brawami, kciukami podniesionymi do gory i wesolymi okrzykami. Ludzie robili mi zdjecia.
Zajelam swoje miejsce w pierwszym rzedzie. Kobieta, siedzaca za mna, polozyla mi reke na ramieniu.
- Masz na nazwisko S.? Naprawde? zapytala z niedowierzaniem.
- Tak. Jestem synowa AS.- odpowedzialam
- Co ty powiesz!- wykrzyknela zdumiona- AS to moj wujek!
W ten wlasnie sposob poznalam kolejnego czlonka rodziny.
Wykonalam jeszcze dwie piosenki. Jedna z nich- z "Obama", ktory nagle poczul, ze dusza mu spiewa, i musi do mnie dolaczyc. Siedzacy na sali Jack i Dewi klaskali i smiali sie do mnie.
Zdecydowanie byl to moj najlepszy wystep. Potwierdzil to DR, kolega z zespolu, przybijajac mi "piatke".
Potem na scene weszla Dewi. Glos ma jak dzwon, gdzie mi tam do niej. Koncert szybko przerodzil sie we wspolna zabawe: Dewi zeszla ze sceny i zaczela tanczyc razem z publicznoscia tradycyjny, indonezyjski taniec, do ktorego mnie rowniez zaproszono. Musialo to wygladac zabawnie.
Po kilku piosenkach Jack wszedl na scene. Gdy tylko zabrzmial jego charakterystyczny, chropowaty glos, rozlegly sie huczne brawa. Nie dziwie sie, ze go tak lubia. Sama kupilam jego plyte, bo piosenki, ktore spiewal, bardzo milo mi sie kojarza: z probami, z koncertem, z akceptacja i z wielka, wielka radoscia.
Koncert skonczyl sie okolo godziny 11 w nocy. Jack i Dewi z checia pozowali do zdjec. Nagle ktos zapragnal zrobic sobie zdjecie ze mna, potem druga osoba, trzecia... potem robiono zdjecia mnie i Dewi. Bardzo to wszystko bylo mile.
Po drodze do samochodu zahaczylismy jeszcze o kuchnie, gdzie mozna bylo nabyc/dostac dobre, indonezyjskie jedzenie. RB po raz pierwszy mial okazje skosztowac takich smakolykow. Kupilam mu pudelko z deserami: zasluzyl sobie chlopak. Mam mase pieknych zdjec.
Po wszystkim odwiozlam RB do domu, wzielam od niego karte CF ze zdjeciami, pojechalam do domu, zrzucilam zdjecia na twardy dysk, i, choc byla juz 3:00 nad ranem, wstawilam dwa na facebooka:
Zasypialam z piosenkami Jacka & Dewi plynacymi z glosnikow.
To byl cudowny wieczor.
:)
Jack & Dewi Marpaung- koncert (1)
W sobote wieczorem, po Sabacie, rozpoczelam przygotowania do wyjscia na koncert. Wzielam prysznic. Wytarlam sie do sucha. Siegnelam po balsam do ciala, ktorego pozostalo w butelce bardzo niewiele. Postanowilam wiec, moim zwyczajem, przeciac butelke na pol, zeby latwiej wydobyc z niej resztki. Siegnelam po noz.
Pilowanie twardej, plastikowej butelki w powietrzu, nie moglo sie skonczyc dobrze.
Noz zeslizgnal sie z butelki i dziabnal mnie we wnetrze reki, ktora zaraz zaczela krwawic, jak jeszcze nic mi nigdy w zyciu nie krwawilo. Rana nie byla duza, ale gleboka. Sciskajac zakrwawiony papierowy recznik zastanawialam sie, ile czasu potrzeba, zeby krew zaczela krzepnac, i czy musze jechac na szycie, czy tez nie.
Po jakichs 10 minutach krwawienie lekko ustapilo. Nakleilam dwa plastry i postanowilam, ze szycie bedzie musialo poczekac: koncert juz za 2 godziny! A poza tym, wiekszosc moich indonezyjskich znajomych pracuje w sluzbie zdrowia, w razie czego bede w dobrych rekach.
Zrobilam sie na bostwo i wyruszylam w droge (starajac sie oszczedzac lewa reke, ktora, przy kazdym ruchu kciukiem, znow zaczynala krwawic).
Maz wyjechal robic zdjecia do Washington DC, wiec oficjalnym fotografem tego wieczoru zostal RB, moj Litewski przyjaciel. Pojechalam najpierw po niego, a potem razem udalismy sie na miejsce akcji.
Pilowanie twardej, plastikowej butelki w powietrzu, nie moglo sie skonczyc dobrze.
Noz zeslizgnal sie z butelki i dziabnal mnie we wnetrze reki, ktora zaraz zaczela krwawic, jak jeszcze nic mi nigdy w zyciu nie krwawilo. Rana nie byla duza, ale gleboka. Sciskajac zakrwawiony papierowy recznik zastanawialam sie, ile czasu potrzeba, zeby krew zaczela krzepnac, i czy musze jechac na szycie, czy tez nie.
Po jakichs 10 minutach krwawienie lekko ustapilo. Nakleilam dwa plastry i postanowilam, ze szycie bedzie musialo poczekac: koncert juz za 2 godziny! A poza tym, wiekszosc moich indonezyjskich znajomych pracuje w sluzbie zdrowia, w razie czego bede w dobrych rekach.
Zrobilam sie na bostwo i wyruszylam w droge (starajac sie oszczedzac lewa reke, ktora, przy kazdym ruchu kciukiem, znow zaczynala krwawic).
Maz wyjechal robic zdjecia do Washington DC, wiec oficjalnym fotografem tego wieczoru zostal RB, moj Litewski przyjaciel. Pojechalam najpierw po niego, a potem razem udalismy sie na miejsce akcji.
Saturday, October 30, 2010
TOEFL
W piatek rano czekal mnie TOEFL, egzamin z angielskiego.
Powiedzmy sobie szczerze: nie mam NAJMNIEJSZYCH problemow z porozumiewaniem sie, sluchaniem instrukcji, wykladow lub szkolen w jezyku angielskim, jednak ten test sprawil, ze poczulam sie, jakby mnie, biednej imigrantce, amerykanski system szkolenia celowo rzucal klody pod nogi. Teksty w czesci "Reading" byly historyczno- agrokulturowe, przerazliwie nudne, napisane (jak sie mozna bylo spodziewac) akademickim jezykiem, zalaczone pytania byly testem z czterema odpowiedziami, z ktorych tylko jedna byla prawdziwa, ale reszta tez tak jakos pasowala... Skupienie sie na tekscie bylo bardzo trudne, bo obok, inne testowane osoby mowily na glos do mikrofonu, ktory rejestrowal czesc ustna testu. Czas przeznaczony na przygotowanie wypowiedzi to 15 sekund, czas na wypowiedz- 45 sekund! Trudno sie wykazac w te kilka chwil.
Na dodatek pierwszy raz podczas mojego pobytu w Stanach Zjednoczonych zetknelam sie z tak niemila obsluga, od ktorej na wstepie dostalam dwa zlamane olowki, wymienione potem na 3 nowe (w tym jeden znowu zlamany).
Podczas 10 minutowej przerwy jakas kobieta powiedziala mi, ze ona juz piaty raz probuje ten test zdac, bez powodzenia.
!!!
Pierwsze koty za ploty. Bede bardzo zdziwiona, jesli uda mi sie otrzymac wystarczajaca ilosc punktow, ktora kwalifikowalaby mnie na uczelnie. Wyniki za jakies 3 tygodnie.
Powiedzmy sobie szczerze: nie mam NAJMNIEJSZYCH problemow z porozumiewaniem sie, sluchaniem instrukcji, wykladow lub szkolen w jezyku angielskim, jednak ten test sprawil, ze poczulam sie, jakby mnie, biednej imigrantce, amerykanski system szkolenia celowo rzucal klody pod nogi. Teksty w czesci "Reading" byly historyczno- agrokulturowe, przerazliwie nudne, napisane (jak sie mozna bylo spodziewac) akademickim jezykiem, zalaczone pytania byly testem z czterema odpowiedziami, z ktorych tylko jedna byla prawdziwa, ale reszta tez tak jakos pasowala... Skupienie sie na tekscie bylo bardzo trudne, bo obok, inne testowane osoby mowily na glos do mikrofonu, ktory rejestrowal czesc ustna testu. Czas przeznaczony na przygotowanie wypowiedzi to 15 sekund, czas na wypowiedz- 45 sekund! Trudno sie wykazac w te kilka chwil.
Na dodatek pierwszy raz podczas mojego pobytu w Stanach Zjednoczonych zetknelam sie z tak niemila obsluga, od ktorej na wstepie dostalam dwa zlamane olowki, wymienione potem na 3 nowe (w tym jeden znowu zlamany).
Podczas 10 minutowej przerwy jakas kobieta powiedziala mi, ze ona juz piaty raz probuje ten test zdac, bez powodzenia.
!!!
Pierwsze koty za ploty. Bede bardzo zdziwiona, jesli uda mi sie otrzymac wystarczajaca ilosc punktow, ktora kwalifikowalaby mnie na uczelnie. Wyniki za jakies 3 tygodnie.
Friday, October 29, 2010
Przygotowania do kolejnego koncertu
AHS, moj kolega z Cakrawala Band, wpadl po koncercie na IMABAC (http://ps-usa-pl.blogspot.com/2010/09/imabac-czyli-zjazd-indonezyjczykow.html) na genialny pomysl. Wraz z paroma innymi znajomymi postanowili sciagnac do Stanow na serie koncertow legendarnego indonezyjskiego wokaliste, wraz z corka, ktora jest tam gwiazda rocka, ale czasem spiewa tez z ojcem duety. Plan byl taki, ze w Stanach bedzie im akompaniowal wlasnie Cakrawala Band, a przed kazdym wystepem, jako support, zaspiewaja lokalni, indonezyjscy wokalisci.
W tym ja :) .
Gdy AHS powiedzial mi o tym, oczywiscie przyklasnelam propozycji, chociaz nie bardzo wierzylam w jej realizacje (przyznajcie szczerze, ze na takie przedsiewziecie potrzeba czasu i pieniedzy). Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy 4 tygodnie temu AHS zakomunikowal, ze w sobote wieczorem mamy probe, bo Jack Marpaung z corka Dewi daja pierwszy koncert juz 31 pazdziernika!
Przyznam szczerze, ze jestem pelna podziwu dla ich determinacji oraz sposobu w jaki udalo im sie wszystko zorganizowac. Czesto swietne pomysly koncza sie jedynie na gadaniu i gdybaniu, ale okazalo sie, ze lokalna spolecznosc potrafi naprawde duzo zdzialac.
Pierwsza proba odbyla sie 9 pazdziernika. Prosilam AHS, zeby wyslal mi wczesniej linki do piosenek, ktorych mam sie nauczyc, ale nie dal rady. Na probie podal mi tytuly, ktore zaraz znalazlam w iPhonie. W ciagu jakichs 30 minut wstepnie sie przygotowalam, i po chwili cwiczylam juz z zespolem, ktory nie mogl wyjsc z podziwu, jak udalo mi sie w tak krotkim czasie nauczyc nowych piosenek
Kolejna probe mielismy 2 tygodnie pozniej, a trzecia, ostatnia, w czwartek wieczorem, 2 dni przed wystepem.
Po pracy pojechalam, jak zwykle do domu AHS, ale zastalam dom zamkniety na cztery spusty i ciemne okna. Myslalam, ze moze mi sie cos pomylilo, ze moze jestem za pozno (albo moze za wczesnie? U Indonezyjczykow wszystko zawsze odbywa sie z wielkim poslizgiem). Po pol godzinie udalo mi sie wreszcie dodzwonic do AS, ktory ze zdziwieniem powiedzial:
"To ja ci nie powiedzialem, ze proba jest u WS? Tutaj masz adres..."
Do wiecznych spoznien jakos sie przyzwyczailam, ale nie znosze byc niedoinformowana nie z mojej winy! Na szczescie dom WS znajdowal sie jedynie 5 przecznic dalej.
A w nim- cala masa ludzi! Zespol, rodziny, przyjaciele, i masa jedzenia na stole.
Indonezyjczycy sa niezwykle goscinni. Na kazda impreze mozna spokojnie zabrac znajomych, jedzenia na pewno starczy, i jeszcze ci dadza na wynos.
Po lekkiej przekasce zaczelismy probe.
Jak ja uwielbiam spiewac. Uczucie, jakie mnie ogarnia, gdy stoje na scenie, jest nie do opisania. Gdyby tylko nadarzyla sie dobra, intratna okazja, rzucilabym wszystko w diably i pracowala nad kariera muzyczna.
Przecwiczylismy moje dwie indonezyjskie piosenki, a potem przeszlismy do tej w Batak... nagle pokoj wypelnil sie rozentuzjazmowanymi ludzmi, ktorzy, zadziwieni, przyszli zobaczyc biala dziewczyne spiewajaca w ich narzeczu.
Gdzies tam obok stal starszy pan.
Gdy skonczylam probe, kolezanka powiedziala mi, ze przysluchiwal mi sie ten wlasnie legendarny, indonezyjski wokalista, ktory, wraz z corka, bedzie mieszkal w domu AS podczas swojego czterotygodniowego pobytu!!!
WOW!!!
Niestety nie zdazylam sie przedstawic. Bylo juz pozno, Jack i Dewi rozpoczeli probe zaraz po mnie, i byloby nietaktem im przeszkadzac. Postanowilam, ze zlapie ich po sobotnim koncercie...
W tym ja :) .
Gdy AHS powiedzial mi o tym, oczywiscie przyklasnelam propozycji, chociaz nie bardzo wierzylam w jej realizacje (przyznajcie szczerze, ze na takie przedsiewziecie potrzeba czasu i pieniedzy). Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy 4 tygodnie temu AHS zakomunikowal, ze w sobote wieczorem mamy probe, bo Jack Marpaung z corka Dewi daja pierwszy koncert juz 31 pazdziernika!
Przyznam szczerze, ze jestem pelna podziwu dla ich determinacji oraz sposobu w jaki udalo im sie wszystko zorganizowac. Czesto swietne pomysly koncza sie jedynie na gadaniu i gdybaniu, ale okazalo sie, ze lokalna spolecznosc potrafi naprawde duzo zdzialac.
Pierwsza proba odbyla sie 9 pazdziernika. Prosilam AHS, zeby wyslal mi wczesniej linki do piosenek, ktorych mam sie nauczyc, ale nie dal rady. Na probie podal mi tytuly, ktore zaraz znalazlam w iPhonie. W ciagu jakichs 30 minut wstepnie sie przygotowalam, i po chwili cwiczylam juz z zespolem, ktory nie mogl wyjsc z podziwu, jak udalo mi sie w tak krotkim czasie nauczyc nowych piosenek
Kolejna probe mielismy 2 tygodnie pozniej, a trzecia, ostatnia, w czwartek wieczorem, 2 dni przed wystepem.
Po pracy pojechalam, jak zwykle do domu AHS, ale zastalam dom zamkniety na cztery spusty i ciemne okna. Myslalam, ze moze mi sie cos pomylilo, ze moze jestem za pozno (albo moze za wczesnie? U Indonezyjczykow wszystko zawsze odbywa sie z wielkim poslizgiem). Po pol godzinie udalo mi sie wreszcie dodzwonic do AS, ktory ze zdziwieniem powiedzial:
"To ja ci nie powiedzialem, ze proba jest u WS? Tutaj masz adres..."
Do wiecznych spoznien jakos sie przyzwyczailam, ale nie znosze byc niedoinformowana nie z mojej winy! Na szczescie dom WS znajdowal sie jedynie 5 przecznic dalej.
A w nim- cala masa ludzi! Zespol, rodziny, przyjaciele, i masa jedzenia na stole.
Indonezyjczycy sa niezwykle goscinni. Na kazda impreze mozna spokojnie zabrac znajomych, jedzenia na pewno starczy, i jeszcze ci dadza na wynos.
Po lekkiej przekasce zaczelismy probe.
Jak ja uwielbiam spiewac. Uczucie, jakie mnie ogarnia, gdy stoje na scenie, jest nie do opisania. Gdyby tylko nadarzyla sie dobra, intratna okazja, rzucilabym wszystko w diably i pracowala nad kariera muzyczna.
Przecwiczylismy moje dwie indonezyjskie piosenki, a potem przeszlismy do tej w Batak... nagle pokoj wypelnil sie rozentuzjazmowanymi ludzmi, ktorzy, zadziwieni, przyszli zobaczyc biala dziewczyne spiewajaca w ich narzeczu.
Gdzies tam obok stal starszy pan.
Gdy skonczylam probe, kolezanka powiedziala mi, ze przysluchiwal mi sie ten wlasnie legendarny, indonezyjski wokalista, ktory, wraz z corka, bedzie mieszkal w domu AS podczas swojego czterotygodniowego pobytu!!!
WOW!!!
Niestety nie zdazylam sie przedstawic. Bylo juz pozno, Jack i Dewi rozpoczeli probe zaraz po mnie, i byloby nietaktem im przeszkadzac. Postanowilam, ze zlapie ich po sobotnim koncercie...
Tuesday, October 26, 2010
Friday, October 22, 2010
Karma?
Kilka tygodni temu, w poniedzialek, wstalam jak zwykle o 5:30 rano, zeby troche poplywac przed praca. Mamy pazdziernik, wiec o tej porze jest jeszcze zupelnie ciemno, a na naszym malym parkingu nie ma zadnej lampy ulicznej.
Wsiadlam do samochodu, wlaczylam silnik i- wycofalam prosto w samochod sasiada, zaparkowany za moim.
Zle.
Moglabym przysiac, ze wczesniej go tam nie bylo. Wysiadajac z samochodu mialam caly czas nadzieje, ze to tylko ich grill. Niestety, przekonalam sie, ze to srebrny, blyszczacy, nowiutki Dodge, ktorego wczesniej wogole nie widzialam.
Bardzo zle.
Po chwili olsnilo mnie, ze sasiad mial miec dzisiejszej nocy gosci, to musial byc ich samochod.
FATALNIE.
Poszlam obudzic Meza, ktory, przytomnie zapytal: "To co, nie widzialas tego samochodu?" Co za pytanie!
Przeciez gdybym widziala, to nie wycofalabym w niego celowo! Potem, o dziwo, w Mezu obudzily sie jakies ludzkie odruchy, bo przytulil mnie i powiedzial: "Nie martw sie, jakos to bedzie".
WOW.
Postanowilismy obudzic sasiada. Bylo niewiele po 6, ale stwierdzilismy, ze nie ma sensu czekac i sie denerwowac.
CL wyszedl zaspany z domu, popatrzyl na auto i powiedzial, ze to wypozyczony samochod, ktorym jutro bedzie jechal ze swoimi przyjaciolmi na wycieczke, i ktorego przytomnie ubezpieczyl na co tylko sie dalo. Postanowil powiedziec w ubezpieczalni, ze ktos w niego uderzyl na parkingu (szczera prawda) i uciekl. W najgorszym wypadku bedzie musial zaplacic jedynie deductible (kwote okreslona w ubezpieczeniu, zazwyczaj kilkaset dolarow), ktora oczywiscie mu oddamy. CL sprawdzil, czy bagaznik sie otwiera, po czym usciskal mnie, powiedzial, zebym sie nie martwila, ze nic sie nie stalo, i ze idzie spac bo wczoraj gral koncert i jest bardzo zmeczony.
Na naszym Nissanie Xterra nie ma nawet zadrapania.
Kilka dni pozniej okazalo sie, ze CL wykupil tak dobre ubezpieczenie, ze nie bylo w nim nawet mowy o deductible. Nie musze chyba dodawac, jak wielka byla moja radosc, szczegolnie, ze pare lat temu do naszego wypozyczonego, nieubezpieczonego Dodge'a ktos probowal sie wlamac lomem, i musielismy wtedy zaplacic za szkode okolo $1000.
Dzis rano padal deszcz. Jechalam rano do pracy. Stanelam na STOPie a tu nagle- bum! Ktos uderzyl w moj tyl. Wlaczylam swiatla awaryjne, zjechalam na pobocze. Sprawczyni zajscia rowniez. Z Hondy Civic wysiada staruszka.
- Tak bardzo pania przepraszam- mowi wystraszona- noga mi sie obsunela z hamulca.
- Nic nie szkodzi, zdarza sie- mowie, bo widze, ze- na naszym Nissanie Xterra nie ma nawet zadrapania. Za to w blyszczacym zderzaku staruszki widnieje idealna dziura, pieknie wycieta kwadratowa rurka, do ktorej przykreca sie przyczepe w moim aucie (nie mam pojecia jak to sie nazywa po polsku, ale po angielsku jest to trailer hitch).
- Moje auto jest w porzadku, ale widze, ze pani sie uszkodzilo. Bardzo mi przykro- mowie.
- Nic takiego, przeciez to moja wina- mowi staruszka z ulga i zegna sie ze mna objeciem (OBJECIEM!).
Karma? Ja uderzylam w czyjes auto, to i w moje ktos uderzyl. Najwyrazniej jednak mam szczescie, bo zadna z tych historii nie obciazyla mnie finansowo.
Nie zamienie tej Xterry na nic innego, z kazdej stluczki wychodzi zwyciesko.
Wsiadlam do samochodu, wlaczylam silnik i- wycofalam prosto w samochod sasiada, zaparkowany za moim.
Zle.
Moglabym przysiac, ze wczesniej go tam nie bylo. Wysiadajac z samochodu mialam caly czas nadzieje, ze to tylko ich grill. Niestety, przekonalam sie, ze to srebrny, blyszczacy, nowiutki Dodge, ktorego wczesniej wogole nie widzialam.
Bardzo zle.
Po chwili olsnilo mnie, ze sasiad mial miec dzisiejszej nocy gosci, to musial byc ich samochod.
FATALNIE.
Poszlam obudzic Meza, ktory, przytomnie zapytal: "To co, nie widzialas tego samochodu?" Co za pytanie!
Przeciez gdybym widziala, to nie wycofalabym w niego celowo! Potem, o dziwo, w Mezu obudzily sie jakies ludzkie odruchy, bo przytulil mnie i powiedzial: "Nie martw sie, jakos to bedzie".
WOW.
Postanowilismy obudzic sasiada. Bylo niewiele po 6, ale stwierdzilismy, ze nie ma sensu czekac i sie denerwowac.
CL wyszedl zaspany z domu, popatrzyl na auto i powiedzial, ze to wypozyczony samochod, ktorym jutro bedzie jechal ze swoimi przyjaciolmi na wycieczke, i ktorego przytomnie ubezpieczyl na co tylko sie dalo. Postanowil powiedziec w ubezpieczalni, ze ktos w niego uderzyl na parkingu (szczera prawda) i uciekl. W najgorszym wypadku bedzie musial zaplacic jedynie deductible (kwote okreslona w ubezpieczeniu, zazwyczaj kilkaset dolarow), ktora oczywiscie mu oddamy. CL sprawdzil, czy bagaznik sie otwiera, po czym usciskal mnie, powiedzial, zebym sie nie martwila, ze nic sie nie stalo, i ze idzie spac bo wczoraj gral koncert i jest bardzo zmeczony.
Na naszym Nissanie Xterra nie ma nawet zadrapania.
Kilka dni pozniej okazalo sie, ze CL wykupil tak dobre ubezpieczenie, ze nie bylo w nim nawet mowy o deductible. Nie musze chyba dodawac, jak wielka byla moja radosc, szczegolnie, ze pare lat temu do naszego wypozyczonego, nieubezpieczonego Dodge'a ktos probowal sie wlamac lomem, i musielismy wtedy zaplacic za szkode okolo $1000.
Dzis rano padal deszcz. Jechalam rano do pracy. Stanelam na STOPie a tu nagle- bum! Ktos uderzyl w moj tyl. Wlaczylam swiatla awaryjne, zjechalam na pobocze. Sprawczyni zajscia rowniez. Z Hondy Civic wysiada staruszka.
- Tak bardzo pania przepraszam- mowi wystraszona- noga mi sie obsunela z hamulca.
- Nic nie szkodzi, zdarza sie- mowie, bo widze, ze- na naszym Nissanie Xterra nie ma nawet zadrapania. Za to w blyszczacym zderzaku staruszki widnieje idealna dziura, pieknie wycieta kwadratowa rurka, do ktorej przykreca sie przyczepe w moim aucie (nie mam pojecia jak to sie nazywa po polsku, ale po angielsku jest to trailer hitch).
- Moje auto jest w porzadku, ale widze, ze pani sie uszkodzilo. Bardzo mi przykro- mowie.
- Nic takiego, przeciez to moja wina- mowi staruszka z ulga i zegna sie ze mna objeciem (OBJECIEM!).
Karma? Ja uderzylam w czyjes auto, to i w moje ktos uderzyl. Najwyrazniej jednak mam szczescie, bo zadna z tych historii nie obciazyla mnie finansowo.
Nie zamienie tej Xterry na nic innego, z kazdej stluczki wychodzi zwyciesko.
Friday, October 8, 2010
Zapisy
Jak postanowilam, tak zrobilam: 1go pazdziernika, w piatek, zasiadlam do komputera i utworzylam konto na portalu CalPoly. Kliknelam na "nowa aplikacja" i zamarlam: moim oczom ukazala sie strona z zakladkami, do uzupelnienia
1. Enrollment information
- kierunek studiow, stopien, dodatkowe kursy, w ktorych chcialabym brac udzial, pytanie, czy chce byc nauczycielem.
2. Name and Address
- imie, nazwisko, adres, telefon, email.
3. Personal Information
- data urodzenia, miejsce urodzenia, SSN, obywatelstwo, status imigracyjny (plus daty), jezyk ojczysty, inne jezyki (i na jakim poziomie je znam), czy bylam w wojsku, wyksztalcenie rodzicow, roczny dochod, ilosc osob w gospodarstwie domowym.
4. California State Residency Information
- gdzie mieszkam, czy uwazam sie za rezydenta Californi, od kiedy mieszkam w Californi i gdzie mieszkalam w przeszlosci,
5. Demographic Information
- czy jestem latino, jakiej jestem rasy.
6. College Information
- do jakiej szkoly uczeszczalam, jaki stopien naukowy uzyskalam, ile godzin w semestrze chodzilam do szkoly, GPA.
7. College Courses
- zajecia, na ktore obecnie uczeszczam.
8. Test Information
- testy dodatkowe, na ktore musze sie zapisac (w tym TOEFL, test znajomosci jezyka angielskiego).
9. Miscellaneous Information
Gdzie pracuje, gdzie pracowalam, od kiedy do kiedy, referencje ze szkoly, czy jestem nauczycielem.
10. Statement of Purpose
- czyli krotkie wypracowanie uzasadniajace moj wybor tej wlasnie szkoly i tego wlasnie kierunku.
11. Application Fee Waiver
- niestety odmowiono mi zwrotu pieniedzy za aplikacje, poniewaz wyglada na to, ze moj dochod roczny jest zbyt wysoki. Chyba sobie zartuja.
Spodziewalam sie, ze zapisanie sie do szkoly zajmie mi nie wiecej niz godzinke, ale wypelnialam ja po trochu przez kolejnych 7 dni! musialam znalezc wszystkie daty, adresy, telefony, napisac list motywujacy, uzupelnic informacje o szkole... No i zapisac sie na TOEFL. Egzamin mam 29 pazdziernika.
1. Enrollment information
- kierunek studiow, stopien, dodatkowe kursy, w ktorych chcialabym brac udzial, pytanie, czy chce byc nauczycielem.
2. Name and Address
- imie, nazwisko, adres, telefon, email.
3. Personal Information
- data urodzenia, miejsce urodzenia, SSN, obywatelstwo, status imigracyjny (plus daty), jezyk ojczysty, inne jezyki (i na jakim poziomie je znam), czy bylam w wojsku, wyksztalcenie rodzicow, roczny dochod, ilosc osob w gospodarstwie domowym.
4. California State Residency Information
- gdzie mieszkam, czy uwazam sie za rezydenta Californi, od kiedy mieszkam w Californi i gdzie mieszkalam w przeszlosci,
5. Demographic Information
- czy jestem latino, jakiej jestem rasy.
6. College Information
- do jakiej szkoly uczeszczalam, jaki stopien naukowy uzyskalam, ile godzin w semestrze chodzilam do szkoly, GPA.
7. College Courses
- zajecia, na ktore obecnie uczeszczam.
8. Test Information
- testy dodatkowe, na ktore musze sie zapisac (w tym TOEFL, test znajomosci jezyka angielskiego).
9. Miscellaneous Information
Gdzie pracuje, gdzie pracowalam, od kiedy do kiedy, referencje ze szkoly, czy jestem nauczycielem.
10. Statement of Purpose
- czyli krotkie wypracowanie uzasadniajace moj wybor tej wlasnie szkoly i tego wlasnie kierunku.
11. Application Fee Waiver
- niestety odmowiono mi zwrotu pieniedzy za aplikacje, poniewaz wyglada na to, ze moj dochod roczny jest zbyt wysoki. Chyba sobie zartuja.
Spodziewalam sie, ze zapisanie sie do szkoly zajmie mi nie wiecej niz godzinke, ale wypelnialam ja po trochu przez kolejnych 7 dni! musialam znalezc wszystkie daty, adresy, telefony, napisac list motywujacy, uzupelnic informacje o szkole... No i zapisac sie na TOEFL. Egzamin mam 29 pazdziernika.
Tuesday, September 28, 2010
Decyzja
Po wielu nieudanych próbach udało mi się wreszcie dodzwonić wczoraj do AIA. Pani, która odebrała telefon, powiedziała, ze ona nie jest architektem i nie ma pojęcia, co musze zrobić, aby stać się architektem zarejestrowanym. Podała mi adresy paru stron internetowych i zasugerowala, żebym się z nimi zapoznala, a potem zadzwoniła do niej jeszcze raz i umowila się na spotkanie z architektem.
Jedna ze stron, która została mi polecona, była strona National Council Of Architectural Registration Boards. Dowiedziałam się z niej, jakie są wymagania, ktore musi spełnić kandydat na architekta zarejestrowanego:
1. Mieć skończone przynajmniej pięcioletniego studia lub pracować przez 5 lat pod nadzorem architekta zarejestrowanego,
2. Pracowac pod nadzorem architekta zarejestrowanego (przez okreslona liczbe godzin) nad rysowaniem na komputerze, projektowaniem, przygotowywaniem dokumentacji itp. itd.
3. Założyć sobie konto na ich stronie. Przynajmniej raz na 6 miesięcy należy logowac się na stronie i uaktualniac swoje postępy w edukacji.
4. Zdać wielostopniowy egzamin.
Oczywiście miałam cała masę pytań, zadzwoniłam wiec do NCARB. Tam dowiedziałam się, ze:
1. Mój polski dyplom moze się liczyć jako "ukończone studia pięcioletnie", musi jednak zostać oceniony przez odpowiednia instytucje, która, oczywiście, jest zupełnie inna instytucja, niż ta, która oceniała moje papiery kilka miesięcy temu. Musze wysłać dokumenty ponownie, ponownie zapłacić i ponownie czekać 4 tygodnie...
2. Nadzorować mnie musi architekt zarejestrowany: nie General Contractor, nie designer. Tylko architekt zarejestrowany. Co wyklucza mojego szefa. Wyglada na to, ze musiałabym szukać nowej pracy, prawdopodobnie w korporacji, gdzie pracowaliby zarejestrowani architekci.
Przypuszczam, ze w świetle obecnej sytuacji ekonomicznej, byloby mi trudno tak zaraz znaleźć nowa prace. Poza tym, jak już wspominalam, mój szef (pomimo, iż nie jest zarejestrowany) ma ogromne doświadczenie i umiejętności. Chce się od niego uczyć.
Czy dostane się na studia? Nie wiadomo, jest duża konkurencja.
Zależy mi, żeby mieć jakiś amerykański dokument, czy to rejestrację, czy tez Masters of Architecture (chociaż, jak już wspominalam, mogłabym spokojnie uprawiać zawód nie mając żadnej z tych rzeczy).
Nie mogąc postawić wszystkiego na jedna kartę postanowiłam, ze bede probowac dostać się na studia oraz rozpocząć proces rejestracji jak tylko się da najszybciej. W piątek rozpoczynają się zapisy do szkoły. Jeśli uda mi się dostać na studia i zaciągnąć zadowalający kredyt, bede uczyc sie i pracować 30 godzin w tygodniu. Wyśle rownież moje dokumenty do ponownej oceny i zaloze konto na NCARB, żeby jak najszybciej zacząć dokumentowac historie mojej nauki i pracy.
- Posted using BlogPress from my iPhone
Jedna ze stron, która została mi polecona, była strona National Council Of Architectural Registration Boards. Dowiedziałam się z niej, jakie są wymagania, ktore musi spełnić kandydat na architekta zarejestrowanego:
1. Mieć skończone przynajmniej pięcioletniego studia lub pracować przez 5 lat pod nadzorem architekta zarejestrowanego,
2. Pracowac pod nadzorem architekta zarejestrowanego (przez okreslona liczbe godzin) nad rysowaniem na komputerze, projektowaniem, przygotowywaniem dokumentacji itp. itd.
3. Założyć sobie konto na ich stronie. Przynajmniej raz na 6 miesięcy należy logowac się na stronie i uaktualniac swoje postępy w edukacji.
4. Zdać wielostopniowy egzamin.
Oczywiście miałam cała masę pytań, zadzwoniłam wiec do NCARB. Tam dowiedziałam się, ze:
1. Mój polski dyplom moze się liczyć jako "ukończone studia pięcioletnie", musi jednak zostać oceniony przez odpowiednia instytucje, która, oczywiście, jest zupełnie inna instytucja, niż ta, która oceniała moje papiery kilka miesięcy temu. Musze wysłać dokumenty ponownie, ponownie zapłacić i ponownie czekać 4 tygodnie...
2. Nadzorować mnie musi architekt zarejestrowany: nie General Contractor, nie designer. Tylko architekt zarejestrowany. Co wyklucza mojego szefa. Wyglada na to, ze musiałabym szukać nowej pracy, prawdopodobnie w korporacji, gdzie pracowaliby zarejestrowani architekci.
Przypuszczam, ze w świetle obecnej sytuacji ekonomicznej, byloby mi trudno tak zaraz znaleźć nowa prace. Poza tym, jak już wspominalam, mój szef (pomimo, iż nie jest zarejestrowany) ma ogromne doświadczenie i umiejętności. Chce się od niego uczyć.
Czy dostane się na studia? Nie wiadomo, jest duża konkurencja.
Zależy mi, żeby mieć jakiś amerykański dokument, czy to rejestrację, czy tez Masters of Architecture (chociaż, jak już wspominalam, mogłabym spokojnie uprawiać zawód nie mając żadnej z tych rzeczy).
Nie mogąc postawić wszystkiego na jedna kartę postanowiłam, ze bede probowac dostać się na studia oraz rozpocząć proces rejestracji jak tylko się da najszybciej. W piątek rozpoczynają się zapisy do szkoły. Jeśli uda mi się dostać na studia i zaciągnąć zadowalający kredyt, bede uczyc sie i pracować 30 godzin w tygodniu. Wyśle rownież moje dokumenty do ponownej oceny i zaloze konto na NCARB, żeby jak najszybciej zacząć dokumentowac historie mojej nauki i pracy.
- Posted using BlogPress from my iPhone
Wednesday, September 22, 2010
Widok z 4go pietra parkingu przy Pasadena City Hall
Monday, September 20, 2010
Szkola? Praca? Rejestracja?
Od kilku tygodni mam mieszane uczucia zwiazane z pojsciem do szkoly. Z kilku powodow.
1. Mam fajna prace, w ktorej zdobywam cala mase doswiadczenia. Szef powiedzial mi, ze to, co ja robie w tej chwili, on robil dopiero po 5 latach praktyki. Nie bardzo usmiecha mi sie przez kolejnych kilka lat koncentrowac sie na hipotetycznych projektach, gdy moge w 100% poswiecic sie rzeczom praktycznym.
2. Jak juz wspominalam, w Californi mozna spokojnie projektowac domki i nie byc nawet architektem zarejestrowanym.
3. Szkola kosztuje, nie oszukujmy sie. Za kilka lat bede miala stopien i zaciagniety kredyt z wieloma zerami.
Plusami pojscia do szkoly sa:
1. Bede miala stopien naukowy. Jesli w przyszlosci okaze sie, ze ekonomia znow jest kiepska, i ze musze szukac pracy, bede dla potencjalnego pracodawcy (mam na mysli korporacje) bardziej wartosciowa, niz ktos, kto stopnia naukowego nie ma.
2. Czegos tam sie zawsze naucze.
Nie zmienia to faktu, ze osoba z talentem, nawet bez stopnia Masters of Architecture, da sobie swietnie rade.
Zostaje jeszcze opcja trzecia, dlugoterminowa:
Stac sie architektem zarejestrowanym.
W tym celu musze udac sie do American Institute of Architecture, zapisac sie na jakies kursy/przejsc przez jakies procesy, wypracowac ilestam godzin i zdac wielostopniowy egzamin.
Uplynie wiele lat, zanim bede w stanie projektowac samodzielnie. Moglabym te lata poswiecic na nauke u boku doswiaczonego architekta (ktory az plonie checia dzielenia sie wiedza), samodzielne zglebianie wiedzy i w koncu zdobycie rejestracji. Jako architekt zarejestrowany moge pracowac samodzielnie, bez wzgledu na to, czy mam Masters of Architecture, czy nie.
1-go pazdziernika rozpoczyna sie termin skladania aplikacji do CalPoly, 30-go listopada konczy sie. Jutro sprobuje dodzwonic sie do American Institute of Architecture i zobaczyc, czy bez amerykanskiego stopnia naukowego moge wogole starac sie o rejestracje.
1. Mam fajna prace, w ktorej zdobywam cala mase doswiadczenia. Szef powiedzial mi, ze to, co ja robie w tej chwili, on robil dopiero po 5 latach praktyki. Nie bardzo usmiecha mi sie przez kolejnych kilka lat koncentrowac sie na hipotetycznych projektach, gdy moge w 100% poswiecic sie rzeczom praktycznym.
2. Jak juz wspominalam, w Californi mozna spokojnie projektowac domki i nie byc nawet architektem zarejestrowanym.
3. Szkola kosztuje, nie oszukujmy sie. Za kilka lat bede miala stopien i zaciagniety kredyt z wieloma zerami.
Plusami pojscia do szkoly sa:
1. Bede miala stopien naukowy. Jesli w przyszlosci okaze sie, ze ekonomia znow jest kiepska, i ze musze szukac pracy, bede dla potencjalnego pracodawcy (mam na mysli korporacje) bardziej wartosciowa, niz ktos, kto stopnia naukowego nie ma.
2. Czegos tam sie zawsze naucze.
Nie zmienia to faktu, ze osoba z talentem, nawet bez stopnia Masters of Architecture, da sobie swietnie rade.
Zostaje jeszcze opcja trzecia, dlugoterminowa:
Stac sie architektem zarejestrowanym.
W tym celu musze udac sie do American Institute of Architecture, zapisac sie na jakies kursy/przejsc przez jakies procesy, wypracowac ilestam godzin i zdac wielostopniowy egzamin.
Uplynie wiele lat, zanim bede w stanie projektowac samodzielnie. Moglabym te lata poswiecic na nauke u boku doswiaczonego architekta (ktory az plonie checia dzielenia sie wiedza), samodzielne zglebianie wiedzy i w koncu zdobycie rejestracji. Jako architekt zarejestrowany moge pracowac samodzielnie, bez wzgledu na to, czy mam Masters of Architecture, czy nie.
1-go pazdziernika rozpoczyna sie termin skladania aplikacji do CalPoly, 30-go listopada konczy sie. Jutro sprobuje dodzwonic sie do American Institute of Architecture i zobaczyc, czy bez amerykanskiego stopnia naukowego moge wogole starac sie o rejestracje.
Saturday, September 11, 2010
Wybory w kosciele
W naszym kosciele co roku odbywaja sie "wybory": starszych, diakonow, sekretarza, skarbnika itp...
Przed wyborami, istniejaca Rada Kosciola dyskutuje, kto bylby najlepszym kandydatem na dane stanowisko. Nastepnie kandydaci sa informowani o fakcie swojej nominacji.
Tydzien pozniej cala wspolnota jest informowana o kandydaturach. Jesli wspolnota zgadza sie z wyborami Rady Kosciola, a kandydaci nie maja nic przeciwko nowym obowiazkom, kolejny tydzien pozniej zostaja zaprzysiezeni.
Dzis nasz pastor poprosil mnie na rozmowe. Powiedzial, ze widzialby mnie w roli Lidera Nauczycieli Szkoly Sobotniej dla Mlodziezy i Mlodych Doroslych.
Nie spodziewalam sie takiego wyroznienia. Przypuszczalam, ze bede jednym z nauczycieli, ale nigdy, ze zaraz liderem. Ciesze sie z zaufania, ktorym obdarzaja mnie Starsi naszego kosciola.
Coz, wyglada na to, ze Bog mnie wola. Trzeba odpowiedziec :) .
Przed wyborami, istniejaca Rada Kosciola dyskutuje, kto bylby najlepszym kandydatem na dane stanowisko. Nastepnie kandydaci sa informowani o fakcie swojej nominacji.
Tydzien pozniej cala wspolnota jest informowana o kandydaturach. Jesli wspolnota zgadza sie z wyborami Rady Kosciola, a kandydaci nie maja nic przeciwko nowym obowiazkom, kolejny tydzien pozniej zostaja zaprzysiezeni.
Dzis nasz pastor poprosil mnie na rozmowe. Powiedzial, ze widzialby mnie w roli Lidera Nauczycieli Szkoly Sobotniej dla Mlodziezy i Mlodych Doroslych.
Nie spodziewalam sie takiego wyroznienia. Przypuszczalam, ze bede jednym z nauczycieli, ale nigdy, ze zaraz liderem. Ciesze sie z zaufania, ktorym obdarzaja mnie Starsi naszego kosciola.
Coz, wyglada na to, ze Bog mnie wola. Trzeba odpowiedziec :) .
Friday, September 10, 2010
Rozterki rodzica
- P, podejdz tu na chwilke, chce ci coś pokazać- zawolal mnie szef, wpatrujac się w ekran komputera z nieodgadniona mina.
Na ekranie ujrzalam profil na facebooku. Na głównym zdjęciu mozna było ujrzec DH, siedemnastoletniego syna mojego szefa, w kapielowkach, plasajacego radośnie z dziewczyna w bikini.
- I co ja mam o tym myśleć?- zapytał patrzac na mnie.
Spojrzalam na zdjęcie.
- Czy ta fotka była zrobiona na pool party?- zapytałam- Jeśli tak, to polnagosc jest wrecz wskazana. Byłoby dosc podejrzane, jeśli młody, zdrowy, wysportowany chłopak, siedzialby na pool party w ubraniu.
MH potwierdził.
- Przyjrzyjmy się- kontynuowalam- D jest na zdjęciu z dziewczyna. To dobrze, znaczy, ze lubi dziewczyny, nie chłopaków. W dzisiejszych czasach, MH, nic nie wiadomo.
- To córka naszych znajomych- baknal MH- skonczyla szkole z honorami.
- Tym lepiej!- wykrzyknelam entuzjastycznie- znaczy D gustuje w wykształconych dziewczetach.
- Sami go namawialismy, żeby się z nią spotykał...
- ... I do tego słucha rodziców! A popatrz tutaj: na tym zdjęciu D jest z Tobą i twoja żona: znaczy- nie wstydzi się rodziców. A w rubryce "o mnie" napisał: "jestem Chrześcijaninem". Chłopak jest na dobrej drodze, myśle, ze mozesz być o niego spokojny.
Na ekranie ujrzalam profil na facebooku. Na głównym zdjęciu mozna było ujrzec DH, siedemnastoletniego syna mojego szefa, w kapielowkach, plasajacego radośnie z dziewczyna w bikini.
- I co ja mam o tym myśleć?- zapytał patrzac na mnie.
Spojrzalam na zdjęcie.
- Czy ta fotka była zrobiona na pool party?- zapytałam- Jeśli tak, to polnagosc jest wrecz wskazana. Byłoby dosc podejrzane, jeśli młody, zdrowy, wysportowany chłopak, siedzialby na pool party w ubraniu.
MH potwierdził.
- Przyjrzyjmy się- kontynuowalam- D jest na zdjęciu z dziewczyna. To dobrze, znaczy, ze lubi dziewczyny, nie chłopaków. W dzisiejszych czasach, MH, nic nie wiadomo.
- To córka naszych znajomych- baknal MH- skonczyla szkole z honorami.
- Tym lepiej!- wykrzyknelam entuzjastycznie- znaczy D gustuje w wykształconych dziewczetach.
- Sami go namawialismy, żeby się z nią spotykał...
- ... I do tego słucha rodziców! A popatrz tutaj: na tym zdjęciu D jest z Tobą i twoja żona: znaczy- nie wstydzi się rodziców. A w rubryce "o mnie" napisał: "jestem Chrześcijaninem". Chłopak jest na dobrej drodze, myśle, ze mozesz być o niego spokojny.
Tuesday, September 7, 2010
IMABAC czyli Zjazd Indonezyjczykow Plemienia Batak w Californi
Kilka miesiecy temu, podczas obchodow Dnia Matki w naszym kosciele, zebralam sie na odwage i zaspiewalam "Butet", indonezyjska piosenke, ktorej kiedys sie nauczylam, i ktorej cover wrzucilam na YouTube. Akompaniowal mi zespol Cakrawala Band, kilku znajomych Indonezyjczykow.
Moje wykonanie spotkalo sie z niezwyklym uznaniem, poniewaz:
1. Jestem Polka,
2. Jestem biala,
3. Piosenka jest w narzeczu Batak, jezyku plemiennym, ktorego wielu czlonkow tego plemienia, mieszkajacych w Stanach (w tym moj Maz) kompletnie nie rozumie. Kombinacja tych trzech czynnikow okazala sie powalajaca, totez doceniono moje starania.
Po moim wystepie podszedl do mnie AHS, gitarzysta zespolu, z niezwykla propozycja. Powiedzial, ze we wrzesniu bedzie odbywal sie Zjazd Indonezyjczykow Plemienia Batak w Californi (IMABAC), i ze biala dziewczyna, spiewajaca w jezyku plemiennym zrobilaby furore.
Oczywiscie nie trzeba bylo mnie dlugo przekonywac. Nauka kolejnej piosenki nie zajela mi dlugo.
W sobote wieczorem spotkalam sie z Cakrawala Band w domu AHS na wspolnej probie, ktora wypadla bardzo pomyslnie.
IMABAC zostal wyznaczony na 6 wrzesnia, poniedzialek, amerykanskie Swieto Pracy. W programie byla wspolna modlitwa, przemowienia, comedy show, tance, spiewy i lunch.O godzinie 10 rano sala Loma Linda Academy zapelnila sie kilkuset osobami.
Czesc artystyczna zaczela sie po lunchu, okolo godziny 3 po poludniu. Comedy show (w ktorym wystapil "Barack Obama " i "Michael Jackson" spotkal sie z ogromnym aplauzem.
W koncu nadeszla pora na nasz wystep, Cakrawala Band i ja. Zapowiedziana przez AHS weszlam na scene, z ulos przewieszonym przez ramie i tradycyjnej opasce na czole.
"Horas!" przywitalam sie.
A potem zaspiewalam.
Nie jestem w 100% zadowolona ze swojego wystepu, ale uczucie, ktore wywoluje we mnie przebywanie na scenie, jest nie do opisania. I te wszystkie znajome twarze, i ludzie, ktorzy mnie zupelnie nie znaja, ale usmiechaja sie i spiewaja razem ze mna... To wlasnie sprawia, ze nie moge sie doczekac pazdziernika, bo wyglada na to, ze... mamy kolejny wystep!
Moje wykonanie spotkalo sie z niezwyklym uznaniem, poniewaz:
1. Jestem Polka,
2. Jestem biala,
3. Piosenka jest w narzeczu Batak, jezyku plemiennym, ktorego wielu czlonkow tego plemienia, mieszkajacych w Stanach (w tym moj Maz) kompletnie nie rozumie. Kombinacja tych trzech czynnikow okazala sie powalajaca, totez doceniono moje starania.
Po moim wystepie podszedl do mnie AHS, gitarzysta zespolu, z niezwykla propozycja. Powiedzial, ze we wrzesniu bedzie odbywal sie Zjazd Indonezyjczykow Plemienia Batak w Californi (IMABAC), i ze biala dziewczyna, spiewajaca w jezyku plemiennym zrobilaby furore.
Oczywiscie nie trzeba bylo mnie dlugo przekonywac. Nauka kolejnej piosenki nie zajela mi dlugo.
W sobote wieczorem spotkalam sie z Cakrawala Band w domu AHS na wspolnej probie, ktora wypadla bardzo pomyslnie.
IMABAC zostal wyznaczony na 6 wrzesnia, poniedzialek, amerykanskie Swieto Pracy. W programie byla wspolna modlitwa, przemowienia, comedy show, tance, spiewy i lunch.O godzinie 10 rano sala Loma Linda Academy zapelnila sie kilkuset osobami.
Czesc artystyczna zaczela sie po lunchu, okolo godziny 3 po poludniu. Comedy show (w ktorym wystapil "Barack Obama " i "Michael Jackson" spotkal sie z ogromnym aplauzem.
W koncu nadeszla pora na nasz wystep, Cakrawala Band i ja. Zapowiedziana przez AHS weszlam na scene, z ulos przewieszonym przez ramie i tradycyjnej opasce na czole.
"Horas!" przywitalam sie.
A potem zaspiewalam.
Nie jestem w 100% zadowolona ze swojego wystepu, ale uczucie, ktore wywoluje we mnie przebywanie na scenie, jest nie do opisania. I te wszystkie znajome twarze, i ludzie, ktorzy mnie zupelnie nie znaja, ale usmiechaja sie i spiewaja razem ze mna... To wlasnie sprawia, ze nie moge sie doczekac pazdziernika, bo wyglada na to, ze... mamy kolejny wystep!
Wednesday, September 1, 2010
Zalety mieszkania w poblizu Hollywood
Wczoraj, na mojej ulicy, rozstawila sie ekipa filmowa i krecila kolejny odcinek "Glee". Jedyna wada tego stanu rzeczy byl brak parkingu i dzikie tlumy okupujace chodnik.
Subscribe to:
Posts (Atom)


