25 listopada wsiadĆam w samolot i poleciaĆam odwiedziÄ rodzinÄ w Polsce. Wycieczka minÄĆa jak z bicza trzasnÄ
Ć, w duĆŒej mierze dlatego, ĆŒe aktywnie udzielaĆam siÄ towarzysko, ale rĂłwnieĆŒ dlatego, ĆŒe naprawdÄ byĆ to bardzo krĂłtki wyjazd. 2. grudnia byĆam juĆŒ spowrotem w Iowa.
Na lotnisku przywitaĆa mnie koleĆŒanka (Michael byĆ w podrĂłĆŒy sĆuĆŒbowej) oraz temperatura 17 stopni. W grudniu! Wszyscy zgodnie twierdzili, ĆŒe to najcieplejsza zima od iluĆtam lat.
Wreszcie doszĆa do skutku transakcja kupna pewnej firmy przez naszÄ
. Jest to bardzo ekscytujÄ
ce wydarzenie (jeden z szefĂłw stwierdziĆ, ze nie byĆ tak podekscytowany, odkÄ
d zaprzestaliĆmy uĆŒywania kliszy i przeszliĆmy na fotografiÄ cyfrowÄ
), ale teĆŒ wymagajÄ
ce wielu zmian oraz wytÄĆŒonej pracy. Z tego powodu, pomimo szalejÄ
cej grypy, wszyscy przychodzili do biura.
W zeszĆy piÄ
tek dopadĆo i mnie. Na nieszczÄĆcie w zeszĆy weekend musiaĆam pracowaÄ, moĆŒecie sobie wiÄc wyobraziÄ, jak mi szĆo. Dobrze, ĆŒe pracÄ mogĆam wykonaÄ z domu, miÄdzy jednym smarkniÄciem a drugim.
Do poniedziaĆku polepszyĆo mi siÄ na tyle, ĆŒe postanowiĆam pĂłjĆÄ do pracy. Normalnie staram siÄ pierwsze dni grypy spÄdziÄ w izolacji, ale nie byĆo od kogo siÄ izolowaÄ. Wszyscy byli albo chorzy, albo w fazie zdrowienia.
W poniedziaĆek przyjechali do nas przedstawiciele firmy, ktĂłrÄ
wykupiliĆmy i wszyscy oddaliĆmy siÄ wspĂłlnej pracy i budowaniu wiÄzi koleĆŒeĆskich.
W ĆrodÄ rano zabrzÄczaĆ mĂłj telefon ogĆaszajÄ
c, ĆŒe w moim rejonie wprowadzono stan alarmowy ze wzglÄdu na nadciÄ
gajÄ
cÄ
ĆnieĆŒycÄ. Koledzy z nowej firmy szybko przebukowali loty i uciekli z Iowa zanim ĆŒywioĆ uderzyĆ.
PrawdÄ mĂłwiÄ
c nie wierzyĆam w ĆŒadnÄ
ĆnieĆŒycÄ. Do Ćrody nie spadĆ jeszcze ani jeden pĆatek Ćniegu. ZbieraĆo siÄ na deszcz ale temperatura byĆa wybitnie plusowa i nic nie zwiastowaĆo nadciÄ
gajÄ
cej katastrofy (nic za wyjÄ
tkiem daty koĆca Ćwiata: 12/21/2012).
Wieczorem, w oddalonej o 30 mil knajpie, gdzie majÄ
najlepszego na Ćwiecie kurczaka, odbyĆo siÄ firmowe Christmas Party, uĆwietnione losowaniem zakupionych przez firmÄ prezentĂłw, grami oraz wspĂłlnym odspiewaniem napisanej przeze mnie piosenki "12 Days Of MarathonFoto Christmas" (na melodiÄ oryginaĆu "12 Days Of Christmas). Poproszono mnie rownieĆŒ o zagranie i zaĆpiewanej polskiej kolÄdy. ZaintonowaĆam "Cicha noc" po polsku, drugÄ
zwrotkÄ wszyscy zaspiewaliĆmy po angielsku i tym miĆym, miÄdzynarodowym akcentem zakoĆczylismy imprezÄ.
WyszliĆmy z restauracji prosto w ukewny deszcz, w ktĂłrym ciÄĆŒko byĆo prowadziÄ samochĂłd. Z trudem dojechaliĆmy do domu.
W czwartek obudziĆam siÄ o 7 rano i stwierdzilam, iĆŒ z jakiegoĆ powodu, jest wciÄ
ĆŒ ciemno. WstaĆam i podeszĆam do okna, ktĂłre byĆo caĆkowicie zalepione lodem i Ćniegiem. Na zewnÄ
trz szalaĆa ĆnieĆŒyca, jakiej w ĆŒyciu nie widziaĆam.
DziÄki napÄdowi na 4 koĆa udaĆo nam siÄ z MÄĆŒem dotrzeÄ do pracy. ByliĆmy jednymi z niewielu osĂłb w biurze, wiÄkszoĆci nie udaĆo siÄ dojechaÄ. Okoliczne szkoĆy zostaĆy pozamykane a o 13:30, w zwiÄ
zku z coraz intensywniejszymi opadami Ćniegu (spowodowanymi, jak siÄ wkrĂłtce okazaĆo, przez ĆnieĆŒycÄ Draco), wysĆano i nas do domu.
W domu zastaliĆmy zablokowane Ćniegiem i lodem drzwi wejĆciowe, przewroconego przez wichurÄ grilla, oraz taki oto widok: