Monday, March 11, 2013

Konik

Dixon, klacz rodziny G, ozrebila sie w nocy z 28 lutego na 1 marca. Na swiat przyszlo takie cudo:




A tutaj konik - Joey - 3 dni po narodzinach:

03-03-2013 Dixon And Her Baby from Paulina Sinaga on Vimeo.












Friday, March 8, 2013

Fairfield Park and Recreation Indoor Mini Triathlon 2013

W polowie lutego wraz z kilkoma kolezankami z pracy wzielysmy udzial w Fairfield Park and Recreation Indoor Mini Triathlon 2013 - triatlonie organizowanym przez nasze lokalne centrum sportowe, odbywajacym sie wewnatrz budynku.
Tak, wiem, ze to brzmi zabawnie, ale przy dwudziestostopniowym mrozie trudno zorganizowac impreze sportowa na swiezym powietrzu (chyba, ze zawody narciarskie). Nasz triatlon odbyl sie w basenie, na rowerze stacjonarnym i na biezni.
Gdy otrzymalam email informujacy o triatlonie postanowilam namowic na udzial w nim kolezanki z pracy. Fajnie tak spotkac sie poza biurem i spedzic razem czas, na dodatek aktywnie. Udalo mi sie namowic 5 dziewczyn (w tym jedna w ciazy!) i stworzylysmy dwie druzyny: The Graceful Cheetahs oraz The Purring Cougars (kolezanki z tej druzyny byly nieco starsze, cougar, to okreslenie seksownej starszej pani).
Mnie wypadlo biec. Bieganie nie jest moja mocna strona, nie bylo ono mocna strona moich dwoch pozostalych kolezanek, stwierdzilam wiec, ze poswiece sie dla druzyny.
Maz zostal zatrudniony w charakterze fotografa. Po imprezie pobawilam sie Photoshopem i mamy takie oto pamiatkowe zdjecia:










The Purring Cougars zajely pierwsze miejsce, wygrywajac karnet na silownie. My zajelysmy drugie, wygrywajac karte prezentowa do hipermarketu o wartosci $45. Bawilysmy sie swietnie.

Tuesday, March 5, 2013

Burza sniezna Rocky

Burza sniezna Rocky zaatakowala w zeszly czwartek. Wiatr nie byl tak potezny jak podczas burzy snieznej Draco, i chyba dlatego napadalo duzo wiecej sniegu.




W srodku nocy snieg zaczal zsuwac sie z dachu, powodujac u mnie napady paniki, ze ktos wlamuje sie do domu. W piatek rano z trudem otworzylam drzwi frontowe do domu.

Monday, February 25, 2013

Moje kosmetyki - notka dla Malwiny

Dzis bedzie o moich kosmetykach.

Nie naleze do osob, ktore maluja sie codziennie. Przy wyborze kosmetykow czesto kieruje sie nosem. Nie jestem przywiazana do wielu marek, czesto zmieniam balsamy do ciala i szampony. Jest jednak kilka produktow, ktore bardzo lubie. Oto one:




CALGON Nourishing Body Cream - Tahitian Orchid - bardzo przyjemny balsam do ciala
Paul Mitchell Awapuhi Wild Ginger Texturizing Sea Spray - spray teksturyzujacy, swietnie dzialajacy na moje cienkie wlosy (niestety szalenie drogi). Bardzo lubie kosmetyki o zapachu imbiru.
Organix Coconut Milk Anti-Breakage Serum - serum kokosowe do zniszczonych wlosow. bardzo lubie produkty firmy Organix.
PINK SUGAR by Aquolina EDT - moje ulubione perfumy o dosc slodkim, ciezim zapachu.
Organix Coconut Milk & White Lotus Body Mist - mgielka do ciala.
Bodycology Brown Sugar Vanilla Body Mist - kolejna mgielka do ciala o zapachu cukru i wanilii.
Physicians Formula Organic Wear Tinted Moisturizer - Light to Natural - lekko barwiacy krem do twarzy, jednak nie tak gesty jak podklad. Physicians Formula to kolejna marka, ktora bardzo lubie. Produkty z tej serii mozna nabyc w hipermarkecie, sa niedrogie i dobre dla alergikow (takich jak ja).




Physicians Formula Happy Booster Glow & Mood Boosting Powder, Translucent 7318 - opalizujacy puder do twarzy
Physicians Formula Eye Liners - kredki do oczu: zielona, fioletowa, czarna i pare brazowych. Zestaw dla zielonych oczu.




Organix Shaping Body Souffle, Ever Slim, Coconut Milk White Chocolate - wyszczuplajacy krem do ciala. W wyszczuplanie nie wierze, ale swietnie ujedrnia, jest bardzo lekki i doskonale sie wchlania. Wlasnie mi sie skonczyl.



Old Spice Fresh Collection Body Wash Komodo - tak, wiem, ze to dla facetow :) ale kupowalam Mezowi zel pod prysznic tej samej firmy o innym zapachu (Fiji) i Komodo tak mi sie spodobal, ze kupilam dla siebie.

Wednesday, February 20, 2013

Szefowa odchodzi

Dziƛ rano dowiedziaƂam się, ĆŒe 15 marca moja szefowa odchodzi z pracy. Po 15 latach w naszej firmie zdecydowaƂa, ĆŒe nie chce juĆŒ pracować w marketingu, ale poswięcic się pracy w koƛciele, do ktorego naleĆŒy (jak juĆŒ kiedyƛ wspominaƂam, amerykaƄskie koƛcioƂy są poƂączeniem sanktuariĂłw, szkóƂ, przedszkoli, sal gimnastycznych, etc; SP zostanie więc zatrudniona na stanowisku sekretaryjno- kierowniczym na caƂy etat). Podejrzewam, ĆŒe związek z jej decyzją ma rĂłwnieĆŒ fakt, iĆŒ jej brat jest ƛwietnie prosperującym wƂaƛcicielem farmy ĆŒĂłĆ‚wii i potrzebuje wspĂłlnika.
Moją nową szefową będzie AN, która niedawno zostaƂa zatrudniona przez naszą firmę (ale ma doƛwiadczenie w marketingu).
Lubię AN, ale nie cieszy mnie odejƛcie SP. Trochę obawiam się zmian związanych z jej brakiem. SP byƂa poƛrednikiem między nami a szefami, ktĂłrych punkt widzenia byƂ nierzadko inny od naszego. ByƂa klejem scalającym firmę i, przy okazji, naprawdę dobrą koleĆŒanką. Będzie mi jej brakowaƂo.

Sunday, February 10, 2013

Rotavirus gastroenteritis

W sobote wieczorem wybralismy sie ze znajomymi na obiad do restauracji.
W niedziele wieczorem Maz byl jakis niewyrazny. W poniedzialek rozpoczal dzien od wizyty w toalecie i pozostal na posterunku do wieczora. Ja poszlam do pracy, ale po poludniu poczulam dziwne skurcze i burczenie w brzuchu. Zauwazylam rowniez, ze moja kolezanka, ktora uczestniczyla w sobotniej biesiadzie, napisala na Facebooku cos o "grypie zoladkowej".
Wieczorem bylam przygotowana. Zjadlam lekka kolacje, zazylam naproxen i pepto-bismol, po czym polozylam sie spac.
O 2 rano obudzil mnie potworny bol brzucha i mdlosci.
Oszczedze Wam, drodzy czytelnicy, szczegolow mojej niemocy. Nie musze chyba pisac, ze nie poszlam tego dnia do pracy. Wygooglalam sobie za to wirusowe zapalenie zoladka i dowiedzialam sie, ze w Stanach zapada na nie okolo 3 miliony osob rocznie.
W czwartek dowiedzialam sie, ze siostra koleĆŒanki tez jest chora.
Chyba wyczerpalismy z Mezem roczny limit chorob. Teraz musi byc tylko lepiej. Zreszta, mielismy sporo szczescia: moj kolega, ktory rowniez rozchorowal sie na zapalenie zoladka, wyladowal w szpitalu, powaznie odwodniony.

Tuesday, January 22, 2013

Ludzie i koty

CzytaƂam gdzieƛ, ĆŒe gdy kot ƛpi z czƂowiekiem w Ć‚ĂłĆŒku, wƂaƛciciel podƛwiadomie ukƂada się tak, ĆŒeby nie zgnieƛć pupila. Ciekawe, ĆŒe tego samego zjawiska nie da się zaobserwować w stosunku do wspóƂmaĆ‚ĆŒonka.
Oto mÄ…ĆŒ z Ding-Dongiem. Aby zrobić kotu miejsce, mÄ…ĆŒ uƂoĆŒyƂ się po przekątnej. Na mojej częƛci Ć‚ĂłĆŒka.


Friday, January 18, 2013

OtarƂam się o ƛmierć :)

W sobotę wieczorem postanowiƂam pojechać na zakupy. Po wyjƛciu z domu zauwaĆŒyƂam, ĆŒe zacząƂ padać ƛnieg: nie bardzo, tak sobie prĂłszyƂ. Nie byƂo nawet sensu wƂączać napędu na 4 koƂa.
10 minut pĂłzniej musiaƂam zwolnić do 20 mil na godzinę: ƛnieg padaƂ tak, ĆŒe nie byƂo widać nic. Nie widziaƂam gdzie koƄczy się droga, a zaczyna pobocze, ani gdzie jest pobliski rĂłw. Za mną jechaƂy 2 samochody.
PeƂzƂam tak sobie wolniutko, slalomując z pobocza na drogę i spowrotem na pobocze, gdy nagle chyba zbyt gwaƂtownie obrociƂam kierownicą i wpadƂam w poƛlizg: najpierw niewielki, ale pĂłzniej, gdy prĂłbowaƂam kontrować, zaczęƂam sie juĆŒ ƛlizgać na caƂego. Przy tej prędkoƛci nie baƂam się nawet, ĆŒe uderzy we mnie auto (wszyscy jechali 20 mph), ale ĆŒe wpadnę do pobliskiego rowu i ĆŒe będę dachować. Kierowcy za mną przytomnie zwolnili i utrzymywali dystans, ja zaƛ, wzywając gƂoƛno BoĆŒej pomocy, obrĂłciƂam się o 180 stopni (a moĆŒe 540? Sama juĆŒ nie wiem) i wreszcie zatrzymaƂam się na pasie dla samochodĂłw jadących w przeciwna stronę. Dobrze, ĆŒe nic nie jechaƂo.
Nieco roztrzęsiona wƂączyƂam napęd na 4 koƂa i zaczęƂam jechać w przeciwnym kierunku, szukając dogodnego miejsca, w ktĂłrym mogƂabym zawrĂłcić. Tak, pojechaƂam na te zakupy. Stwierdzilam, ĆŒe takie przeĆŒycia muszą być czegoƛ warte.

Friday, January 11, 2013

60-godzinny tydzien

W poniedzialek szefostwo dalo mi pare projektow "last minute".
We wtorek bylam w pracy do 23:30. Zamierzalam pracowac "do oporu", az skoncze, ale zorientowalam sie, ze w srode rano szefowie beda w samolocie i nie beda w stanie sprawdzic tego, co zrobilam. To dawalo mi jakies dodatkowe 3 godziny. Pojechalam do domu.
W srode bylam w pracy do 22:00.
W czwartek bylam do 19:00 ale zabralam prace do domu.
Dzisiaj przygotowalam sobie "niezbednik": szczotka do zebow, pasta, krem do twarzy, grzebien, czysta bielizna i skarpetki, maly kocyk. Nastepnym razem gdy przyjdzie mi pracowac do poznych godzin nocnych, po prostu poloze sie spac na kanapie w biurze. SH, jeden z naszych managerow, bardzo czesto tak robi. Ja bede po prostu lepiej przygotowana.

Tuesday, January 8, 2013

Uzbrojeni

Mieszkam w rejonie StanĂłw Zjednoczonych, w ktĂłrym chyba kaĆŒdy ma broƄ. Nie przesadzam.
Kilka dni temu mĂłj kolega z koƛcioƂa pochwaliƂ się na Facebooku, ĆŒe dostaƂ uprawnienia do noszenia przy sobie nabitej, ukrytej broni (concealed carry). W najbliĆŒszą sobotę, W KOÚCIELE, zaprezentowaƂ dumnie swĂłj pistolet.
MĂłj inny kolega ma karabin kaliber 50. Jest wprawdzie myƛliwym, ale tego gnata trudno chyba uĆŒyć na zwierzęciu mniejszym niĆŒ sƂoƄ. Z tego co wiem i widziaƂam, koledzy zabawiają się strzelaniem tym czymƛ w drzewa. WystrzaƂ z tej broni brzmi, jakby w okolicy wybuchƂa bomba (przynajmniej ja mam takie skojarzenia).
Moja koleĆŒanka z pracy jest samotną matką z czwĂłrką dzieci. Nie przelewa im się. W domu ma 10 rĂłĆŒnych rodzajĂłw broni, od pistoletĂłw po karabiny.
Tragedia, do ktĂłrej doszƂo w Sandy Hook Elementary, sprawiƂa, ĆŒe dyskusje na temat posiadania broni przez cywilĂłw rozgorzaƂy ze zdwojoną siƂą. Moi facebookowi znajomi przeƛcigają się wręcz we wstawianiu tematycznych postĂłw.
Nie posiadam broni. Nigdy jej nie posiadaƂam i nie odczuwam potrzeby / zagroĆŒenia, ktĂłre mogƂoby skƂonić mnie do jej nabycia. MoĆŒe to się kiedyƛ zmieni, nie mam pojęcia.
Pozwolę sobie poniĆŒej zacytować posty / opinie moich kochających broƄ znajomych, ktore najbardziej mnie poruszyly, oraz je skomentować.
1. Noszenie broni jest prawem kaĆŒdego obywatela StanĂłw Zjednoczonych. Zgoda na zwiększenie kontroli sprzedaĆŒy broni to zgoda na pozbawienie samego siebie konstytucyjnych praw. - Czy musimy korzystać z kaĆŒdego prawa, z ktĂłrego korzystać nie musimy, BO TAK? W imię zasad? Poza tym, o ile moĆŒe jestem w stanie jakoƛ zrozumieć posiadanie pistoletu w celach samoobrony, o tyle kompletnie nie rozumiem, po co cywilowi potrzebna jest broƄ automatyczna???
2. PrzecieĆŒ musimy się jakoƛ bronić! - Przed kim? Nie jesteƛmy w stanie wojny, przed kim mamy się tak uzbrajać? Poza tym, myƛlę, ĆŒe gdyby przyszƂo nam strzelać do wƂamywacza, maƂo kto miaƂby jaja, ĆŒeby tak naprawdę pociągnąć za spust.
3. Nie obwiniamy samochodĂłw za pijanych kierowcĂłw, ktĂłrzy powodują wypadki. Nie obwiniajmy broni palnej za ludzi psychicznie chorych, ktĂłrzy mordują ludzi! - SamochĂłd sƂuĆŒy do przemieszczania się z miejsca na miejsce. Niekiedy, w wyniku jego uĆŒycia, giną ludzie. BroƄ sƂuĆŒy do zabijania. Celem jej uĆŒycia jest pozbawienie ludzi ĆŒycia. Li i jedynie.
Nie jestem przeciwna posiadaniu broni przez cywilow, ale mysle, ze jej sprzedaz powinna sie odbywac wedlug jakichs regul, po sprawdzeniu historii kryminalnej potencjalnego nabywcy oraz po poddaniu go testom psychologicznym.

Saturday, January 5, 2013

Wyjątkowa opieka

W poniedziaƂek po stracie Boberty, pojechaƂam do weterynarza, ĆŒeby powiedzieć, co sie staƂo. Wszystkie pielęgniarki pƂakaƂy ze mną. Przez te pare miesięcy, podczas licznych wizyt (i dƂuĆŒszych pobytĂłw Bobby w placĂłwce), zdÄ…ĆŒyƂy się zaprzyjaĆșnić i ze mną, i z moją kotką.
Parę dni pĂłĆșniej otrzymaƂam drogą pocztową taką oto kartkę:




oraz wierszyk, prodczas czytania którego usiadƂam w kuchni na podƂodze i pƂakaƂam jak bóbr:




Ten szpital weterynarii nie naleĆŒy do najtaƄszych, ale zapewnia zwierzętom naprawdę wysokiej jakoƛci opiekę. Lekarze i pielęgniarki dzwonili do mnie wiele razy w ciagu dnia aby poinformować jak Bobby czuje się po sterylizacji oraz innych zabiegach. Gdy leczenie nie przynosilo rezultatow, przez 10 dni zatrzymali ją na obserwacje, za ktĂłre nie zapƂaciƂam ANI DOLARA. Gdy dowiedzieli się o mojej stracie, rozumieli co czuję, i przysƂali mi kartkę z kondolencjami.
Tak, wiem, ĆŒe to tylko kot. Ale miƂo, ĆŒe ktoƛ rozumie ĆŒe dla mnie jest to kot wyjątkowy, ukochany przyjaciel.

Thursday, January 3, 2013

Choinkowa salatka

SKLADNIKI:
- liscie bocwiny poszatkowane we wstazki (ja uzylam kapuste wloska),
- pestki z 1 owocu granatu,
- 3/4 kubka zamrozonych winogron (ja moich nie zamrazalam),
- 2 pomarancze satsuma, pokrojone w plasterki (ja uzylam 2 mandarynek),
- 1 mala cebula, posiekana,
- 1/4 - 1/2 kubka posiekanych orzechow leszczynowych (mozna uzyc wloskich),
- 2 lyzki stolowe suszonej zurawiny,
- 1 jablko, posiekane.

DRESSING:
- 2 lyzki octu jablkowego,
- 1 lyzka syropu klonowego,
- 1/3 lyzeczki soli,
- 1/4 lyzeczki czarnego pieprzu,
- 1/8 lyzeczki sproszkowanej kolendry,
- 1/8 lyzeczki kurkumy,
- szczypta pieprzu kajenskiego,
- miazsz z pomaranczy


Pelen przepis mozecie znalezc tutaj:
http://kblog.lunchboxbunch.com/2012/12/christmas-tree-salad-pomegranate-pecans.html?m=1

Tuesday, January 1, 2013

Wszystko, o co kiedykolwiek chcieliscie zapytac...

W 2007 roku zalozylam bloga. Chcialam, aby moja rodzina i znajomi w Polsce mogli na biezaco sledzic moje przygody, oraz, razem ze mna, poznawac kulture Stanow Zjednoczonych. Piszac przez prawie 6 lat udalo mi sie zgromadzic rzesze wiernych czytelnikow i nawiazac fantastyczne przyjaznie. Jestem bardzo wdzieczna za Wasze zainteresowanie i wszystkie zyczliwe komentarze. Dziekuje, ze jestescie ze mna!
Bloga pisze dla Was i chce pisac o rzeczach, ktore Was interesuja. Prosze, napiszcie w komentarzach (lub w prywatnej wiadomosci), jakie tematy chcielibyscie abym poruszyla, jaki element zwiazany z kultura Stanow Zjednoczonych przyblizyla, jakie zdjecia wstawila. Postaram sie odpowiedziec na wszystkie pytania.

Monday, December 31, 2012

Rok 2012 w obrazkach

STYCZEN:
 Zaczynalismy ten rok mieszkajac wciaz u kolegi.

LUTY:
 Dostalam wlasne biuro!

MARZEC:
 Odkrywam piekno zwierzat hodowlanych.

KWIECIEN:
Robi sie cieplo. Towarzysze Michaelowi w wyprawach wedkarskich.

MAJ: 
 Jade na moja pierwsza konferencje Silverpop, polaczona z koncertem zespolu Blues Traveler.

CZERWIEC:
Moje 30. urodziny. Michael, aby uczcic zalobe po mojej utraconej mlodosci, zamawia ciasto z czarnym lukrem.

LIPIEC: 
 Kupujemy dom! Ucze sie sztuki ogrodniczej.

SIERPIEN:
Miniwakacje w Californi, polaczone z praca oraz spotkaniami z przyjaciolmi z kosciola. 

WRZESIEN: 
Boberta jest moja najlepsza przyjaciolka. Szczegolnie, gdy grabie liscie.

PAZDZIERNIK: 
Ciagnik party!

LISTOPAD: 
Wycieczka do Polski. 

GRUDZIEN:
Burza sniezna Draco atakuje.

Wszystkim zycze fantastycznego Sylwestra i szczesliwego Nowego Roku 2013!

Wednesday, December 26, 2012

Swiateczna grypa

W piatek przed swietami zaczelo mnie cos lamac. W sobote dopadla mnie taka grypa, ze nie moglam wstac z lozka. Jako, ze bylam juz chora od dobrego tygodnia, postanowilam wybrac sie do lekarza, zeby upewnic sie, ze to nie cos gorszego. 
Klinika, do ktorej zwykle chodze, byla zamknieta w sobote, zadzwonilam wiec do dwoch klinik w Fairfield. W obu powiedzieli mi, ze maja pelen grafik, i, ze jesli nie bylam wczesniej ich pacjentka, to nie moga mnie przyjac nawet dodatkowo. Odmowili nawet przyjecia mnie w poniedzialek, srode, czwartek i piatek zaslaniajac sie pelnym grafikiem i faktem, ze nie jestem ich pacjentka! Bylam niesamowicie zaskoczona i zla.
W poniedzialek, w mojej klinice dowiedzialam sie, ze mam infekcje obu uszu i gardla. To ciekawe, uszy mi akurat nie dokuczaly. Zostaly mi przepisane antybiotyki i sterydy, ktore niezwlocznie wykupilam po czym wrocilam do domu, aby spedzic Wigilie z rodzicami na Skype. 
Dopiero dzisiaj udalo mi sie wstac z lozka, zadzwonic do paru znajomych i nie brzmiec jak zombie. 

Przyjmijcie ode mnie spoznione, ale szczere, zyczenia Swiateczne. Niech Nowy Rok obfituje w same radosne wydarzenia!

Friday, December 21, 2012

W telegraficznym skrĂłcie

25 listopada wsiadƂam w samolot i poleciaƂam odwiedzić rodzinę w Polsce. Wycieczka minęƂa jak z bicza trzasnąƂ, w duĆŒej mierze dlatego, ĆŒe aktywnie udzielaƂam się towarzysko, ale rĂłwnieĆŒ dlatego, ĆŒe naprawdę byƂ to bardzo krĂłtki wyjazd. 2. grudnia byƂam juĆŒ spowrotem w Iowa.
Na lotnisku przywitaƂa mnie koleĆŒanka (Michael byƂ w podrĂłĆŒy sƂuĆŒbowej) oraz temperatura 17 stopni. W grudniu! Wszyscy zgodnie twierdzili, ĆŒe to najcieplejsza zima od iluƛtam lat.
Wreszcie doszƂa do skutku transakcja kupna pewnej firmy przez naszą. Jest to bardzo ekscytujące wydarzenie (jeden z szefĂłw stwierdziƂ, ze nie byƂ tak podekscytowany, odkąd zaprzestaliƛmy uĆŒywania kliszy i przeszliƛmy na fotografię cyfrową), ale teĆŒ wymagające wielu zmian oraz wytÄ™ĆŒonej pracy. Z tego powodu, pomimo szalejącej grypy, wszyscy przychodzili do biura.
W zeszƂy piątek dopadƂo i mnie. Na nieszczęƛcie w zeszƂy weekend musiaƂam pracować, moĆŒecie sobie więc wyobrazić, jak mi szƂo. Dobrze, ĆŒe pracę mogƂam wykonać z domu, między jednym smarknięciem a drugim.
Do poniedziaƂku polepszyƂo mi się na tyle, ĆŒe postanowiƂam pĂłjƛć do pracy. Normalnie staram się pierwsze dni grypy spędzić w izolacji, ale nie byƂo od kogo się izolować. Wszyscy byli albo chorzy, albo w fazie zdrowienia.
W poniedziaƂek przyjechali do nas przedstawiciele firmy, ktĂłrą wykupiliƛmy i wszyscy oddaliƛmy się wspĂłlnej pracy i budowaniu więzi koleĆŒeƄskich.
W ƛrodę rano zabrzęczaƂ mĂłj telefon ogƂaszając, ĆŒe w moim rejonie wprowadzono stan alarmowy ze względu na nadciągającą ƛnieĆŒycę. Koledzy z nowej firmy szybko przebukowali loty i uciekli z Iowa zanim ĆŒywioƂ uderzyƂ.
Prawdę mĂłwiąc nie wierzyƂam w ĆŒadną ƛnieĆŒycę. Do ƛrody nie spadƂ jeszcze ani jeden pƂatek ƛniegu. ZbieraƂo się na deszcz ale temperatura byƂa wybitnie plusowa i nic nie zwiastowaƂo nadciągającej katastrofy (nic za wyjątkiem daty koƄca ƛwiata: 12/21/2012).
Wieczorem, w oddalonej o 30 mil knajpie, gdzie mają najlepszego na ƛwiecie kurczaka, odbyƂo się firmowe Christmas Party, uƛwietnione losowaniem zakupionych przez firmę prezentĂłw, grami oraz wspĂłlnym odspiewaniem napisanej przeze mnie piosenki "12 Days Of MarathonFoto Christmas" (na melodię oryginaƂu "12 Days Of Christmas). Poproszono mnie rownieĆŒ o zagranie i zaƛpiewanej polskiej kolędy. ZaintonowaƂam "Cicha noc" po polsku, drugą zwrotkę wszyscy zaspiewaliƛmy po angielsku i tym miƂym, międzynarodowym akcentem zakoƄczylismy imprezę.
Wyszliƛmy z restauracji prosto w ukewny deszcz, w ktĂłrym ciÄ™ĆŒko byƂo prowadzić samochĂłd. Z trudem dojechaliƛmy do domu.
W czwartek obudziƂam się o 7 rano i stwierdzilam, iĆŒ z jakiegoƛ powodu, jest wciÄ…ĆŒ ciemno. WstaƂam i podeszƂam do okna, ktĂłre byƂo caƂkowicie zalepione lodem i ƛniegiem. Na zewnątrz szalaƂa ƛnieĆŒyca, jakiej w ĆŒyciu nie widziaƂam.
Dzięki napędowi na 4 koƂa udaƂo nam się z MÄ™ĆŒem dotrzeć do pracy. Byliƛmy jednymi z niewielu osĂłb w biurze, większoƛci nie udaƂo się dojechać. Okoliczne szkoƂy zostaƂy pozamykane a o 13:30, w związku z coraz intensywniejszymi opadami ƛniegu (spowodowanymi, jak się wkrĂłtce okazaƂo, przez ÚnieĆŒycę Draco), wysƂano i nas do domu.
W domu zastaliƛmy zablokowane ƛniegiem i lodem drzwi wejƛciowe, przewroconego przez wichurę grilla, oraz taki oto widok:







Sunday, November 18, 2012

Boberta

Bobby przeszla powaĆŒne leczenie, zastrzyki i sterylizacje. Ze względu na fakt, iĆŒ miaƂa uszkodzenie nerwu i nie do koƄca kontrolowaƂa swoje potrzeby fizjologiczne, nie mogliƛmy zabrać jej do domu po ĆŒadnym z zabiegĂłw. MartwiƂam się, jak zwierzak zniesie przymrozki, ale Boberta potrafiƂa o siebie zadbać: spaƂa pod naszym domem, przy rurach z ciepƂą wodą, wraz z rudym kotem z sąsiedztwa. Nie sprzeciwiaƂam się temu związkowi: w koƄcu oboje czerpali z niego korzyƛci. Bobercie byƂo ciepƂo a rudzielec podjadaƂ jej czasem z miski.
Wyglada na to, ĆŒe byƂa szczęƛliwa: zawsze wesoƂa, rozbrykana, wspinająca sie na drzewa z prędkoƛcią bƂyskawicy, jakby grawitacja jej nie dotyczyƂa. Zawsze przychodziƂa na woƂanie. Zawsze byƂa skora do zabawy. Zawsze dotrzymywaƂa mi towarzystwa, gdy pracowaƂam w ogrĂłdku.
We wtorek wieczorem widziaƂam Bobertę ostatni raz. Nie zmartwiƂam się zbytnio, gdy nie przyszƂa na ƛniadanie w ƛrodę rano, zdarzaƂa się jej juĆŒ taka nieobecnoƛć. Wieczorem byƂam jednak nieco zaniepokojona.
W czwartek zaalarmowaƂam sąsiadĂłw. W piątek zadzwoniƂam do okolicznych schronisk dla zwierząt. ObjechaƂam teĆŒ caƂą okolicę, szukając Boberty.
Rudzielec rĂłwnieĆŒ zniknąƂ. PrĂłbowaƂam pocieszać się myƛlą, ĆŒe moĆŒe poszli razem Ƃowić myszy na pobliskim polu.
Dziƛ rano na moim ganku siedziaƂ rudy kot, patrząc mi wymownie w oczy.
Jadąc do miasta znalazƂam Bobertę leĆŒÄ…cą na poboczu drogi szybkiego ruchu. PochowaƂam ją w ogrĂłdku. Na wiosnę posadzę na niej kwiatki.