W zeszly piatek odwiedzilam American Education Research Corporation, organizacje zajmujaca sie tlumaczeniem i ocena zagranicznych dyplomow/stopni naukowych.
Po szybkim przejrzeniu wydanego przez moja uczelnie angielskiego oryginalu moich dokumentow pani stwierdzila, ze prawdopodobnie bedzie potrzebowala oryginal polski, ale ze jeszcze sie upewni i oddzwoni do mnie we wtorek.
We wtorek okazalo sie, ze polski oryginal nie jest potrzebny. Za 4 tygodnie dowiem sie, ile wart jest polski stopien magistra inzyniera architekta w Stanach Zjednoczonych.
Saturday, April 17, 2010
Thursday, April 15, 2010
Zenada
To juz nie chodzi o to, czy prezydent zasluguje na pochowek na Wawelu czy nie. Ale to, co wyprawiaja ludzie, te protesty, flash moby, pikiety, listy otwarte, transparenty... to wszystko w obliczu zaloby narodowej jest naprawde zenujace.
Monday, April 12, 2010
Tragedia
W sobote obudzil mnie sms od tescia. Wynikalo z niego, ze jacys Polacy zgineli w katastrofie lotniczej. O 7:30 rano nie myslalam jeszcze trzezwo, totez szybko zasnelam ponownie.
Chwile pozniej moj telefon dal znac o facebookowym powiadomieniu. Przyjaciolka zostawila mi nastepujacy wpis:
"My condolences to you upon hearing about the death of your country's president and first lady."
Momentalnie oprzytomnialam i podnioslam sie z lozka. Kliknelam w aplikacje New York Times i po chwili wiedzialam juz wszystko.
Moja reakcja? Szok. Niedowierzanie. Strach o przyszlosc Polski i moich bliskich. Wspolczucie dla rodzin ofiar. Niedowierzanie. Niedowierzanie. Czy wspomnialam o niedowierzaniu?
Dopiero teraz, w niedziele wieczorem, po przeczytaniu dziesiatek newsow na internetowych stronach polskich i amerykanskich, po obejrzeniu wiadomosci na CNN, ABC, FOX11, dotarlo do mnie, co naprawde sie stalo.
Nie bede tu pisac wznioslych slow i patetycznych sformulowan. Nigdy nie potrafilam. Jedno wiem na pewno: stala sie tragedia na skale swiatowa, krajowa i- rodzinna. I, chociaz nie wyciska ona lez z moich oczu, to zdecydowanie napawa smutkiem i lekiem.
Nie rozumiem tylko dwoch rzeczy:
1.Dlaczego tak wiele waznych osobistosci lecialo razem jednym samolotem?
Na porzadku dziennym sa sytuacje, gdy cale rodziny wybieraja sie na wycieczki/sluby, i, z wiadomych wzgledow, maz leci osobno, zona osobno, dzieci osobno. Dlaczego dopuszczono sie takiego zaniedbania w stosunku do glowy panstwa i innych waznych osobistosci? Marta Kaczynska stracila oboje rodzicow.
2.Dlaczego samolot probowal podchodzic do ladowania az 4 razy, zanim w koncu rozbil sie?
Czytalam i slyszalam opinie bieglych, ktorzy mowili, iz cztery proby podchodzenia do ladowania w zlych warunkach atmosferycznych nie sa czyms zwyczajnym. Kontroler sugerowal ladowanie na innym lotnisku. Rozumiem, ze delegacja spoznilaby sie wtedy na obchody 70- lecia mordu katynskiego. Rozumiem, ze pilot byl pod presja (na pewno pamietal sytuacje z Gruzji i swojego kolege, ktory stracil prace). W tym jednak przypadku bezpieczenstwo prezydenta Polski jest wazniejsze, niz spoznienie lub Katyn.
Moze mozna bylo uniknac tej tragedii? Mysle, ze rzad powinien z niej wyciagnac wnioski na przyszlosc.
I modle sie za rodziny ofiar i za przyszlosc Polski.
Chwile pozniej moj telefon dal znac o facebookowym powiadomieniu. Przyjaciolka zostawila mi nastepujacy wpis:
"My condolences to you upon hearing about the death of your country's president and first lady."
Momentalnie oprzytomnialam i podnioslam sie z lozka. Kliknelam w aplikacje New York Times i po chwili wiedzialam juz wszystko.
Moja reakcja? Szok. Niedowierzanie. Strach o przyszlosc Polski i moich bliskich. Wspolczucie dla rodzin ofiar. Niedowierzanie. Niedowierzanie. Czy wspomnialam o niedowierzaniu?
Dopiero teraz, w niedziele wieczorem, po przeczytaniu dziesiatek newsow na internetowych stronach polskich i amerykanskich, po obejrzeniu wiadomosci na CNN, ABC, FOX11, dotarlo do mnie, co naprawde sie stalo.
Nie bede tu pisac wznioslych slow i patetycznych sformulowan. Nigdy nie potrafilam. Jedno wiem na pewno: stala sie tragedia na skale swiatowa, krajowa i- rodzinna. I, chociaz nie wyciska ona lez z moich oczu, to zdecydowanie napawa smutkiem i lekiem.
Nie rozumiem tylko dwoch rzeczy:
1.Dlaczego tak wiele waznych osobistosci lecialo razem jednym samolotem?
Na porzadku dziennym sa sytuacje, gdy cale rodziny wybieraja sie na wycieczki/sluby, i, z wiadomych wzgledow, maz leci osobno, zona osobno, dzieci osobno. Dlaczego dopuszczono sie takiego zaniedbania w stosunku do glowy panstwa i innych waznych osobistosci? Marta Kaczynska stracila oboje rodzicow.
2.Dlaczego samolot probowal podchodzic do ladowania az 4 razy, zanim w koncu rozbil sie?
Czytalam i slyszalam opinie bieglych, ktorzy mowili, iz cztery proby podchodzenia do ladowania w zlych warunkach atmosferycznych nie sa czyms zwyczajnym. Kontroler sugerowal ladowanie na innym lotnisku. Rozumiem, ze delegacja spoznilaby sie wtedy na obchody 70- lecia mordu katynskiego. Rozumiem, ze pilot byl pod presja (na pewno pamietal sytuacje z Gruzji i swojego kolege, ktory stracil prace). W tym jednak przypadku bezpieczenstwo prezydenta Polski jest wazniejsze, niz spoznienie lub Katyn.
Moze mozna bylo uniknac tej tragedii? Mysle, ze rzad powinien z niej wyciagnac wnioski na przyszlosc.
I modle sie za rodziny ofiar i za przyszlosc Polski.
Thursday, April 8, 2010
Przeprowadzamy sie!
Tym razem jednak nie na drugi koniec Stanow, ale do malego domku w SM oddalonego o 4 mile od mojego miejsca pracy. Od 1 maja koniec z wstawaniem o 6:30!
Monday, April 5, 2010
Kolejne trzesienie ziemi...
Wczoraj po poludniu, relaksujac się w łóżku po naszej wyprawie wielkanocnej, poczułam trzesienie ziemi. Najpierw lagodne, potem coraz silniejsze. Zakolysaly się zaluzje w oknach, regal, polki na scianach. Slychac bylo dziwny dzwiek, jakby szum. Pom-Pom obudzila się i zaczęła się rozgladac. Po raz pierwszy i ja się zaniepokoilam i obudzilam spiacego obok Meza.
Z wiadomosci dowiedzielismy sie, ze na granicy meksykansko- amerykanskiej mialo miejsce trzesienie ziemi o sile 7.2 stopnia w skali Richtera. Silniejsze, niz na Haiti. Jedynie 2 ofiary smiertelne, prawdopodobnie dlatego, iz w tym regionie budynki wznoszone sa wedlug innych regul, niz na Haiti, i nie zawalaja sie tak latwo.
Dzis rano obudzilam sie z kotka, spiaca przy moim boku. Zaskoczylo mnie to, bo z reguly spi w swoim lozeczku. Dopiero po zajrzeniu do mojej ulubionej, iPhone'owej aplikacji USGS zorientowalam sie, ze w ciagu nocy mielismy KILKANASCIE malych trzesien ziemi (po angielsku nazywa sie to "aftershock", mniejsze trzesienie ziemi nastepujace po wiekszym), 2 - 2.5 stopnia w skali Richtera. Widac futrzak tez przejal sie cala sprawa.
Z wiadomosci dowiedzielismy sie, ze na granicy meksykansko- amerykanskiej mialo miejsce trzesienie ziemi o sile 7.2 stopnia w skali Richtera. Silniejsze, niz na Haiti. Jedynie 2 ofiary smiertelne, prawdopodobnie dlatego, iz w tym regionie budynki wznoszone sa wedlug innych regul, niz na Haiti, i nie zawalaja sie tak latwo.
Dzis rano obudzilam sie z kotka, spiaca przy moim boku. Zaskoczylo mnie to, bo z reguly spi w swoim lozeczku. Dopiero po zajrzeniu do mojej ulubionej, iPhone'owej aplikacji USGS zorientowalam sie, ze w ciagu nocy mielismy KILKANASCIE malych trzesien ziemi (po angielsku nazywa sie to "aftershock", mniejsze trzesienie ziemi nastepujace po wiekszym), 2 - 2.5 stopnia w skali Richtera. Widac futrzak tez przejal sie cala sprawa.
Sunday, April 4, 2010
Niedziela Wielkanocna w Palm Springs
Swieta Wielkiej Nocy nie są w Ameryce obchodzone z tak wielka pompą, z jaka obchodzi się je w Polsce. Prawdopodobnie dlatego, ze większość Amerykanow to protestanci. Poza tym, tradycje takie jak swiecenie pokarmów, poszczenie w Wielki Piatek, Wielkanocne śniadanie, czy tez Lany Poniedzialek, są typowo polskie.
Zazwyczaj jemy z Mezem swiatecznie śniadanie (nie znajdziecie jednak na naszym stole białej kiełbasy, szynki lub pasztetu), tym razem postanowiliśmy inaczej spędzić Niedziele wielkanocna. Wstalismy bardzo wcześnie, już o 2:45 rano, i pojechalismy do Palm Springs. O 5 rano wjechalismy gondola na szczyt gory St Jacinto. Własnie tam, z okazji Swiat Wielkanocnych, zorganizowano specjalna uroczystość polaczona z ogladaniem wschodu słońca. W cenę biletu wliczone było również śniadanie.
Na uroczystości zostaliśmy do godziny 6 rano. Na zewnątrz zaczynało się już przejasniac, nie chcieliśmy przegapic wschodu słońca, taka okazja nie zdarza się codziennie.
Po pieciu minutach przebywania na tarasie widokowym przekonalismy się, ze założenie na siebie wszystkich ciepłych ubrań, jakie mieliśmy, było dobrym pomysłem. Było zimno. Przerazliwie zimno. Okrutnie zimno. Oczywiscie nie bylo chlodniej, niz w przecietny, zimowy polski dzien, ale takiego zimna normalnie nie można doswiadczyc w Californi (chyba, ze wjedziemy gondola na wysokość 8516 stop n.p.m.).
Mam swoją teorie na temat odczuwania temperatur. Myśle, ze jest to pojęcie bardzo względne. Wedlug mnie szystko zależy od:
1. Pory roku. Jeśli mamy np. lato, to temperatura 10 stopni Celsjusza byłaby w naszym odczuciu wyjątkowo niska.
2. Lokalizacji. Będąc w Californi nie spodziewamy się niskich temperatur.
3. Przyzwyczajen. Człowiek wychowany w Polsce, tak jak ja, przyjmie niskie temperatury z godnościa i cierpliwoscia.
Tej drugiej miałam pod dostatkiem. Moj brak godności zaś (spowodowany wieloma miesiącami spedzonymi w Californi), objawial się głośnym szczekaniem zębami.
Niedogodnosci zostały nam szybko wynagrodzone. Niebo powoli się rozjasnialo, zmieniając kolory. O 6:32 na niebie pojawił się mały, jasny luk. Słońce powoli wynurzalo się zza horyzontu i po 5 minutach mogliśmy je już zobaczyc w całej okazalosci. Ludzie bili brawo.
Po wymianie kontaktów YouTube z facetem stojacym obok (który ze statywu nagrał 45 minutowy film ze wschodem słońca) udalismy się spowrotem do budynku na śniadanie. Długa kolejka szybko przesuwała się po schodach, miedzy doniczkami z Easter Lilies (Liliami Wielkanocnymi. Tak, mamy w Ameryce nie tylko Gwiazdy Betlejemskie, ale i Lilie Wielkanocne.). Zacheceni przez obsługę budynku goście, szybko zaczęli brać kwiaty ze sobą, jako pamiątkę Wielkanocy 2010.
Po sniadaniu, złożonym z omletow, drobiowych kielbasek, smazonych ziemniaków, wedzonego lososia i owoców, udalismy się na mały spacer po budynku (mieściło się tam pare muzeów, sklepów z pamiątkami oraz tarasy widokowe) oraz BARDZO mały spacer po okolicy (było za zimno na dłuższe wycieczki). O 9 zjezdzalismy gondola w dół, w kierunku parkingu. Wreszcie mieliśmy okazje zobaczyć panoramę Cochella Valley (o 5 rano było wciąż ciemno, co uniemozliwialo dostrzezenie czegokolwiek oprócz księżyca, gwiazd i swiatel miast w dolinie).
Ciekawym rozwiązaniem jest obrotowa podłoga zamontowana w gondoli. Dzięki niej wszyscy goście jadący kolejka mogą zobaczyć panoramę bez przemieszczania się w kabinie.
Powrót do domu zajął nam półtorej godziny. Dzień był piękny, powietrze wyjątkowo, jak na ten region Californi, czyste. Przejezdzalismy obok tysięcy wiatrakow, które, nawiasem mówiąc, bardzo ładnie wkomponowuja się w krajobraz. Sami zobaczcie:
Około 10 rano byliśmy w domu. Udalismy się do łóżka, z mocnym postanowieniem odespania zarwanej nocy. Mąż szybko zaczął pochrapywac, ale ja zalelam się edytowaniem zdjęć i filmu z naszej wycieczki...
Zazwyczaj jemy z Mezem swiatecznie śniadanie (nie znajdziecie jednak na naszym stole białej kiełbasy, szynki lub pasztetu), tym razem postanowiliśmy inaczej spędzić Niedziele wielkanocna. Wstalismy bardzo wcześnie, już o 2:45 rano, i pojechalismy do Palm Springs. O 5 rano wjechalismy gondola na szczyt gory St Jacinto. Własnie tam, z okazji Swiat Wielkanocnych, zorganizowano specjalna uroczystość polaczona z ogladaniem wschodu słońca. W cenę biletu wliczone było również śniadanie.
Na uroczystości zostaliśmy do godziny 6 rano. Na zewnątrz zaczynało się już przejasniac, nie chcieliśmy przegapic wschodu słońca, taka okazja nie zdarza się codziennie.
Po pieciu minutach przebywania na tarasie widokowym przekonalismy się, ze założenie na siebie wszystkich ciepłych ubrań, jakie mieliśmy, było dobrym pomysłem. Było zimno. Przerazliwie zimno. Okrutnie zimno. Oczywiscie nie bylo chlodniej, niz w przecietny, zimowy polski dzien, ale takiego zimna normalnie nie można doswiadczyc w Californi (chyba, ze wjedziemy gondola na wysokość 8516 stop n.p.m.).
Mam swoją teorie na temat odczuwania temperatur. Myśle, ze jest to pojęcie bardzo względne. Wedlug mnie szystko zależy od:
1. Pory roku. Jeśli mamy np. lato, to temperatura 10 stopni Celsjusza byłaby w naszym odczuciu wyjątkowo niska.
2. Lokalizacji. Będąc w Californi nie spodziewamy się niskich temperatur.
3. Przyzwyczajen. Człowiek wychowany w Polsce, tak jak ja, przyjmie niskie temperatury z godnościa i cierpliwoscia.
Tej drugiej miałam pod dostatkiem. Moj brak godności zaś (spowodowany wieloma miesiącami spedzonymi w Californi), objawial się głośnym szczekaniem zębami.
Niedogodnosci zostały nam szybko wynagrodzone. Niebo powoli się rozjasnialo, zmieniając kolory. O 6:32 na niebie pojawił się mały, jasny luk. Słońce powoli wynurzalo się zza horyzontu i po 5 minutach mogliśmy je już zobaczyc w całej okazalosci. Ludzie bili brawo.
Po wymianie kontaktów YouTube z facetem stojacym obok (który ze statywu nagrał 45 minutowy film ze wschodem słońca) udalismy się spowrotem do budynku na śniadanie. Długa kolejka szybko przesuwała się po schodach, miedzy doniczkami z Easter Lilies (Liliami Wielkanocnymi. Tak, mamy w Ameryce nie tylko Gwiazdy Betlejemskie, ale i Lilie Wielkanocne.). Zacheceni przez obsługę budynku goście, szybko zaczęli brać kwiaty ze sobą, jako pamiątkę Wielkanocy 2010.
Po sniadaniu, złożonym z omletow, drobiowych kielbasek, smazonych ziemniaków, wedzonego lososia i owoców, udalismy się na mały spacer po budynku (mieściło się tam pare muzeów, sklepów z pamiątkami oraz tarasy widokowe) oraz BARDZO mały spacer po okolicy (było za zimno na dłuższe wycieczki). O 9 zjezdzalismy gondola w dół, w kierunku parkingu. Wreszcie mieliśmy okazje zobaczyć panoramę Cochella Valley (o 5 rano było wciąż ciemno, co uniemozliwialo dostrzezenie czegokolwiek oprócz księżyca, gwiazd i swiatel miast w dolinie).
Ciekawym rozwiązaniem jest obrotowa podłoga zamontowana w gondoli. Dzięki niej wszyscy goście jadący kolejka mogą zobaczyć panoramę bez przemieszczania się w kabinie.
Powrót do domu zajął nam półtorej godziny. Dzień był piękny, powietrze wyjątkowo, jak na ten region Californi, czyste. Przejezdzalismy obok tysięcy wiatrakow, które, nawiasem mówiąc, bardzo ładnie wkomponowuja się w krajobraz. Sami zobaczcie:
Około 10 rano byliśmy w domu. Udalismy się do łóżka, z mocnym postanowieniem odespania zarwanej nocy. Mąż szybko zaczął pochrapywac, ale ja zalelam się edytowaniem zdjęć i filmu z naszej wycieczki...
Saturday, March 27, 2010
Zbocze gory zawalilo sie na autostrade- update
Pamietacie moja notke o zboczu gory ktore zawalilo sie na autostrade (http://ps-usa-pl.blogspot.com/2010/02/zbocze-gory-zawalilo-sie-na-autostrade.html)? Dzis rano, jadac do pracy zauwazylam, ze prace zostaly ukonczone. Wysokosc wzgorza zostala znacznie zmniejszona, zbocze wzmocnione. Mam nadzieje, ze ktoregos dnia uda mi sie zrobic zdjecie.
Wednesday, March 24, 2010
Co ludzie robia w korkach i podczas godzin szczytu
Codziennie rano wstaje o 6:30. O 7:30 opuszczam dom. O 8:30 (czasem troche wczesniej a czasem pozniej) jestem w pracy. Korki sa okropne. Pelznac 10 mil na godzine umilam sobie czas dojazdu do pracy nacieraniem rak kremem, piciem wody, sluchaniem radia, sprawdzaniem w iPhonie gdzie sa najwieksze korki, czytaniem emaili, ktore przyszly do mnie w nocy, wypatrywaniem policji na motocyklach... to jeszcze nic. Znam dziewczyny, ktore podczas jazdy autostrada robia sobie pelny makijaz. Widuje tez mezczyzn czytajacych gazety w trakcie prowadzenia samochodu, lub- uwaga, uwaga- stukajacych w laptopy.
O 5:30 wieczorem koncze prace.
Gdybym o tej porze chciala wjechac na autostrade, dotarcie do domu zajeloby mi jakies 1.5 - 2 godziny. Dlatego wlasnie, po pracy ide na basen lub na silownie. Okolo 7 - 7:30 wieczorem korki sa zdecydowanie mniejsze i w ciagu 30 minut jestem w domu.
Moja znajoma po pracy przesypia godziny szczytu w parku pod drzewem.
Niektorzy umawiaja sie ze swoimi szefami, ze od poniedzialku do czwartku, kazdego dnia, zostaja w pracy 2 godziny dluzej. Nie stoja wtedy w korkach i w ciagu 4 dni przepracowuja 5. Maja wtedy piatek wolny.
Los Angeles i okolice to region Stanow Zjednoczonych, gdzie sa najwieksze korki. Czyms trzeba sie zajac.
O 5:30 wieczorem koncze prace.
Gdybym o tej porze chciala wjechac na autostrade, dotarcie do domu zajeloby mi jakies 1.5 - 2 godziny. Dlatego wlasnie, po pracy ide na basen lub na silownie. Okolo 7 - 7:30 wieczorem korki sa zdecydowanie mniejsze i w ciagu 30 minut jestem w domu.
Moja znajoma po pracy przesypia godziny szczytu w parku pod drzewem.
Niektorzy umawiaja sie ze swoimi szefami, ze od poniedzialku do czwartku, kazdego dnia, zostaja w pracy 2 godziny dluzej. Nie stoja wtedy w korkach i w ciagu 4 dni przepracowuja 5. Maja wtedy piatek wolny.
Los Angeles i okolice to region Stanow Zjednoczonych, gdzie sa najwieksze korki. Czyms trzeba sie zajac.
Tuesday, March 23, 2010
Scavengers
Mamy w jezyku angielskim piekne slowo "scavenger". W wolnym tlumaczeniu oznacza ono smieciarza lub padlinozerce. Okreslenia te w jezyku polskim maja odcien pejoratywny, pozwole wiec sobie, na przykladzie wczorajszego maratonu w Los Angeles, przyblizyc pozytywne znaczenie tego slowa.
Przed kazdym maratonem odbywa sie expo, na ktorym rozmaite firmy prezentuja swoje produkty i rozdaja niewielkie probki sokow i batonow, sprzedaja magazyny sportowe, odziez, napoje energetyczne... W sobote wieczorem, pod koniec expo, pracownicy chca szybko pozbyc sie towaru i isc do domu. To, co wczesniej sprzedawali, teraz rozdaja za darmo, pelnymi garsciami. Wystarczy tylko poczekac do wieczora i mozna, tak jak Maz, przyniesc do domu mase napojow proteinowych Odwalla i dwie butelki drogiego soku z granatu.
W niedziele rano 27000 ludzi przebieglo dookola stadionu Dodgers'ow, zostawiajac na ogrodzeniach i drzewach ubrania, w ktorych bylo imi za goraco. Po zrobieniu kilkuset fotografii, wracajac do samochodu, zaczelismy ze znajomymi wybierac sobie bluzy, spodnie, rekawiczki... Lepiej niz w lumpeksie: markowe ubrania (udalo mi sie znaleźć bardzo ładne bluzy Reebok i Patagonia) i to za darmo!
Fotografowie, którzy (tak jak ja) mieli szczęście pracować przy linii mety, mogli się po całej imprezie zaopatrzyć w suszone banany, ananasy, wodę mineralną i bułki przeznaczone dla biegaczy.
Po maratonie, wraz ze wszystkimi fotografami, udałam się do hotelu, aby tam uporządkować sprzęt, karty pamięci i dokumenty. Raczylismy się kolacja złożona z kanapek, chipsow, salsy i ciastek, nabytych przez management w sklepie Ralph's. Po posiłku i po skonczeniu pracy cześć z nas udała się na lotnisko. Ci, którzy mieszkają w okolicy, zabawili jeszcze chwile, dzieląc miedzy sobą pozostałości po kolacji.
Tak, naleze do scavengers i bardzo mi z tym dobrze.
Wydaje mi sie, ze zamiennie ze "scavenger" mozna uzywac innego (niestety angielskiego) slowa: "recycler".
Macie jakies pomysly na polski odpowiednik?
Przed kazdym maratonem odbywa sie expo, na ktorym rozmaite firmy prezentuja swoje produkty i rozdaja niewielkie probki sokow i batonow, sprzedaja magazyny sportowe, odziez, napoje energetyczne... W sobote wieczorem, pod koniec expo, pracownicy chca szybko pozbyc sie towaru i isc do domu. To, co wczesniej sprzedawali, teraz rozdaja za darmo, pelnymi garsciami. Wystarczy tylko poczekac do wieczora i mozna, tak jak Maz, przyniesc do domu mase napojow proteinowych Odwalla i dwie butelki drogiego soku z granatu.
W niedziele rano 27000 ludzi przebieglo dookola stadionu Dodgers'ow, zostawiajac na ogrodzeniach i drzewach ubrania, w ktorych bylo imi za goraco. Po zrobieniu kilkuset fotografii, wracajac do samochodu, zaczelismy ze znajomymi wybierac sobie bluzy, spodnie, rekawiczki... Lepiej niz w lumpeksie: markowe ubrania (udalo mi sie znaleźć bardzo ładne bluzy Reebok i Patagonia) i to za darmo!
Fotografowie, którzy (tak jak ja) mieli szczęście pracować przy linii mety, mogli się po całej imprezie zaopatrzyć w suszone banany, ananasy, wodę mineralną i bułki przeznaczone dla biegaczy.
Po maratonie, wraz ze wszystkimi fotografami, udałam się do hotelu, aby tam uporządkować sprzęt, karty pamięci i dokumenty. Raczylismy się kolacja złożona z kanapek, chipsow, salsy i ciastek, nabytych przez management w sklepie Ralph's. Po posiłku i po skonczeniu pracy cześć z nas udała się na lotnisko. Ci, którzy mieszkają w okolicy, zabawili jeszcze chwile, dzieląc miedzy sobą pozostałości po kolacji.
Tak, naleze do scavengers i bardzo mi z tym dobrze.
Wydaje mi sie, ze zamiennie ze "scavenger" mozna uzywac innego (niestety angielskiego) slowa: "recycler".
Macie jakies pomysly na polski odpowiednik?
Wednesday, March 17, 2010
Nocne halasy
O 4 nad ranem obudził mnie huk. Wyrwana gwaltownie ze snu, wystraszona, zaczęłam wrzeszczec jak opetana. Okazało się, ze spadla ze sciany niewielka polka wisząca nad naszym lozkiem. Na szczescie nie na nas.
Rano dowiedzieliśmy się, ze miało miejsce trzesienie ziemi o sile 4.4 w skali Richtera.
Trzęsienia ziemi mnie nie przerazaja, ale halas w nocy- jak najbardziej.
Rano dowiedzieliśmy się, ze miało miejsce trzesienie ziemi o sile 4.4 w skali Richtera.
Trzęsienia ziemi mnie nie przerazaja, ale halas w nocy- jak najbardziej.
Wednesday, March 10, 2010
Mam prace!
- Mialem wczoraj to spotkanie, o ktorym ci mowilem- powiedzial MH, moj prawie-przyszly-szef.
- I jak poszlo?- zapytalam zainteresowana. Jesli poszlo dobrze, to oznaczalo to prace rowniez i dla mnie.
- Dostalem ten projekt- odparl zadowolony- w ciagu nastepnych dwoch tygodni mam jeszcze pare spotkan i jesli wszystko pojdzie po mojej mysli, to w lecie bedziemy mieli duzo pracy.
- Zatem... co to oznacza dla mnie? Wiem, ze za 2 tygodnie bedziesz wiedzial wiecej, ale umawialismy sie, ze w polowie marca dasz mi odpowiedz, czy zatrudnisz mnie na caly etat, czy nie.
- Zdecydowanie wolalbym dac ci odpowiedz za 2 tygodnie- odparl MH po namysle- ale bylas wobec mnie bardzo fair, pracujac za darmo przez ten caly miesiac. Bardzo chce miec cie w zespole. Od przyszlego tygodnia bede ci placil za wszystko, co robisz.
Po tej rozmowie poszlismy razem na lunch do tajskiej restauracji, gdzie po raz pierwszy jadlam weganska krewetke. Smakuje i wyglada jak prawdziwa.
- Wiesz, MH, to, ze zatrudniasz mnie na pozycji "asystent architekta" wcale nie oznacza, ze tylko to musze robic- powiedzialam miedzy jednym lykiem zupy a drugim.- Jesli chcesz, zebym przygotowala ci prezentacje w powerpoincie, napisala cos, wyslala email lub pojechala cos zalatwic lub kupic, to to zrobie.
- Naprawde?- zapytal zdziwiony.
- Naprawde. Co w tym dziwnego?
- Wiekszosc aspirujacych architektow uwaza, ze wykonywanie prac biurowych jest ponizajace.
- Nie dla mnie. Ja z tym nie mam problemu.- powiedzialam zdecydowanie. Praca asystenta to nie tylko rysowanie slicznych domkow i pucowanie reklam w photoshopie. Sa rowniez rzeczy, ktore robic trzeba bez wzgledu na to, czy sie je lubi, czy nie.
- W takim razie bedziemy mieli dla ciebie duzo roznych zajec.- odparl MH usmiechajac sie- MA, sekretarka, ma dla mnie tylko jeden dzien w tygodniu. Zdecydowanie przyda mi sie pomoc w biurze... i nie tylko. Chce cie wyslac do San Marino na networking meeting. Chcialbym, zebys wyglosila tam prezentacje o naszej firmie, o naszych uslugach i projektach. To bedzie w maju. A w czerwcu...
- I jak poszlo?- zapytalam zainteresowana. Jesli poszlo dobrze, to oznaczalo to prace rowniez i dla mnie.
- Dostalem ten projekt- odparl zadowolony- w ciagu nastepnych dwoch tygodni mam jeszcze pare spotkan i jesli wszystko pojdzie po mojej mysli, to w lecie bedziemy mieli duzo pracy.
- Zatem... co to oznacza dla mnie? Wiem, ze za 2 tygodnie bedziesz wiedzial wiecej, ale umawialismy sie, ze w polowie marca dasz mi odpowiedz, czy zatrudnisz mnie na caly etat, czy nie.
- Zdecydowanie wolalbym dac ci odpowiedz za 2 tygodnie- odparl MH po namysle- ale bylas wobec mnie bardzo fair, pracujac za darmo przez ten caly miesiac. Bardzo chce miec cie w zespole. Od przyszlego tygodnia bede ci placil za wszystko, co robisz.
Po tej rozmowie poszlismy razem na lunch do tajskiej restauracji, gdzie po raz pierwszy jadlam weganska krewetke. Smakuje i wyglada jak prawdziwa.
- Wiesz, MH, to, ze zatrudniasz mnie na pozycji "asystent architekta" wcale nie oznacza, ze tylko to musze robic- powiedzialam miedzy jednym lykiem zupy a drugim.- Jesli chcesz, zebym przygotowala ci prezentacje w powerpoincie, napisala cos, wyslala email lub pojechala cos zalatwic lub kupic, to to zrobie.
- Naprawde?- zapytal zdziwiony.
- Naprawde. Co w tym dziwnego?
- Wiekszosc aspirujacych architektow uwaza, ze wykonywanie prac biurowych jest ponizajace.
- Nie dla mnie. Ja z tym nie mam problemu.- powiedzialam zdecydowanie. Praca asystenta to nie tylko rysowanie slicznych domkow i pucowanie reklam w photoshopie. Sa rowniez rzeczy, ktore robic trzeba bez wzgledu na to, czy sie je lubi, czy nie.
- W takim razie bedziemy mieli dla ciebie duzo roznych zajec.- odparl MH usmiechajac sie- MA, sekretarka, ma dla mnie tylko jeden dzien w tygodniu. Zdecydowanie przyda mi sie pomoc w biurze... i nie tylko. Chce cie wyslac do San Marino na networking meeting. Chcialbym, zebys wyglosila tam prezentacje o naszej firmie, o naszych uslugach i projektach. To bedzie w maju. A w czerwcu...
Monday, February 22, 2010
Pasadena Marathon
W niedziele odbyl sie Maraton w Pasadenie, na ktorym oczywiscie robilismy zdjecia. Mieszkamy 32 mile od Pasadeny, co oznaczalo, ze musielibysmy wstac o 2:30 nad ranem, aby byc w pracy o czasie. Na szczescie nasza kolezanka, GW, miala zarezerwowany pokoj w hotelu a w nim dwuosobowe lozko i kanape. Zmiescilismy sie bez problemu.
Przyjechalismy do Pasadeny w sobote wieczorem. Na miejscu byla juz cala masa naszych przyjaciol, w tym KH i JT z Iowa.
Za kazdym razem, gdy odwiedzaja nas przyjaciele z Iowa, przypominaja mi sie mile chwile, ktore razem spedzilismy. Moj maz zwykl chodzic na ryby z KH a ja czasem dotrzymywalam im towarzystwa, nudzac sie smiertelnie. Teraz tesknie za tym.
Poszlismy razem to tajskiej restauracji na obiad, a pozniej, zamiast isc spac o przyzwoitej porze, ogladalismy "Wanted" do polnocy.
W niedziele razno wstalismy o 4:30 i pojechalismy na linie startu/mety. Pogoda wciaz sie zmieniala. Najpierw padal deszcz. Zawinelam sie w wielkie plastikowe poncho, ale moj aparat caly czas byl odkryty. Zalozylam wiec wielki, plastikowy worek na smieci i zrobilam w nim dziure, przez ktora wystawilam obiektyw. Aparaty wielu moich znajomych zawiodly, moj nie.
Potem zrobilo sie goraco, potem znow padalo. Po calym dniu pracy bylam wykonczona. Pierwszy raz robilam pozowane zdjecia przez tak dlugi czas (8 godzin) i ramiona dawaly mi o sobie znac. Nie moglam nimi ruszac az do nastepnego dnia.
Po pracy poszlismy na obiad na sushi a potem wszyscy pojechalismy do domow, do innych czesci Los Angeles, do San Diego, a niektorzy- na lotnisko, aby pozno w nocy znalezc sie w Iowa...
To byl dobry dzien. Lubie prace na maratonach, mimo bolu ramion, mimo zmiennej pogody, mimo faktu, iz zawsze nabije sobie aparatem guza na czole. To ludzie, z ktorymi pracuje sprawiaja, ze to wydarzenie jest wyjatkowe.
Przyjechalismy do Pasadeny w sobote wieczorem. Na miejscu byla juz cala masa naszych przyjaciol, w tym KH i JT z Iowa.
Za kazdym razem, gdy odwiedzaja nas przyjaciele z Iowa, przypominaja mi sie mile chwile, ktore razem spedzilismy. Moj maz zwykl chodzic na ryby z KH a ja czasem dotrzymywalam im towarzystwa, nudzac sie smiertelnie. Teraz tesknie za tym.
Poszlismy razem to tajskiej restauracji na obiad, a pozniej, zamiast isc spac o przyzwoitej porze, ogladalismy "Wanted" do polnocy.
W niedziele razno wstalismy o 4:30 i pojechalismy na linie startu/mety. Pogoda wciaz sie zmieniala. Najpierw padal deszcz. Zawinelam sie w wielkie plastikowe poncho, ale moj aparat caly czas byl odkryty. Zalozylam wiec wielki, plastikowy worek na smieci i zrobilam w nim dziure, przez ktora wystawilam obiektyw. Aparaty wielu moich znajomych zawiodly, moj nie.
Potem zrobilo sie goraco, potem znow padalo. Po calym dniu pracy bylam wykonczona. Pierwszy raz robilam pozowane zdjecia przez tak dlugi czas (8 godzin) i ramiona dawaly mi o sobie znac. Nie moglam nimi ruszac az do nastepnego dnia.
Po pracy poszlismy na obiad na sushi a potem wszyscy pojechalismy do domow, do innych czesci Los Angeles, do San Diego, a niektorzy- na lotnisko, aby pozno w nocy znalezc sie w Iowa...
To byl dobry dzien. Lubie prace na maratonach, mimo bolu ramion, mimo zmiennej pogody, mimo faktu, iz zawsze nabije sobie aparatem guza na czole. To ludzie, z ktorymi pracuje sprawiaja, ze to wydarzenie jest wyjatkowe.
Saturday, February 20, 2010
Zbocze gory zawalilo sie na autostrade
Wyjatkowo ulewne (jak na Poludniowa Californie) deszcze sprawily, ze pewnego dnia ze zbocza gory poplynela po autostradzie nr 57 blotna rzeka. Uporano sie z nia szybko.
Kilka dni pozniej cale zbocze gory obsunelo sie i zawalilo na autostrade. Wiele godzin trwaly prace porzadkowe, majace na celu ustalenie, czy pod gora piasku nie zostaly uwiezione samochody. Na szczescie ofiar nie bylo.
Odcinek autostrady zostal zamkniety. Na miejscu znajduja sie geolodzy i sluzby porzadkowe. Zbocze gory zostanie wzmocnione, moze nawet zalane betonem.
Wyglada na to, ze przez kilka tygodni bede miala utrudniony dojazd do pracy.
Kilka dni pozniej cale zbocze gory obsunelo sie i zawalilo na autostrade. Wiele godzin trwaly prace porzadkowe, majace na celu ustalenie, czy pod gora piasku nie zostaly uwiezione samochody. Na szczescie ofiar nie bylo.
Odcinek autostrady zostal zamkniety. Na miejscu znajduja sie geolodzy i sluzby porzadkowe. Zbocze gory zostanie wzmocnione, moze nawet zalane betonem.
Wyglada na to, ze przez kilka tygodni bede miala utrudniony dojazd do pracy.
Wednesday, February 10, 2010
Szkola...?
Tak sobie pomyslalam kilka dni temu, ze skoro nie moge znalezc pracy (to bylo jeszcze przed praca z MH) to moze pojde do szkoly. Znalazlam uniwersytet, na ktorym moglabym zdobyc stopien Masters of Architecture (M.Arch.), znalazlam jego strone internetowa i numer telefonu. Zadzwonilam.
W Stanach Zjednoczonych za edukacje sie placi. Duzo. Jesli nie mamy pieniedzy, mozemy jednoczesnie pracowac i studiowac. Szanse, ze bedziemy w stanie utrzymac sie z naszych zarobkow i placic za studia, sa praktycznie bliskie zeru, mozemy zatem wziac pozyczke studencka. Dostajemy wtedy troche pieniedzy na zycie (bez rewelacji, ale zawsze cos) i nie musimy placic za studia do momentu, gdy zaczniemy pracowac.
Okazalo sie, ze ze wzgledu na kryzys, niewielu studentow zapisalo sie w tym roku na studia, a ci, ktorzy sie pozapisywali, nie sa w stanie za nie na biezaco placic. Nabor studentow zostal zamkniety az do jesieni 2011! Jest to sytuacja zaskakujaca nie tylko dla mnie, ale rowniez dla Amerykanow.
Ale moze to i dobrze. Bo w moim przypadku, to nie jest po prostu zwykle "zapisanie sie na studia". Musze wyslac moj dyplom do organizacji, ktora oceni, na jakim poziomie jest moja edukacja. Pozniej wystawiony przez organizacje dokument musze zaniesc do szkoly, gdzie komisja oceni, ktore zajecia moge miec zaliczone, a na ktore musze chodzic. Pozniej- musze zdac egzamin z jezyka angielskiego. Pozniej... sama nawet nie wiem co bedzie pozniej, ale jest to dosc skomplikowany proces. W kazdym razie- mam zamiar go zaczac jeszcze w tym miesiacu.
Moj wybor padl na California State Polytechnic University, Pomona.
W Stanach Zjednoczonych za edukacje sie placi. Duzo. Jesli nie mamy pieniedzy, mozemy jednoczesnie pracowac i studiowac. Szanse, ze bedziemy w stanie utrzymac sie z naszych zarobkow i placic za studia, sa praktycznie bliskie zeru, mozemy zatem wziac pozyczke studencka. Dostajemy wtedy troche pieniedzy na zycie (bez rewelacji, ale zawsze cos) i nie musimy placic za studia do momentu, gdy zaczniemy pracowac.
Okazalo sie, ze ze wzgledu na kryzys, niewielu studentow zapisalo sie w tym roku na studia, a ci, ktorzy sie pozapisywali, nie sa w stanie za nie na biezaco placic. Nabor studentow zostal zamkniety az do jesieni 2011! Jest to sytuacja zaskakujaca nie tylko dla mnie, ale rowniez dla Amerykanow.
Ale moze to i dobrze. Bo w moim przypadku, to nie jest po prostu zwykle "zapisanie sie na studia". Musze wyslac moj dyplom do organizacji, ktora oceni, na jakim poziomie jest moja edukacja. Pozniej wystawiony przez organizacje dokument musze zaniesc do szkoly, gdzie komisja oceni, ktore zajecia moge miec zaliczone, a na ktore musze chodzic. Pozniej- musze zdac egzamin z jezyka angielskiego. Pozniej... sama nawet nie wiem co bedzie pozniej, ale jest to dosc skomplikowany proces. W kazdym razie- mam zamiar go zaczac jeszcze w tym miesiacu.
Moj wybor padl na California State Polytechnic University, Pomona.
Tuesday, February 9, 2010
Praca...?
Jak juz wspomnialam, w moich poszukiwaniach zatrudnienia wyslalam ponad 250 emaili do roznych firm (architektonicznych oraz zajmujacych sie grafika komputerowa). Jeden z nich trafil do MH, wlasciciela niewielkiego biura w M. 26 stycznia, we wtorek, MH wyslal mi zaproszenie na interview.
W czwartek, pomimo dreszczy i ogromnego bolu glowy (wlasnie lapala mnie grypa) pojechalam na umowione spotkanie.
MH okazal sie byc Afroamerykaninem, bardzo podobnym (z wygladu i sposobu mowienia) do Prestona Burke'a z "Grey's Anatomy". Interview przebieglo w bardzo milej atmosferze. Pokazalam MH moje portfolio a on mnie swoje. Wymienilismy uwagi na tematy architektoniczno artystyczne, MH pochwalil moje umiejetnosci z zakresu grafiki komputerowej. Powiedzial, ze nie potrzebuje pilnie praktykanta-architekta (ekonomia, kryzys, moze na wiosne), ale przydalaby mu sie pomoc w projektowaniu reklamy do magazynu A, ktory ukaze sie w marcu i bedzie rozprowadzany w ekskluzywnych restauracjach Pasadeny i okolic. Powiedzial, ze zadzwoni do mnie na poczatku przyszlego tygodnia. Oczywiscie potraktowalam ta obietnice dosyc lekko (ilez to razy "zainteresowani" mieli sie ze mna "wkrotce" kontaktowac").
We wtorek, 2 lutego otrzymalam od MH email, z pytaniem, czy mialabym w czwartek czas, aby przyjsc do jego biura i wspolnie popracowac nad reklama. Oczywiscie czas mialam. W czwartek o 10:30 stawilam sie w biurze.
Spodziewalam sie, ze MH odbedzie ze mna konsultacje, wytlumaczy mi co chcialby zawrzec w reklamie, i wysle w porze lunchu do domu, abym mogla popracowac i przedstawic mu moje propozycje. Tak sie jednak nie stalo: MH chcial, abym pracowala z nim, w biurze, co mnie bardzo ucieszylo. Zdecydowanie wole prace z ludzmi i konsultacje na biezaco.
MH byl pod wrazeniem moich umiejetnosci. 10 godzin, ktore mial zaplanowane na ukonczenie jednego projektu, przeciagnelo sie do 27 godzin pracy nad wieloma projektami w czwartek, piatek, poniedzialek i wtorek. Ostatniego dnia wieczorem, wreczajac mi czek, MH powiedzial, iz liczy na nasza wspolprace w drugiej polowie marca. Powiedzial rowniez, ze jesli mam ochote przyjsc do jego biura i pouczyc sie roznych programow, to bede bardzo mile widziana.
W przyszly poniedzialek bede fotografowac dom MH (zdjecia sa mu potrzebne do jakiejs publikacji) a pozniej- przyuczac sie w biurze.
Czyzbym znalazla prace? Wyglada na to, ze tak. W drugiej polowie marca bede miala juz pewnosc, ale mysle, ze powoli moge juz odkorkowywac butelke mojego ulubionego, musujacego soku jablkowego.
W czwartek, pomimo dreszczy i ogromnego bolu glowy (wlasnie lapala mnie grypa) pojechalam na umowione spotkanie.
MH okazal sie byc Afroamerykaninem, bardzo podobnym (z wygladu i sposobu mowienia) do Prestona Burke'a z "Grey's Anatomy". Interview przebieglo w bardzo milej atmosferze. Pokazalam MH moje portfolio a on mnie swoje. Wymienilismy uwagi na tematy architektoniczno artystyczne, MH pochwalil moje umiejetnosci z zakresu grafiki komputerowej. Powiedzial, ze nie potrzebuje pilnie praktykanta-architekta (ekonomia, kryzys, moze na wiosne), ale przydalaby mu sie pomoc w projektowaniu reklamy do magazynu A, ktory ukaze sie w marcu i bedzie rozprowadzany w ekskluzywnych restauracjach Pasadeny i okolic. Powiedzial, ze zadzwoni do mnie na poczatku przyszlego tygodnia. Oczywiscie potraktowalam ta obietnice dosyc lekko (ilez to razy "zainteresowani" mieli sie ze mna "wkrotce" kontaktowac").
We wtorek, 2 lutego otrzymalam od MH email, z pytaniem, czy mialabym w czwartek czas, aby przyjsc do jego biura i wspolnie popracowac nad reklama. Oczywiscie czas mialam. W czwartek o 10:30 stawilam sie w biurze.
Spodziewalam sie, ze MH odbedzie ze mna konsultacje, wytlumaczy mi co chcialby zawrzec w reklamie, i wysle w porze lunchu do domu, abym mogla popracowac i przedstawic mu moje propozycje. Tak sie jednak nie stalo: MH chcial, abym pracowala z nim, w biurze, co mnie bardzo ucieszylo. Zdecydowanie wole prace z ludzmi i konsultacje na biezaco.
MH byl pod wrazeniem moich umiejetnosci. 10 godzin, ktore mial zaplanowane na ukonczenie jednego projektu, przeciagnelo sie do 27 godzin pracy nad wieloma projektami w czwartek, piatek, poniedzialek i wtorek. Ostatniego dnia wieczorem, wreczajac mi czek, MH powiedzial, iz liczy na nasza wspolprace w drugiej polowie marca. Powiedzial rowniez, ze jesli mam ochote przyjsc do jego biura i pouczyc sie roznych programow, to bede bardzo mile widziana.
W przyszly poniedzialek bede fotografowac dom MH (zdjecia sa mu potrzebne do jakiejs publikacji) a pozniej- przyuczac sie w biurze.
Czyzbym znalazla prace? Wyglada na to, ze tak. W drugiej polowie marca bede miala juz pewnosc, ale mysle, ze powoli moge juz odkorkowywac butelke mojego ulubionego, musujacego soku jablkowego.
Friday, February 5, 2010
Deszcz
Rodzina i przyjaciele z Polski donosza, iz mamy niemalze zime stulecia. A u nas, w Californi, padaja deszcze. Deszcze bardzo ulewne, nietypowe jak na ten stan. Ludzie sa ewakuowani. Ulice zamieniaja sie w rwace strumienie. Prawie odplynely nam kosze na smieci! Przejezdzajace samochody tworza na ulicach wysokie fontanny. Sami zobaczcie:
Za to kiedy sie rozchmurzy, powietrze jest krysztalowo czyste, ani sladu smogu... i wszystko wyglada tak:
Niestety nie potrwa to dlugo. 2 dni bez deszczu i smog sprawi, ze gory stana sie niewidoczne. A ja znowu bede kichac i kaszlec.
Za to kiedy sie rozchmurzy, powietrze jest krysztalowo czyste, ani sladu smogu... i wszystko wyglada tak:
Niestety nie potrwa to dlugo. 2 dni bez deszczu i smog sprawi, ze gory stana sie niewidoczne. A ja znowu bede kichac i kaszlec.
Monday, February 1, 2010
Szukam pracy
Po wyslaniu 273 emaili (wliczajac te z CV i odpowiedzi do firm, ktore odpowiedzialy mnie), zaczynam sie czuc nieco znuzona. Tak, wiem, ze z gospodarka jest kiepsko i ze ciezko jest znalezc prace w moim zawodzie, no ale naprawde...
Zadzwonilam rowniez do kazdej z setek firm, do ktorych wyslalam moje CV (czasem musialam zadzwonic wiecej niz raz) i oto co uslyszalam (komentarze w nawiasach moje):
- Przepraszamy, ale w tej chwili nie zatrudniamy,
- Nie mamy dla Pani odpowiedniej pozycji,
- Wlasnie zwolnilismy polowe ludzi w biurze,
- W tej chwili w biurze jestem tylko ja,
- Ostatniego mojego pracownika zatrudnilem 11 lat temu, (lol)
- Mamy naprawde niewiele pracy,
- Kryzys bardzo w nas uderzyl,
- Wszyscy plyniemy na tej samej lodzi (na jakiej? czy ja tez moge poplynac?),
- Niestety nie dostalem pani wiadomosci, nie sprawdzam tamtego emaila (yyy... to po co podajesz go na swojej oficjalnej stronie internetowej?),
- Moze pani zadzwonic pozniej, ale managera pewnie i tak nie bedzie (Swietnie. Co za profesjonalizm.),
- Ten numer zostal odlaczony,
- Prosze, zostaw wiadomosc,
- Prosze, zostaw wiadomosc (juz jedna zostawilam)
- Prosze, zostaw wiadomosc (nie, dziekuje, po dwoch mam dosc)...
I moje ulubione:
- Dlaczego myslisz, ze kogokolwiek zatrudniam? (yyy... troche kultury by sie przydalo!)
oraz (po tym, jak facet zaproponowal mi trzymiesieczny, bezplatny staz, z mozliwoscia pozniejszego zatrudnienia, i poprosilam go o czas do namyslu):
- Jesli musisz sie nad tym zastanawiac, to ta praca na pewno nie jest dla ciebie. Powodzenia i do widzenia. (Tak. Jasne. Zacisne pasek, wbije zeby w sciane i z radoscia oddam sie bezplatnej pracy z mglista nadzieja, ze po trzech miesiacach facet zgodzi sie mnie zatrudnic)
Udalo mi sie rowniez zalatwic 4 rozmowy "w cztery oczy". Po kazdej slyszalam:
- jestem pod wielkim wrazeniem pani CV i portfolio i bardzo chcialbym pania zatrudnic, ale mamy kryzys... Zachowam sobie pani informacje i zadzwonie, jak tylko bedziemy zatrudniac. (to po co marnowales moj czas? Prosze mi oddac $30 za benzyne.)
Chyba czas zmienic kariere.
Zadzwonilam rowniez do kazdej z setek firm, do ktorych wyslalam moje CV (czasem musialam zadzwonic wiecej niz raz) i oto co uslyszalam (komentarze w nawiasach moje):
- Przepraszamy, ale w tej chwili nie zatrudniamy,
- Nie mamy dla Pani odpowiedniej pozycji,
- Wlasnie zwolnilismy polowe ludzi w biurze,
- W tej chwili w biurze jestem tylko ja,
- Ostatniego mojego pracownika zatrudnilem 11 lat temu, (lol)
- Mamy naprawde niewiele pracy,
- Kryzys bardzo w nas uderzyl,
- Wszyscy plyniemy na tej samej lodzi (na jakiej? czy ja tez moge poplynac?),
- Niestety nie dostalem pani wiadomosci, nie sprawdzam tamtego emaila (yyy... to po co podajesz go na swojej oficjalnej stronie internetowej?),
- Moze pani zadzwonic pozniej, ale managera pewnie i tak nie bedzie (Swietnie. Co za profesjonalizm.),
- Ten numer zostal odlaczony,
- Prosze, zostaw wiadomosc,
- Prosze, zostaw wiadomosc (juz jedna zostawilam)
- Prosze, zostaw wiadomosc (nie, dziekuje, po dwoch mam dosc)...
I moje ulubione:
- Dlaczego myslisz, ze kogokolwiek zatrudniam? (yyy... troche kultury by sie przydalo!)
oraz (po tym, jak facet zaproponowal mi trzymiesieczny, bezplatny staz, z mozliwoscia pozniejszego zatrudnienia, i poprosilam go o czas do namyslu):
- Jesli musisz sie nad tym zastanawiac, to ta praca na pewno nie jest dla ciebie. Powodzenia i do widzenia. (Tak. Jasne. Zacisne pasek, wbije zeby w sciane i z radoscia oddam sie bezplatnej pracy z mglista nadzieja, ze po trzech miesiacach facet zgodzi sie mnie zatrudnic)
Udalo mi sie rowniez zalatwic 4 rozmowy "w cztery oczy". Po kazdej slyszalam:
- jestem pod wielkim wrazeniem pani CV i portfolio i bardzo chcialbym pania zatrudnic, ale mamy kryzys... Zachowam sobie pani informacje i zadzwonie, jak tylko bedziemy zatrudniac. (to po co marnowales moj czas? Prosze mi oddac $30 za benzyne.)
Chyba czas zmienic kariere.
Thursday, January 28, 2010
Chorzy
Dwa dni po przylocie do Stanow Maz rozchorowal sie na grype.
Przedwczoraj dopadlo i mnie. Walczylam dzielnie, ale w koncu zapalenie gardla dalo mi sie we znaki. Na szczescie fakt, iz jestem w dobrej kondycji fizycznej, bardzo pomaga w rekonwalescencji. Mysle, ze dzis wieczorem bede w stanie pojsc na silownie.
Przedwczoraj dopadlo i mnie. Walczylam dzielnie, ale w koncu zapalenie gardla dalo mi sie we znaki. Na szczescie fakt, iz jestem w dobrej kondycji fizycznej, bardzo pomaga w rekonwalescencji. Mysle, ze dzis wieczorem bede w stanie pojsc na silownie.
Saturday, January 23, 2010
Polska oczami Meza
- Samochody są w Polsce dużo mniejsze niż w Stanach, a ulice dużo wezsze.
- Koszty utrzymania samochodu w Polsce są duzo wieksze niż w Stanach.
- Komunikacja miejska jest swietnie rozwinieta. W Polsce posiadanie samochodu nie jest koniecznoscia.
- Ludzie w Polsce jezdza na rowerach i biegają nawet w największe mrozy. Jeżdżą rowniez na motocyklach gdy pada śnieg i jest slisko.
- Polacy nie marnuja jedzenia ani surowcow. Kosze na śmieci są duzo mniejsze. Recycling nie jest popularny.
- Menu w restauracjach są w jezykach angielskim i polskim.
- Kupowanie jedzenia na wynos jest w Polsce wciąż nowością. W restauracji w Zakopanem nie było styropianowych pudelek na wynos, dostaliśmy wiec zupe w sloiku po majonezie, a pierogi w pudelku po aromatach do ciast.
- Wszędzie po ulicach walaja się psie kupy i nikt ich nie sprząta.
- Koszty utrzymania samochodu w Polsce są duzo wieksze niż w Stanach.
- Komunikacja miejska jest swietnie rozwinieta. W Polsce posiadanie samochodu nie jest koniecznoscia.
- Ludzie w Polsce jezdza na rowerach i biegają nawet w największe mrozy. Jeżdżą rowniez na motocyklach gdy pada śnieg i jest slisko.
- Polacy nie marnuja jedzenia ani surowcow. Kosze na śmieci są duzo mniejsze. Recycling nie jest popularny.
- Menu w restauracjach są w jezykach angielskim i polskim.
- Kupowanie jedzenia na wynos jest w Polsce wciąż nowością. W restauracji w Zakopanem nie było styropianowych pudelek na wynos, dostaliśmy wiec zupe w sloiku po majonezie, a pierogi w pudelku po aromatach do ciast.
- Wszędzie po ulicach walaja się psie kupy i nikt ich nie sprząta.
Tuesday, January 19, 2010
Deszcz
Leje jak z cebra. Ulice zamienily sie w rwace strumienie. Na ich fali nasze pojemniki na smieci zaczely odplywac coraz dalej i dalej od domu... Na szczescie udalo sie nam je zatrzymac i wylowic.
10 minut pozniej zza chmur wyszlo slonce. Naprawde dziwna pogoda.
10 minut pozniej zza chmur wyszlo slonce. Naprawde dziwna pogoda.
Subscribe to:
Posts (Atom)

