Tuesday, September 28, 2010

Decyzja

Po wielu nieudanych próbach udało mi się wreszcie dodzwonić wczoraj do AIA. Pani, która odebrała telefon, powiedziała, ze ona nie jest architektem i nie ma pojęcia, co musze zrobić, aby stać się architektem zarejestrowanym. Podała mi adresy paru stron internetowych i zasugerowala, żebym się z nimi zapoznala, a potem zadzwoniła do niej jeszcze raz i umowila się na spotkanie z architektem.

Jedna ze stron, która została mi polecona, była strona National Council Of Architectural Registration Boards. Dowiedziałam się z niej, jakie są wymagania, ktore musi spełnić kandydat na architekta zarejestrowanego:
1. Mieć skończone przynajmniej pięcioletniego studia lub pracować przez 5 lat pod nadzorem architekta zarejestrowanego,
2. Pracowac pod nadzorem architekta zarejestrowanego (przez okreslona liczbe godzin) nad rysowaniem na komputerze, projektowaniem, przygotowywaniem dokumentacji itp. itd.
3. Założyć sobie konto na ich stronie. Przynajmniej raz na 6 miesięcy należy logowac się na stronie i uaktualniac swoje postępy w edukacji.
4. Zdać wielostopniowy egzamin.

Oczywiście miałam cała masę pytań, zadzwoniłam wiec do NCARB. Tam dowiedziałam się, ze:
1. Mój polski dyplom moze się liczyć jako "ukończone studia pięcioletnie", musi jednak zostać oceniony przez odpowiednia instytucje, która, oczywiście, jest zupełnie inna instytucja, niż ta, która oceniała moje papiery kilka miesięcy temu. Musze wysłać dokumenty ponownie, ponownie zapłacić i ponownie czekać 4 tygodnie...
2. Nadzorować mnie musi architekt zarejestrowany: nie General Contractor, nie designer. Tylko architekt zarejestrowany. Co wyklucza mojego szefa. Wyglada na to, ze musiałabym szukać nowej pracy, prawdopodobnie w korporacji, gdzie pracowaliby zarejestrowani architekci.

Przypuszczam, ze w świetle obecnej sytuacji ekonomicznej, byloby mi trudno tak zaraz znaleźć nowa prace. Poza tym, jak już wspominalam, mój szef (pomimo, iż nie jest zarejestrowany) ma ogromne doświadczenie i umiejętności. Chce się od niego uczyć.
Czy dostane się na studia? Nie wiadomo, jest duża konkurencja.
Zależy mi, żeby mieć jakiś amerykański dokument, czy to rejestrację, czy tez Masters of Architecture (chociaż, jak już wspominalam, mogłabym spokojnie uprawiać zawód nie mając żadnej z tych rzeczy).

Nie mogąc postawić wszystkiego na jedna kartę postanowiłam, ze bede probowac dostać się na studia oraz rozpocząć proces rejestracji jak tylko się da najszybciej. W piątek rozpoczynają się zapisy do szkoły. Jeśli uda mi się dostać na studia i zaciągnąć zadowalający kredyt, bede uczyc sie i pracować 30 godzin w tygodniu. Wyśle rownież moje dokumenty do ponownej oceny i zaloze konto na NCARB, żeby jak najszybciej zacząć dokumentowac historie mojej nauki i pracy.


- Posted using BlogPress from my iPhone

Monday, September 20, 2010

Szkola? Praca? Rejestracja?

Od kilku tygodni mam mieszane uczucia zwiazane z pojsciem do szkoly. Z kilku powodow.
1. Mam fajna prace, w ktorej zdobywam cala mase doswiadczenia. Szef powiedzial mi, ze to, co ja robie w tej chwili, on robil dopiero po 5 latach praktyki. Nie bardzo usmiecha mi sie przez kolejnych kilka lat koncentrowac sie na hipotetycznych projektach, gdy moge w 100% poswiecic sie rzeczom praktycznym.
2. Jak juz wspominalam, w Californi mozna spokojnie projektowac domki i nie byc nawet architektem zarejestrowanym.
3. Szkola kosztuje, nie oszukujmy sie. Za kilka lat bede miala stopien i zaciagniety kredyt z wieloma zerami.

Plusami pojscia do szkoly sa:
1. Bede miala stopien naukowy. Jesli w przyszlosci okaze sie, ze ekonomia znow jest kiepska, i ze musze szukac pracy, bede dla potencjalnego pracodawcy (mam na mysli korporacje) bardziej wartosciowa, niz ktos, kto stopnia naukowego nie ma.
2. Czegos tam sie zawsze naucze.

Nie zmienia to faktu, ze osoba z talentem, nawet bez stopnia Masters of Architecture, da sobie swietnie rade.

Zostaje jeszcze opcja trzecia, dlugoterminowa:
Stac sie architektem zarejestrowanym.
W tym celu musze udac sie do American Institute of Architecture, zapisac sie na jakies kursy/przejsc przez jakies procesy, wypracowac ilestam godzin i zdac wielostopniowy egzamin.
Uplynie wiele lat, zanim bede w stanie projektowac samodzielnie. Moglabym te lata poswiecic na nauke u boku doswiaczonego architekta (ktory az plonie checia dzielenia sie wiedza), samodzielne zglebianie wiedzy i w koncu zdobycie rejestracji. Jako architekt zarejestrowany moge pracowac samodzielnie, bez wzgledu na to, czy mam Masters of Architecture, czy nie.
1-go pazdziernika rozpoczyna sie termin skladania aplikacji do CalPoly, 30-go listopada konczy sie. Jutro sprobuje dodzwonic sie do American Institute of Architecture i zobaczyc, czy bez amerykanskiego stopnia naukowego moge wogole starac sie o rejestracje.

Saturday, September 11, 2010

Wybory w kosciele

W naszym kosciele co roku odbywaja sie "wybory": starszych, diakonow, sekretarza, skarbnika itp...
Przed wyborami, istniejaca Rada Kosciola dyskutuje, kto bylby najlepszym kandydatem na dane stanowisko. Nastepnie kandydaci sa informowani o fakcie swojej nominacji.
Tydzien pozniej cala wspolnota jest informowana o kandydaturach. Jesli wspolnota zgadza sie z wyborami Rady Kosciola, a kandydaci nie maja nic przeciwko nowym obowiazkom, kolejny tydzien pozniej zostaja zaprzysiezeni.
Dzis nasz pastor poprosil mnie na rozmowe. Powiedzial, ze widzialby mnie w roli Lidera Nauczycieli Szkoly Sobotniej dla Mlodziezy i Mlodych Doroslych.
Nie spodziewalam sie takiego wyroznienia. Przypuszczalam, ze bede jednym z nauczycieli, ale nigdy, ze zaraz liderem. Ciesze sie z zaufania, ktorym obdarzaja mnie Starsi naszego kosciola.
Coz, wyglada na to, ze Bog mnie wola. Trzeba odpowiedziec :) .

Friday, September 10, 2010

Rozterki rodzica

- P, podejdz tu na chwilke, chce ci coś pokazać- zawolal mnie szef, wpatrujac się w ekran komputera z nieodgadniona mina.
Na ekranie ujrzalam profil na facebooku. Na głównym zdjęciu mozna było ujrzec DH, siedemnastoletniego syna mojego szefa, w kapielowkach, plasajacego radośnie z dziewczyna w bikini.
- I co ja mam o tym myśleć?- zapytał patrzac na mnie.
Spojrzalam na zdjęcie.
- Czy ta fotka była zrobiona na pool party?- zapytałam- Jeśli tak, to polnagosc jest wrecz wskazana. Byłoby dosc podejrzane, jeśli młody, zdrowy, wysportowany chłopak, siedzialby na pool party w ubraniu.
MH potwierdził.
- Przyjrzyjmy się- kontynuowalam- D jest na zdjęciu z dziewczyna. To dobrze, znaczy, ze lubi dziewczyny, nie chłopaków. W dzisiejszych czasach, MH, nic nie wiadomo.
- To córka naszych znajomych- baknal MH- skonczyla szkole z honorami.
- Tym lepiej!- wykrzyknelam entuzjastycznie- znaczy D gustuje w wykształconych dziewczetach.
- Sami go namawialismy, żeby się z nią spotykał...
- ... I do tego słucha rodziców! A popatrz tutaj: na tym zdjęciu D jest z Tobą i twoja żona: znaczy- nie wstydzi się rodziców. A w rubryce "o mnie" napisał: "jestem Chrześcijaninem". Chłopak jest na dobrej drodze, myśle, ze mozesz być o niego spokojny.

Tuesday, September 7, 2010

IMABAC czyli Zjazd Indonezyjczykow Plemienia Batak w Californi

Kilka miesiecy temu, podczas obchodow Dnia Matki w naszym kosciele, zebralam sie na odwage i zaspiewalam "Butet", indonezyjska piosenke, ktorej kiedys sie nauczylam, i ktorej cover wrzucilam na YouTube. Akompaniowal mi zespol Cakrawala Band, kilku znajomych Indonezyjczykow.
Moje wykonanie spotkalo sie z niezwyklym uznaniem, poniewaz:
1. Jestem Polka,
2. Jestem biala,
3. Piosenka jest w narzeczu Batak, jezyku plemiennym, ktorego wielu czlonkow tego plemienia, mieszkajacych w Stanach (w tym moj Maz) kompletnie nie rozumie. Kombinacja tych trzech czynnikow okazala sie powalajaca, totez doceniono moje starania.
Po moim wystepie podszedl do mnie AHS, gitarzysta zespolu, z niezwykla propozycja. Powiedzial, ze we wrzesniu bedzie odbywal sie Zjazd Indonezyjczykow Plemienia Batak w Californi (IMABAC), i ze biala dziewczyna, spiewajaca w jezyku plemiennym zrobilaby furore.
Oczywiscie nie trzeba bylo mnie dlugo przekonywac. Nauka kolejnej piosenki nie zajela mi dlugo.
W sobote wieczorem spotkalam sie z Cakrawala Band w domu AHS na wspolnej probie, ktora wypadla bardzo pomyslnie.
IMABAC zostal wyznaczony na 6 wrzesnia, poniedzialek, amerykanskie Swieto Pracy. W programie byla wspolna modlitwa, przemowienia, comedy show, tance, spiewy i lunch.O godzinie 10 rano sala Loma Linda Academy zapelnila sie kilkuset osobami.
Czesc artystyczna zaczela sie po lunchu, okolo godziny 3 po poludniu. Comedy show (w ktorym wystapil "Barack Obama " i "Michael Jackson" spotkal sie z ogromnym aplauzem.
W koncu nadeszla pora na nasz wystep, Cakrawala Band i ja. Zapowiedziana przez AHS weszlam na scene, z ulos przewieszonym przez ramie i tradycyjnej opasce na czole.
"Horas!" przywitalam sie.
A potem zaspiewalam.
Nie jestem w 100% zadowolona ze swojego wystepu, ale uczucie, ktore wywoluje we mnie przebywanie na scenie, jest nie do opisania. I te wszystkie znajome twarze, i ludzie, ktorzy mnie zupelnie nie znaja, ale usmiechaja sie i spiewaja razem ze mna... To wlasnie sprawia, ze nie moge sie doczekac pazdziernika, bo wyglada na to, ze... mamy kolejny wystep!

Wednesday, September 1, 2010

Zalety mieszkania w poblizu Hollywood

Wczoraj, na mojej ulicy, rozstawila sie ekipa filmowa i krecila kolejny odcinek "Glee". Jedyna wada tego stanu rzeczy byl brak parkingu i dzikie tlumy okupujace chodnik.

Wednesday, August 25, 2010

Moja droga do wiary 3

Na ktoryms z naszych spotkan przeczytalam/uslyszalam zdanie, ktore na dobre zapadlo mi w pamiec:
"W przeszlosci moglo Ci sie wydawac, ze w wierze chodzi tylko o posluszenstwo Bogu, jednak istota wiary jest poznanie Boga przez jego Slowo i akceptacja tego slowa". To bylo duzo prostsze, niz sie spodziewalam! Zrozumialam, ze w Chrzescijanstwie nie chodzi o slepe posluszenstwo i przestrzeganie tysiaca zakazow i nakazow, ale o to, aby pozwolic Bogu dzialac w naszym zyciu, aby Go kochac i byc mu poslusznym z milosci a nie ze strachu przed potepieniem.
Biblia ma dla mnie sens i jest spojna. Moja wiara ma dla mnie sens. Nie ma w Adwentyzmie Dnia Siodmego czegos, w co wierze slepo bez zrozumienia, nie ma czegos, co robie bo tak kaze mi kosciol, nie ma czegos, co robie ze strachu. Wszystko, co robie, robie z milosci do Boga. Czuje, ze moje zycie zmienilo sie na lepsze. Czuje sie wolna i nigdy nie czulam sie szczesliwsza.

Moja religijnosc wynika ze zrozumienia, ze Bog mnie kocha, i ze Bog wie, co jest dla mnie dobre.
Moja religijnosc wynika z przekonania, ze jesli sie potkne, jesli zrobie cos zlego, to mam po swojej stronie Chrystusa, ktory mi zawsze pomoze, i dzieki ktoremu bede zyc wiecznie w niebie.

Tuesday, August 24, 2010

Moja droga do wiary 2

Bylam ciekawa wyznania, w ktorym wychowal sie moj Maz. W pierwsza sobote w Nowym Roku poszlismy razem do kosciola (zaznaczam, iz nie mialam zamiaru uczeszczac regularnie). Trafilismy akurat na ceremonie mycia stop (w naszym kosciele odbywa sie ona co 3 miesiace), ktora jest wy swoistym aktem wybaczenia i pojednania z bliskimi i przyjaciolmi. Czlonkowie wspolnoty dobieraja sie w pary (dobrze jest znalezc kogos, kogo chcemy za cos przeprosic lub z kim chcemy poprawic stosunki), modla sie razem oraz symbolicznie myja sobie nawzajem stopy. Nie bylam pewna, czy moge uczestniczyc w tej ceremonii, nie bylam Adwentysta i nie wiedzialam, czy mi wolno. Nagle obok mnie znalazla sie osoba, ktora sprawila, ze poczulam sie jak w domu, ktora wyjasnila mi sens mycia stop, i z ktora, oprocz tej ceremonii, polaczyla mnie wielka przyjazn. Ta osoba byla F, jedna z kolezanek Meza z dziecinstwa.
- W czwartki spotykamy sie z paroma osobami aby studiowac Biblie, przyjdz jesli masz ochote- zaproponowala F tamtego dnia.
- Zobaczymy- odparlam wymijajaco. Nie mialam ochoty na tego typu spotkania. W czwartek Maz poszedl na nie sam.
- Na jakie tematy dyskutowaliscie?- zapytalam gdy wrocil do domu.
- W sumie na jeden, wiara i finanse- odpowiedzial Maz.
- Co takiego?- zdziwilam sie- co ma jedno do drugiego?
Temat wydawal mi sie intrygujacy, w kolejny czwartek postanowilam towarzyszyc Mezowi na spotkaniu. Dowiedzialam sie wielu ciekawych rzeczy, miedzy innymi, co Biblia ma do powiedzenia na temat domowego budzetu, jak rozsadnie gospodarowac pieniedzmi, w co warto inwestowac...
Pierwsze wspolne studiowanie Biblii bylo dla mnie trudne: nic w niej nie umialam znalezc. Mijaly tygodnie, Biblia stawala sie dla mnie latwiejsza w obsludze, rosla za to lista moich pytan. Wygladalo na to, ze wiele prawd, o ktorych uczylam sie przez lata na lekcjach religii i w kosciele, nie mialo swojego odzwierciedlenia w Pismie. Zaczelysmy spotykac sie z F we dwie, na wspolne studiowanie. F cierpliwie wyjasniala mi moje watpliwosci, odpowiadala na pytania, do niczego nie zmuszajac ani nie naciskajac. Wkrotce zaczelam czytac Biblie sama w domu.

Moja droga do wiary 1

Jeden/jedna z czytelnikow/czytelniczek mojego bloga zadal/zadala mi takie oto pytanie:
"Czy Twoja religijność wynika właśnie z tego, że mieszkasz w USA? ( w sensie, że może samo życie w tym kraju wpłynęło tak na Twoją wiarę).Tak jak zauważył Anonim, Polska jest katolicka, ale każdy bierze sobie z nauk Kościoła, to co jest dla niego wygodne"
Z przyjemnoscia na nie odpowiem. Ciesze sie, ze mam okazje dac swiadectwo mojej wierze. Odpowiedz bedzie w odcinkach, pisze w przerwie na lunch, pewnie dokoncze, jak wroce do domu.

Gdyby jakies 5 lat temu ktos zapytal mnie, czy wierze w Boga, moja odpowiedz brzmialaby: "wierze w sile wyzsza i porzadek w przyrodzie".
Moj okres zwatpienia w istnienie Boga zaczal sie, gdy bylam nastolatka. Przyznam szczerze, ze religia jako taka nie pomagala mi i nie dawala mi zadnych odpowiedzi, jedynie zwatpienie i poczucie winy. Oczywiscie, staralam sie byc dobrym czlowiekiem, zyc wedlug ogolnych zasad przyzwoitosci, ale bycie Chrzescijanka (katoliczka) bylo dla mnie za trudne. Wiele zasad/prawd/dogmatow kosciola katolickiego uwazalam za pozbawione sensu i nie zylam wedlug nich. Czulam, ze postepuje obludnie uwazajac sie za katoliczke i wybierajac z wiary katolickiej akurat to, co jest dla mnie wygodne, a odrzucajac to, co nie zgadza sie z moim swiatopogladem.  Nigdy tez nie czytalam Biblii, znalam jedynie pare historii, ktorych uczylam sie w dziecinstwie na lekcjach religii.
Przeprowadzilam sie do Stanow. Wiekszosc poznanych przeze mnie Amerykanow wierzyw Boga i, co ciekawe, nie wstydzi sie o tym mowic. Pare razy z Mezem poszlismy do kosciola, przeczytalam pare fragmentow Biblii, ale raczej z ciekawosci,, a nie z pragnienia bliskosci ze Stworca.
Pod koniec roku 2008, w przeddzien Sylwestra, przeprowadzilismy sie do Californi, stanu, w ktorym wychowal sie moj Maz. Jako, ze nie mielismy zadnych planow Sylwestrowych pojechalismy z Mezem do kosciola Adwentystow Dnia Siodmego: "Chcialbym, zebys poznala moja rodzine i przyjaciol, z ktorymi sie wychowalem" powiedzial M.
Pomysl spedzenia Sylwestra w kosciele wydawal mi sie zupelnie poroniony, ale, jak juz wspomnialam, zadnych innych planow nie mielismy, a rodzine i przyjaciol Meza i tak chcialam poznac.
Na koscielnej imprezie Sylwestrowej ujrzalam mase ludzi, ktorzy nie tylko razem sie modlili, ale takze spiewali, smiali sie, grali w rozne gry... widac bylo, ze dobrze sie ze soba czuja. Po raz pierwszy zobaczylam, ze bycie Chrzescijaninem moze przyniesc komus w zyciu radosc.

Monday, August 23, 2010

Abstynencja- update

Po wymianie komentarzy pod moja ostatnia notka postanowilam dodac jeszcze pare slow...
Jest jeszcze grupa ludzi, ktorzy, slyszac o naszej abstynencji, beda probowali nas przekonac, ze picie alkoholu lub kawy bedzie mialo na nas wrecz zbawienny wplyw:
"Alkohol poprawia trawienie"
"Alkohol rozluznia i pomaga pozbyc sie stresu"
"Jak mozna zaczac dzien bez kawy?"
"Dla osob z niskim cisnieniem kawa jest wrecz zalecana"
I tak dalej, i tak dalej...

Saturday, August 21, 2010

Abstynencja

Zastanawiam sie jak to jest, ze picie alkoholu jest na stale wpisane w polska tradycje i kulture. Wyobrazmy sobie wesele bez alkoholu. Trudne? Albo narodziny dziecka nie czczone wielka popijawa, ale w jakis inny sposob. Nie da sie, prawda?
Jak to jest, ze jezeli ktos nam mowi: "nie pije bo biore leki", to nie zmusza sie tej osoby do picia, nie probuje sie analizowac, jakie leki ktos bierze, i czy wejda one w reakcje z alkoholem, czy nie. Po prostu zostawia sie taka osobe w spokoju.
Stwierdzenie: "jestem trzezwiejacym alkoholikiem" spotyka sie zwykle z uznaniem.
Natomiast, jesli ktos mowi: "nie pije, poniewaz to wlasnie podoba sie Bogu, poniewaz Bog chce, zebym dbala o swoje cialo", to patrzy sie na taka osobe jak na totalnego wariata.
A zaraz potem pyta sie: "to co, ze mna sie nie napijesz?".
Albo "przeciez mozesz sobie troche poprawic smak, prawda?".
Albo nie przyjmuje sie tego wogole do wiadomosci i przy kazdej nadarzajacej sie okazji proponuje sie abstynentowi z wyboru szklaneczke czegos mocniejszego, tak jakby sie "zapomnialo", ze dana osoba nie pije.
I zaraz potem mowi sie przepraszajaco "Och, zapomnialem, przeciez nie pijesz... ale na pewno nie chcesz kropelki?"
Dlaczego decyzje podejmowane z powodow religijnych budza zawsze tyle dyskusji? Dlaczego wszyscy probuja nas od nich odwiesc? Dlaczego spotykaja sie one z niezrozumieniem?

Nawet nie zauwazylam, ze 1 sierpnia minal rok, odkad przestalam pic alkohol i kawe, oraz jesc pokarmy uznawane przez Biblie za nieczyste. Czuje sie swietnie. Ciesze sie, ze robie to, czego chce ode mnie Bog. Poza tym obserwuje szereg korzysci wynikajacych z mojej abstynencji:
1. Jest mi duzo latwiej utrzymac odpowiednia dla mnie wage ciala. Nie dochodzi do sytuacji, gdzie mysle sobie: "Do tego wina swietnie pasowalby ser. A moze by teraz przegryzc chipsami? Hmm, te chipsy swietnie zgralyby sie z piwkiem" i tak dalej, i tak dalej.
2. Moge prowadzic auto kiedy tylko chce i wiem, ze jestem w pelni wladz umyslowych.
3. Mam zdecydowanie wiecej pieniedzy w portfelu.
Oczywiscie, zdarzaja sie czasem momenty (raz na 3 miesiace, nie czesciej), w ktorych mysle sobie, ze napilabym sie czegos mocniejszego. Zwykle siegam wtedy po sok winogronowy w szklance do wina, i przekonuje sie, ze w wiekszosci przypadkow to wlasnie wystarcza: otoczka, "opakowanie" napoju, a nie to, co wlasnie pije. W reszcie przypadkow pomaga modlitwa.

Saturday, August 14, 2010

Zestaw spa

Maz kupil mi zestaw spa: specjalna gabeczke do pielegnacji stop, jednorazowe skarpetki z balsamem nawilzajacym i takiez rekawiczki. Wszystkiego po 2 sztuki. Tak sam z siebie mi kupil. Jak milo.
Myslicie, ze fakt, iz jest to zestaw ze sklepu "wszystko za $1" mial jakikolwiek wplyw na ten spontaniczny zryw?

Ding-Dong

Wiem, wiem, ja tylko o kotach pisze przez ostatni tydzien, ale coz, wlasnie one zajmuja ostatnio sporo mojego czasu i uwagi.
Ding-Dong jest szarym, czteromiesiecznym kotkiem. Jest maly ale dosc dlugi. Ma tez bardzo dlugi ogon. Wazy 3.6 lbs  czyli 1.6 kg (dla porownania, Pom-Pom wazy 8.12 lbs czyli 3.68 kg. No i nie ma ogona.).















Weterynarz powiedzial mi, ze wszystkie piec kociat zostalo podrzuconych pod ich drzwi pare tygodni temu. Coz, przynajmniej dano im szanse.

Piaty dzien z nowym kociakiem

Maz zadzwonil do mnie z pracy z informacja, ze zwierzaki sie obwachuja. Znaczy lody zostaly przelamane.
Z dniem dzisiejszym szare kociatko otrzymalo wdziecznie brzmiace imie Ding-Dong oraz lozeczko:

Friday, August 13, 2010

Czwarty dzien z nowym kociakiem

Wracam ja sobie dzisiaj z pracy, i oczom moim ukazuje sie taki widok.
Kociatko siedzi w szafie i majta lapa pod drzwiami. Pom-Pom natomiast siedzi z drugiej strony i, od czasu do czasu, przybija mu "piatke".
Uznalam to za wielki postep w rozwoju znajomosci.
Po wyjsciu z szafy kociak zostal lekko pogoniony przez Pom-Pom, ale bez wiekszego entuzjazmu i jedynie z lekkim syczeniem. Nie jest zle.

Thursday, August 12, 2010

Trzeci dzien z nowym kociakiem

Poszlam skonsultowac sie z weterynarzem na temat zachowania naszej kotki. Dowiedzialam sie, ze przyzwyczajanie sie kotow do siebie moze potrwac nawet 2 tygodnie. Ciesze sie, ze poszli mi na reke i zgodzili sie, w razie czego, znalezc kociatku nowy dom, jesli jego zwiazek Pom-Pom nie wypali.
Wrociwszy do domu z pracy zamknelam drzwi do sypialni zeby Pom-Pom nie mogla sie w niej caly czas ukrywac. Przesunelam rowniez jej miske z jedzeniem troche blizej kuchni. Pom-Pom nie odwazyla sie na blizszy kontakt, pare razy zapuscila sie wglab salonu, ale wciaz trzymala sie na dystans. Zabralam ja w jej pare ulubionych miejsc, na parapet okienny i do kuchni, zeby czula, ze to caly czas jej dom.
Pom-Pom nie atakuje kociatka. Nawet nie probuje. Zachowuje sie troche jakby sie go bala.
Kociak, oczywiscie, jest nieustannie szczesliwy. Siedzi na naszych kolanach i mruczy bardzo, bardzo glosno. Z rzeczy negatywnych- puszcza bardzo smierdzace baki :) . Nie ma sie co dziwic, w koncu to samiec :) .

Wednesday, August 11, 2010

Drugi dzien z nowym kociakiem

Pom-Pom przestala nas atakowac, ale caly czas ukrywa sie w sypialni. Nowy w niczym nie widzi problemu, biega i skacze radosnie, toczy sobie rozne pileczki i wspina sie na drapak.

Tuesday, August 10, 2010

Pierwszy dzien z nowym kociakiem

Przywiozlam kociaka okolo poludnia. Otworzylam pudelko, zeby mogl spokojnie wyjsc. Zainteresowana Pom-Pom podeszla blizej, ale jak tylko zobaczyla drugie zwierzatko, zjezyla sie, zasyczala i uciekla do sypialni. Wieczorem probowalismy zachecic koty do blizszego poznania sie, ale za kazdym razem konczylo sie to ucieczka Pom-Pom do sypialni. Musialam tam przeniesc jej miske z jedzeniem bo wogole nie chciala wychodzic. Zaczela tez syczec, warczec i atakowac nas, poniewaz nasze rece pachnialy nowym zwierzakiem. Oboje z Mezem zostalismy niezle podrapani.
Na razie jest zle.

Friday, August 6, 2010

Nowe znajomosci

W budynku, w ktorym pracuje, miesci sie wiele roznych biur. Jest broker, jest pani od nieruchomosci, prawnik imigracyjny, masaz dla zwierzat (???) oraz weterynarz.
Czasami w przerwie w pracy, zdarza mi sie zajrzec do weterynarza, porozmawiac z pielegniarkami i poglaskac zwierzeta czekajace na adopcje. Jakis miesiac temu pojawilo sie tam 5 malych kociat, 3 czarne i 2 szare, z kolorowymi obrozkami.
Tydzien pozniej na klatce pojawil sie napis: kociatko z pomaranczowa obrozka znalazlo juz dom.
2 tygodnie pozniej w klatce siedzial juz tylko jeden, szary kociak plci meskiej.
I tak sie na mnie patrzyl.
I prawie slyszalam jego glos mowiacy: wez mnie do domu!
Maz oczywiscie byl bardzo "za", ale nie znalismy jeszcze zdania Pom-Pom. Jak wiadomo, zwierzeta nie zawsze przypadaja sobie do gustu. Nie chcielismy miec w domu dwoch nieszczesliwych, zazdrosnych zwierzakow, postanowilismy wiec przedstawic je sobie u weterynarza. Wczoraj, w porze lunchu, Maz zadzwonil do mnie i rzucil krotkie "Jestesmy prawie u ciebie". Tak, jakby nasza kotka rowniez brala czynny udzial w calym przedsiewzieciu, a nie, niczego nieswiadoma, zostala zabrana do auta na przejazdzke.
Gdy tylko Maz i Pom-Pom przekroczyli prog gabinetu, kotka dostala szalu (jak zwykle u weterynarza). Nie pomogl prywatny pokoj. Szary kociak, przechadzajacy sie po podlodze, nic sobie z jej ataku nie robil, ale tez specjalnie sie nie zblizal.
Pielegniarz stwierdzil, ze takie zachowanie Pom-Pom jest prawdopodobnie spowodowane faktem, iz znajdujemy sie w gabinecie weterynaryjnym, gdzie mieszaja sie zapachy lekarstw, ludzi i innych zwierzat. Zachecil nas, abysmy zabrali kociatko ze soba i przedstawili je kotce w zaciszu domowego ogniska.